czwartek, 16 października 2014

POŻEGNANIE

Żałuję, ale to chyba koniec. Zawieszam bloga. Aż zawieszam i tylko zawieszam. Wiem, że nie umiem pisać, nie jestem pisarką. Pisałam, bo lubię to. Mam nadzieję, że byli wśród Was tacy, którzy mimo braku reakcji, lubili tu zaglądać. Z moich analiz wywnioskowałam, że ludzie wolą czytać o tym jak Młodzi Tytani urządzają raz po raz imprezy, upijają się, zażywają narkotyki. Okej, ja ta rozumiem. Taki ten świat jest, że tylko to ludziom się podoba. W końcu, ktoś może wolec świat realny, rzeczywisty i nic chce nigdzie uciekać... Tylko, że to są Młodzi Tytani i nigdy nie było w serialu czegoś takiego, że Robin i Gwiazdka zamykali się w sypialni, co któryś odcinek i wiadomo co tam robili... (piątego sezonu nie oglądałam, ale wątpię, by zaistniała taka sytuacja).  Jeżeli jesteście fanami serialu, ty wydawało mi się, że będziecie wolec tematykę podobną, do tej w serialu... Ale trudno, widocznie się myliłam... Mimo wszystko, to była fajna zabawa, prowadzenie tego bloga, ale ja już niestety nie mam na niego czasu. Może kiedyś tu wrócę i dokończę Nowy początek. Może wtedy będę miała więcej szczęścia... Dziękuję wszystkim, którzy czytali moje opowiadania i przepraszam. Inaczej to sobie wyobrażałam, ale idąc za przykładem wielu fanów tego serialu, powinnam  trzymać się bardziej ziemi...
Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam. Na tą chwilę, żegnajcie :( :( :(

czwartek, 9 października 2014

NOWY POCZĄTEK CZĘŚĆ 4

Leciałam nad dachami wieżowców i podziwiałam bajecznie oświetlone miasto. Myliłam się myśląc, że lecąc, tak po prostu, jestem szczęśliwa. Byłam szczęśliwa lecąc teraz. Już nie należę do Roju. Więcej będę miała korzyści pracując sama. Jinx, samotna przestępczyni, złodziejka. Już nie Jinx z roju.
 Wiatr wiał mi w uszach, rwał włosy. Leciałam wyżej niż ptaki. Byłam szczęśliwa, byłam wolna.
 Przysiadłam na dachu wieży kościelnej, w momencie gdy wielki zegar pode mną wybił północ. Słuchałam potężnych, głośnych dwudziestu czterech uderzeń podziwiając miasto. Miasto, które od dziś należy do potężnej młodej czarownicy. Do mnie.
 Kątem oka zauważyłam jakiś ruch na obrzeżach miasta. Wstałam i zmrużyłam oczy, by lepiej widzieć. Tak, na pewno coś tam jest. Coś dużego, może niebezpiecznego. Coś się tam dzieje. Nagle zauważyłam niebieskie światła, błyski. Potem zielone. Moje wątpliwości znikły zupełnie, gdy dostrzegłam zielonego dinozaura atakującego tę ciemną masę.
  - Tytani - powiedziałam głośno, a uśmiech ponownie zawitał na mojej twarzy - Teraz się pobawimy...
Rozłożyłam ręce i znowu leciałam. Po drodze raz po raz pstrykałam palcami. Wokół mnie rozkwitały różowe kwiaty, za mną sypał się złoty pył. Spojrzałam w górę nie podoba mi się to ciemne niebo.
  - Niech pojawią się gwiazdy! - wykrzyknęłam ze śmiechem. Życzenie się spełniło, ale to mi nie wystarczało - Mnóstwo, mnóstwo gwiazd!
  Po chwili widać było całą drogę mleczną. Łzy szczęścia i wzruszenia spłynęły mi po policzkach. To, że mam doby humor to jedno. To że dokonałam tego, czego wcześniej bym się nie odważyła, co wcześniej wydawało mi się nie możliwe i niedopuszczalne, to drugie. Dało mi to pewność siebie. Nie pamiętam kiedy ostatnio czułam się tak odważna i tak samodzielna. Taka wielka...
  Mam ochotę do końca życia bawić się swoją magią. Właśnie weszłam na kolejny jej poziom. Cudowny poziom.
  Wylądowałam na dachu jakiegoś wieżowca i otworzyłam usta we zdziwieniu. Tytani walczyli z wielkim czarnym potworem z rogami.
  Spojrzałam na Gwiazdkę i Cyborga jak strzelają w stwora laserami. Spojrzałam na Raven, jak zręcznie włada swoją mocą, by zadawać dotkliwe ciosy przeciwnikowi. Spojrzałam na Robina wspinającego się po potworze, dźgającego go i rzucającego w niego różne wybuchające przedmioty, których nazw nie znałam. Spojrzałam na Bestię zamienionego w wielkiego dinozaura, który pędzi z przerażającymi zębami na wierzchu na giganta.
  Spojrzałam na nich i gdzieś, głęboko w sercu, poczułam dziwne ukłucie, że ja też powinnam.. Ja też powinnam... Nie. Nie będę teraz o tym myśleć.Teraz, ani nigdy więcej, nie będę myśleć o tym jakby to było wspaniale, gdybym kiedyś uratowała ludziom życie.


Przepraszam, że tak krótko i właściwie o niczym, ale już się tłumaczę. Poważnie się zastanawiam, czy nie zamknąć bloga. Ja tak tu piszę i piszę, a Wy nic, zupełnie. Wchodzę na inne blogi o tej tematyce, a tam takie statystyki, że ja odpadam. Rozumiem, że moje opowiadania są gorsze od innych, ale powiedzcie, jak ja mam pisać lepiej, skoro nikt, absolutnie nikt nie komentuje? To nie muszą być pozytywne komentarze, równie dobrze mogą być i negatywne, byle by uzasadnione i nie wulgarne. Ale dwa miesiące minęły, a ja mam wrażenie, że czytają mnie może pięć osób w całej Polsce. Lepsze to niż nic, ale postawcie się na moim miejscu. Pisanie naprawdę wiele dla mnie znaczy, chciałam się tym z kimś podzielić. No i podzieliłam się dwoma opowiadaniami i nawet nie wiem co o nich sądzicie. Chyba nie będę pisać tego opowiadania do końca, bo jest długie, ja mam zepsutą klawiaturę, a na nudę nie narzekam. Jeżeli to czytasz, to napisz chociaż, że chcesz abym nie zamykała bloga, o ile tak myślisz. Jeżeli, tak jak zawsze nie będzie żadnych komentarzy, potraktuję to jako Waszą obojętność i zastanowię się co dalej...

niedziela, 5 października 2014

REKLAMA

Hej! Założyłam nowego bloga z moją powieścią o Batgirl. Jestem w trakcie jej tworzenia. Zapraszam wszystkich fanów Batmana i nie tylko! ;)

http://batmaniaopowiadaniabarbragordonsstory.blogspot.com/


Pamiętajcie o opowiadaniu BlueNight! Akcja się rozkręca!

http://nordycka25.blogspot.com/



piątek, 3 października 2014

NOWY POCZĄTEK CZĘŚĆ 3

Czy w więzieniu zawsze musi być tak cholernie zimno? Siedziałam pod ścianą swojego aresztu skulona i trzęsłam się. Tak jak zawsze, w obawie przed moimi mocami,  założono mi olbrzymie metalowe kajdanki, jako jedynej z Roju. Zakrywały całe dłonie i sięgały prawie po łokcie. Westchnęłam i podparłam na nich głowę. Byłam zrozpaczona. Co ja tu znowu robię? Jak to możliwe, że znowu się nie udało? Znowu nic nie wyszło?
   Przysięgam sobie, że przy następnym spotkaniu z Młodymi Tytanami, zemszczę się na nich. Wykończę ich.
   Ale nie tylko na nich jestem zła. Jestem wściekła i obrażona też na Rój. Moja własna ekipa... Chcieli mnie tam zostawić, samą z Tytanami, na pastwę losu. Wziąśc pieniądze i uciec, nawet nie zastanawiając się, co będzie ze mną. Mogłam się tego spodziewać. Nie pierwszy raz mnie zdradzili. Tylko że teraz już przesadzili. Nie mam zamiaru o tym zapomnieć.
   Gizmo odchrząknął w sąsiedniej celi. Od niechcenia powoli podniosłam głowę.
   - Przechodzimy do operacji: ucieczka - szepnął prawie niesłyszalnie - Jesteś gotowa?
Przytaknęłam. Strażnik spacerujący po korytarzu odwrócił się i zmierzył nas.
   - Jakiś problem? - zapytał ostro.
Wymieniłam z Gizmo szybkie porozumiewawcze spojrzenia.
   - Tak, jest problem, proszę pana - powiedziałam głośno i pewnie wstając - Zimno tu jak w lodówce - zaczęłam się skarżyć - Chcę, żeby przyniósł mi pan jakiś koc.. Znaczy, proszę...
   - Nie ma... - zaczął.
   - Jeśli umrę tu na zapalenie płuc, będzie to pana winą - zagroziłam mu celując w niego palcem.
Zastanowił się przez chwilę przypatrując się mi uważnie.
  - Zaraz wracam - wymamrotał w końcu.
  Gdy odszedł stanęłam pośrodku swojej celi i rozłożyłam ręce, na tyle, na ile było to możliwe. Zgodnie z ustalonym wcześniej planem miałam pod nieobecność strażnika rozwalić kajdany używając niczego innego, jak nie mocy, a następnie dzięki telekinezie, przyciągnąć leżący kilka metrów dalej klucz. Otworzyć nim swój areszt, zaraz potem areszty pozostałych, po czym mieliśmy uciec. Gizmo chciał nawet, aby po zdobyciu klucza, od razu mu go oddać, aby to on wyszedł jako pierwszy. Pomyślałam wtedy jednak, że nie dam się drugi raz nabrać i stanowczo zaprzeczyłam takiej opcji.
   Dokładnie tak to miało wyglądać. Ja jednak miałam nieco inny plan.
   - Dawaj Jinx - dopingował mnie Cyklop.
Dam wam, oj dam wam ja popalić.
   Rozwalenie tych kajdanek, nie jest rzeczą łatwą, ponieważ są ona stworzone właśnie, przeciwko używaniu magii w takim celu. Ale da się zrobić. Muszę się tylko przyłożyć.
   Wzięłam głęboki wdech, długo wypuściłam powietrze. Muszę się najpierw całkowicie odprężyć. Wyłączyc myślenie. Wdech i wydech, wdech i wydech, wdech i...
    - Długo jeszcze? - narzekał Gizmo - Zaraz ten bałwan tu przylezie...
    Poczułam jak się we mnie gotuje. Jak on mnie irytuje! Szybko przypomniałam sobie, co mam robić, na czym mam się skupić...
   Wdech i wydech, wdech i wydech... Zacisnęłam powieki, przygryzłam wargi tak mocno, że aż krew spłynęła mi ciurkiem po brodzie. Ściągnęłam brwi, schowałam głowę między ramiona. Muszę zebrać potrzebną mi moc,
   Usłyszałam jakby gwizd wiatru. Lekko uchyliłam jedno oko. Różowe promienie krążyły wokół mnie niczym wstążki i błyszczały. Doskonale. Zamknęłam oko, Jeszcze trochę, jeszcze trochę, Jinx, dasz radę...
   Z krzykiem rozwarłam dłonie, wyprostowałam się i uniosłam w powietrzu. Metalowe kawałki eksplodowały naokoło mnie na setki małych kawałeczków i rozsypały się po celi.
    Otworzyłam oczy i rozejrzałam się. Udało się. Naprawdę się udało!
    Często mi mówiono, że jestem zdolną i potężną czarownicą, ale nie miałam pojęcia, że aż tak potężną.
   - Głośniej się nie dało, co? - warknął Gizmo - Ruchy!
   Obrzuciłam go piorunującym spojrzeniem. Odwzajemnił się mierząc mnie z nienawiścią. Wyciągnęłam dłoń w kierunku klucza. "Chodź do mnie". Klucz posłusznie przyleciał i wylądował na mojej otwartej dłoni. Normalnym krokiem podeszłam do drzwi i bez pośpiechu otworzyłam je.
    - Ruchy! - powtórzył Gizmo nerwowo przystępując z nogi na nogę. Usłyszałam czyjeś kroki na schodach.
   - Hej, co tam się dzieje?! - wykrzyknął strażnik zanim jeszcze się pojawił.
   - Jinx! - wydarł się Gizmo.
   - Otwórz te drzwi! - wtórował mu Mamut. Niebezpieczeństwo jego siły sprawiło, że zamknęli go w mosiężnej klatce.
   - Wypuść nas! - krzyknął Cyklop szarpiąc za kraty.
   - Pospiesz się! - jęknął Billy rozpaczliwie.
Wzbiłam się w powietrze i podleciałam do dużego otwartego okna pod sufitem.
   - Jinx! - ryknął Mamut - Co ty wyprawiasz?!
Wiedziałam, że muszę się spieszyć. Coraz głośniejsze kroki świadczyły o tym, że strażnik za chwilę się pojawi. Jeśli mam uciekać, to muszę uciekać teraz. Natychmiast.
    Uśmiechnęłam się złośliwie do chłopaków.
   - Nie jest to zbyt przyjemne, gdy zostawia się kogoś w potrzebie, myśląc tylko o sobie, prawda? - zapytałam łagodnie, patrząc głównie na Gizmo - A teraz wybaczcie panowie - ukłoniłam nisko - Jinx odchodzi - zmierzyłam ich triumfalnym spojrzeniem. Pomachałam radośnie, posłałam całusa i wyleciałam.
   - Będziesz jeszcze chciała do nas wrócić! - usłyszałam jeszcze rozwścieczonego Gizmo.
   Kiedy strażnik strzelił w moim kierunku, byłam już za daleko, by oberwać.