Leciałam nad dachami wieżowców i podziwiałam bajecznie oświetlone miasto. Myliłam się myśląc, że lecąc, tak po prostu, jestem szczęśliwa. Byłam szczęśliwa lecąc teraz. Już nie należę do Roju. Więcej będę miała korzyści pracując sama. Jinx, samotna przestępczyni, złodziejka. Już nie Jinx z roju.
Wiatr wiał mi w uszach, rwał włosy. Leciałam wyżej niż ptaki. Byłam szczęśliwa, byłam wolna.
Przysiadłam na dachu wieży kościelnej, w momencie gdy wielki zegar pode mną wybił północ. Słuchałam potężnych, głośnych dwudziestu czterech uderzeń podziwiając miasto. Miasto, które od dziś należy do potężnej młodej czarownicy. Do mnie.
Kątem oka zauważyłam jakiś ruch na obrzeżach miasta. Wstałam i zmrużyłam oczy, by lepiej widzieć. Tak, na pewno coś tam jest. Coś dużego, może niebezpiecznego. Coś się tam dzieje. Nagle zauważyłam niebieskie światła, błyski. Potem zielone. Moje wątpliwości znikły zupełnie, gdy dostrzegłam zielonego dinozaura atakującego tę ciemną masę.
- Tytani - powiedziałam głośno, a uśmiech ponownie zawitał na mojej twarzy - Teraz się pobawimy...
Rozłożyłam ręce i znowu leciałam. Po drodze raz po raz pstrykałam palcami. Wokół mnie rozkwitały różowe kwiaty, za mną sypał się złoty pył. Spojrzałam w górę nie podoba mi się to ciemne niebo.
- Niech pojawią się gwiazdy! - wykrzyknęłam ze śmiechem. Życzenie się spełniło, ale to mi nie wystarczało - Mnóstwo, mnóstwo gwiazd!
Po chwili widać było całą drogę mleczną. Łzy szczęścia i wzruszenia spłynęły mi po policzkach. To, że mam doby humor to jedno. To że dokonałam tego, czego wcześniej bym się nie odważyła, co wcześniej wydawało mi się nie możliwe i niedopuszczalne, to drugie. Dało mi to pewność siebie. Nie pamiętam kiedy ostatnio czułam się tak odważna i tak samodzielna. Taka wielka...
Mam ochotę do końca życia bawić się swoją magią. Właśnie weszłam na kolejny jej poziom. Cudowny poziom.
Wylądowałam na dachu jakiegoś wieżowca i otworzyłam usta we zdziwieniu. Tytani walczyli z wielkim czarnym potworem z rogami.
Spojrzałam na Gwiazdkę i Cyborga jak strzelają w stwora laserami. Spojrzałam na Raven, jak zręcznie włada swoją mocą, by zadawać dotkliwe ciosy przeciwnikowi. Spojrzałam na Robina wspinającego się po potworze, dźgającego go i rzucającego w niego różne wybuchające przedmioty, których nazw nie znałam. Spojrzałam na Bestię zamienionego w wielkiego dinozaura, który pędzi z przerażającymi zębami na wierzchu na giganta.
Spojrzałam na nich i gdzieś, głęboko w sercu, poczułam dziwne ukłucie, że ja też powinnam.. Ja też powinnam... Nie. Nie będę teraz o tym myśleć.Teraz, ani nigdy więcej, nie będę myśleć o tym jakby to było wspaniale, gdybym kiedyś uratowała ludziom życie.
Przepraszam, że tak krótko i właściwie o niczym, ale już się tłumaczę. Poważnie się zastanawiam, czy nie zamknąć bloga. Ja tak tu piszę i piszę, a Wy nic, zupełnie. Wchodzę na inne blogi o tej tematyce, a tam takie statystyki, że ja odpadam. Rozumiem, że moje opowiadania są gorsze od innych, ale powiedzcie, jak ja mam pisać lepiej, skoro nikt, absolutnie nikt nie komentuje? To nie muszą być pozytywne komentarze, równie dobrze mogą być i negatywne, byle by uzasadnione i nie wulgarne. Ale dwa miesiące minęły, a ja mam wrażenie, że czytają mnie może pięć osób w całej Polsce. Lepsze to niż nic, ale postawcie się na moim miejscu. Pisanie naprawdę wiele dla mnie znaczy, chciałam się tym z kimś podzielić. No i podzieliłam się dwoma opowiadaniami i nawet nie wiem co o nich sądzicie. Chyba nie będę pisać tego opowiadania do końca, bo jest długie, ja mam zepsutą klawiaturę, a na nudę nie narzekam. Jeżeli to czytasz, to napisz chociaż, że chcesz abym nie zamykała bloga, o ile tak myślisz. Jeżeli, tak jak zawsze nie będzie żadnych komentarzy, potraktuję to jako Waszą obojętność i zastanowię się co dalej...
Nie zamykaj bloga! Wiem, że już i tak jest za późno na mój udział, ale może kiedyś wrócisz.
OdpowiedzUsuń