czwartek, 16 października 2014

POŻEGNANIE

Żałuję, ale to chyba koniec. Zawieszam bloga. Aż zawieszam i tylko zawieszam. Wiem, że nie umiem pisać, nie jestem pisarką. Pisałam, bo lubię to. Mam nadzieję, że byli wśród Was tacy, którzy mimo braku reakcji, lubili tu zaglądać. Z moich analiz wywnioskowałam, że ludzie wolą czytać o tym jak Młodzi Tytani urządzają raz po raz imprezy, upijają się, zażywają narkotyki. Okej, ja ta rozumiem. Taki ten świat jest, że tylko to ludziom się podoba. W końcu, ktoś może wolec świat realny, rzeczywisty i nic chce nigdzie uciekać... Tylko, że to są Młodzi Tytani i nigdy nie było w serialu czegoś takiego, że Robin i Gwiazdka zamykali się w sypialni, co któryś odcinek i wiadomo co tam robili... (piątego sezonu nie oglądałam, ale wątpię, by zaistniała taka sytuacja).  Jeżeli jesteście fanami serialu, ty wydawało mi się, że będziecie wolec tematykę podobną, do tej w serialu... Ale trudno, widocznie się myliłam... Mimo wszystko, to była fajna zabawa, prowadzenie tego bloga, ale ja już niestety nie mam na niego czasu. Może kiedyś tu wrócę i dokończę Nowy początek. Może wtedy będę miała więcej szczęścia... Dziękuję wszystkim, którzy czytali moje opowiadania i przepraszam. Inaczej to sobie wyobrażałam, ale idąc za przykładem wielu fanów tego serialu, powinnam  trzymać się bardziej ziemi...
Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam. Na tą chwilę, żegnajcie :( :( :(

czwartek, 9 października 2014

NOWY POCZĄTEK CZĘŚĆ 4

Leciałam nad dachami wieżowców i podziwiałam bajecznie oświetlone miasto. Myliłam się myśląc, że lecąc, tak po prostu, jestem szczęśliwa. Byłam szczęśliwa lecąc teraz. Już nie należę do Roju. Więcej będę miała korzyści pracując sama. Jinx, samotna przestępczyni, złodziejka. Już nie Jinx z roju.
 Wiatr wiał mi w uszach, rwał włosy. Leciałam wyżej niż ptaki. Byłam szczęśliwa, byłam wolna.
 Przysiadłam na dachu wieży kościelnej, w momencie gdy wielki zegar pode mną wybił północ. Słuchałam potężnych, głośnych dwudziestu czterech uderzeń podziwiając miasto. Miasto, które od dziś należy do potężnej młodej czarownicy. Do mnie.
 Kątem oka zauważyłam jakiś ruch na obrzeżach miasta. Wstałam i zmrużyłam oczy, by lepiej widzieć. Tak, na pewno coś tam jest. Coś dużego, może niebezpiecznego. Coś się tam dzieje. Nagle zauważyłam niebieskie światła, błyski. Potem zielone. Moje wątpliwości znikły zupełnie, gdy dostrzegłam zielonego dinozaura atakującego tę ciemną masę.
  - Tytani - powiedziałam głośno, a uśmiech ponownie zawitał na mojej twarzy - Teraz się pobawimy...
Rozłożyłam ręce i znowu leciałam. Po drodze raz po raz pstrykałam palcami. Wokół mnie rozkwitały różowe kwiaty, za mną sypał się złoty pył. Spojrzałam w górę nie podoba mi się to ciemne niebo.
  - Niech pojawią się gwiazdy! - wykrzyknęłam ze śmiechem. Życzenie się spełniło, ale to mi nie wystarczało - Mnóstwo, mnóstwo gwiazd!
  Po chwili widać było całą drogę mleczną. Łzy szczęścia i wzruszenia spłynęły mi po policzkach. To, że mam doby humor to jedno. To że dokonałam tego, czego wcześniej bym się nie odważyła, co wcześniej wydawało mi się nie możliwe i niedopuszczalne, to drugie. Dało mi to pewność siebie. Nie pamiętam kiedy ostatnio czułam się tak odważna i tak samodzielna. Taka wielka...
  Mam ochotę do końca życia bawić się swoją magią. Właśnie weszłam na kolejny jej poziom. Cudowny poziom.
  Wylądowałam na dachu jakiegoś wieżowca i otworzyłam usta we zdziwieniu. Tytani walczyli z wielkim czarnym potworem z rogami.
  Spojrzałam na Gwiazdkę i Cyborga jak strzelają w stwora laserami. Spojrzałam na Raven, jak zręcznie włada swoją mocą, by zadawać dotkliwe ciosy przeciwnikowi. Spojrzałam na Robina wspinającego się po potworze, dźgającego go i rzucającego w niego różne wybuchające przedmioty, których nazw nie znałam. Spojrzałam na Bestię zamienionego w wielkiego dinozaura, który pędzi z przerażającymi zębami na wierzchu na giganta.
  Spojrzałam na nich i gdzieś, głęboko w sercu, poczułam dziwne ukłucie, że ja też powinnam.. Ja też powinnam... Nie. Nie będę teraz o tym myśleć.Teraz, ani nigdy więcej, nie będę myśleć o tym jakby to było wspaniale, gdybym kiedyś uratowała ludziom życie.


Przepraszam, że tak krótko i właściwie o niczym, ale już się tłumaczę. Poważnie się zastanawiam, czy nie zamknąć bloga. Ja tak tu piszę i piszę, a Wy nic, zupełnie. Wchodzę na inne blogi o tej tematyce, a tam takie statystyki, że ja odpadam. Rozumiem, że moje opowiadania są gorsze od innych, ale powiedzcie, jak ja mam pisać lepiej, skoro nikt, absolutnie nikt nie komentuje? To nie muszą być pozytywne komentarze, równie dobrze mogą być i negatywne, byle by uzasadnione i nie wulgarne. Ale dwa miesiące minęły, a ja mam wrażenie, że czytają mnie może pięć osób w całej Polsce. Lepsze to niż nic, ale postawcie się na moim miejscu. Pisanie naprawdę wiele dla mnie znaczy, chciałam się tym z kimś podzielić. No i podzieliłam się dwoma opowiadaniami i nawet nie wiem co o nich sądzicie. Chyba nie będę pisać tego opowiadania do końca, bo jest długie, ja mam zepsutą klawiaturę, a na nudę nie narzekam. Jeżeli to czytasz, to napisz chociaż, że chcesz abym nie zamykała bloga, o ile tak myślisz. Jeżeli, tak jak zawsze nie będzie żadnych komentarzy, potraktuję to jako Waszą obojętność i zastanowię się co dalej...

niedziela, 5 października 2014

REKLAMA

Hej! Założyłam nowego bloga z moją powieścią o Batgirl. Jestem w trakcie jej tworzenia. Zapraszam wszystkich fanów Batmana i nie tylko! ;)

http://batmaniaopowiadaniabarbragordonsstory.blogspot.com/


Pamiętajcie o opowiadaniu BlueNight! Akcja się rozkręca!

http://nordycka25.blogspot.com/



piątek, 3 października 2014

NOWY POCZĄTEK CZĘŚĆ 3

Czy w więzieniu zawsze musi być tak cholernie zimno? Siedziałam pod ścianą swojego aresztu skulona i trzęsłam się. Tak jak zawsze, w obawie przed moimi mocami,  założono mi olbrzymie metalowe kajdanki, jako jedynej z Roju. Zakrywały całe dłonie i sięgały prawie po łokcie. Westchnęłam i podparłam na nich głowę. Byłam zrozpaczona. Co ja tu znowu robię? Jak to możliwe, że znowu się nie udało? Znowu nic nie wyszło?
   Przysięgam sobie, że przy następnym spotkaniu z Młodymi Tytanami, zemszczę się na nich. Wykończę ich.
   Ale nie tylko na nich jestem zła. Jestem wściekła i obrażona też na Rój. Moja własna ekipa... Chcieli mnie tam zostawić, samą z Tytanami, na pastwę losu. Wziąśc pieniądze i uciec, nawet nie zastanawiając się, co będzie ze mną. Mogłam się tego spodziewać. Nie pierwszy raz mnie zdradzili. Tylko że teraz już przesadzili. Nie mam zamiaru o tym zapomnieć.
   Gizmo odchrząknął w sąsiedniej celi. Od niechcenia powoli podniosłam głowę.
   - Przechodzimy do operacji: ucieczka - szepnął prawie niesłyszalnie - Jesteś gotowa?
Przytaknęłam. Strażnik spacerujący po korytarzu odwrócił się i zmierzył nas.
   - Jakiś problem? - zapytał ostro.
Wymieniłam z Gizmo szybkie porozumiewawcze spojrzenia.
   - Tak, jest problem, proszę pana - powiedziałam głośno i pewnie wstając - Zimno tu jak w lodówce - zaczęłam się skarżyć - Chcę, żeby przyniósł mi pan jakiś koc.. Znaczy, proszę...
   - Nie ma... - zaczął.
   - Jeśli umrę tu na zapalenie płuc, będzie to pana winą - zagroziłam mu celując w niego palcem.
Zastanowił się przez chwilę przypatrując się mi uważnie.
  - Zaraz wracam - wymamrotał w końcu.
  Gdy odszedł stanęłam pośrodku swojej celi i rozłożyłam ręce, na tyle, na ile było to możliwe. Zgodnie z ustalonym wcześniej planem miałam pod nieobecność strażnika rozwalić kajdany używając niczego innego, jak nie mocy, a następnie dzięki telekinezie, przyciągnąć leżący kilka metrów dalej klucz. Otworzyć nim swój areszt, zaraz potem areszty pozostałych, po czym mieliśmy uciec. Gizmo chciał nawet, aby po zdobyciu klucza, od razu mu go oddać, aby to on wyszedł jako pierwszy. Pomyślałam wtedy jednak, że nie dam się drugi raz nabrać i stanowczo zaprzeczyłam takiej opcji.
   Dokładnie tak to miało wyglądać. Ja jednak miałam nieco inny plan.
   - Dawaj Jinx - dopingował mnie Cyklop.
Dam wam, oj dam wam ja popalić.
   Rozwalenie tych kajdanek, nie jest rzeczą łatwą, ponieważ są ona stworzone właśnie, przeciwko używaniu magii w takim celu. Ale da się zrobić. Muszę się tylko przyłożyć.
   Wzięłam głęboki wdech, długo wypuściłam powietrze. Muszę się najpierw całkowicie odprężyć. Wyłączyc myślenie. Wdech i wydech, wdech i wydech, wdech i...
    - Długo jeszcze? - narzekał Gizmo - Zaraz ten bałwan tu przylezie...
    Poczułam jak się we mnie gotuje. Jak on mnie irytuje! Szybko przypomniałam sobie, co mam robić, na czym mam się skupić...
   Wdech i wydech, wdech i wydech... Zacisnęłam powieki, przygryzłam wargi tak mocno, że aż krew spłynęła mi ciurkiem po brodzie. Ściągnęłam brwi, schowałam głowę między ramiona. Muszę zebrać potrzebną mi moc,
   Usłyszałam jakby gwizd wiatru. Lekko uchyliłam jedno oko. Różowe promienie krążyły wokół mnie niczym wstążki i błyszczały. Doskonale. Zamknęłam oko, Jeszcze trochę, jeszcze trochę, Jinx, dasz radę...
   Z krzykiem rozwarłam dłonie, wyprostowałam się i uniosłam w powietrzu. Metalowe kawałki eksplodowały naokoło mnie na setki małych kawałeczków i rozsypały się po celi.
    Otworzyłam oczy i rozejrzałam się. Udało się. Naprawdę się udało!
    Często mi mówiono, że jestem zdolną i potężną czarownicą, ale nie miałam pojęcia, że aż tak potężną.
   - Głośniej się nie dało, co? - warknął Gizmo - Ruchy!
   Obrzuciłam go piorunującym spojrzeniem. Odwzajemnił się mierząc mnie z nienawiścią. Wyciągnęłam dłoń w kierunku klucza. "Chodź do mnie". Klucz posłusznie przyleciał i wylądował na mojej otwartej dłoni. Normalnym krokiem podeszłam do drzwi i bez pośpiechu otworzyłam je.
    - Ruchy! - powtórzył Gizmo nerwowo przystępując z nogi na nogę. Usłyszałam czyjeś kroki na schodach.
   - Hej, co tam się dzieje?! - wykrzyknął strażnik zanim jeszcze się pojawił.
   - Jinx! - wydarł się Gizmo.
   - Otwórz te drzwi! - wtórował mu Mamut. Niebezpieczeństwo jego siły sprawiło, że zamknęli go w mosiężnej klatce.
   - Wypuść nas! - krzyknął Cyklop szarpiąc za kraty.
   - Pospiesz się! - jęknął Billy rozpaczliwie.
Wzbiłam się w powietrze i podleciałam do dużego otwartego okna pod sufitem.
   - Jinx! - ryknął Mamut - Co ty wyprawiasz?!
Wiedziałam, że muszę się spieszyć. Coraz głośniejsze kroki świadczyły o tym, że strażnik za chwilę się pojawi. Jeśli mam uciekać, to muszę uciekać teraz. Natychmiast.
    Uśmiechnęłam się złośliwie do chłopaków.
   - Nie jest to zbyt przyjemne, gdy zostawia się kogoś w potrzebie, myśląc tylko o sobie, prawda? - zapytałam łagodnie, patrząc głównie na Gizmo - A teraz wybaczcie panowie - ukłoniłam nisko - Jinx odchodzi - zmierzyłam ich triumfalnym spojrzeniem. Pomachałam radośnie, posłałam całusa i wyleciałam.
   - Będziesz jeszcze chciała do nas wrócić! - usłyszałam jeszcze rozwścieczonego Gizmo.
   Kiedy strażnik strzelił w moim kierunku, byłam już za daleko, by oberwać.

piątek, 26 września 2014

NOWY POCZĄTEK CZĘŚĆ 2

   Uwielbiam latać. Kocham latać. Gdy lecę czuję się naprawdę wolna i naprawdę szczęśliwa. To jedyny taki moment. Z szerokim uśmiechem na twarzy pokonywałam korytarz. Strażnicy strzelali do mnie próbując mnie powstrzymać, ale ja zgrabnie i zręcznie omijałam wszystkie przeszkody.
    "Niech te drzwi się otworzą", zacisnęłam mocno powieki, skupiając się na życzeniu. Następnie gwałtownie otworzyłam oczy, a różowy promień wystrzelił z mojej dłoni trafiając w drzwi przed mną. Były zablokowane, ale je otworzyłam.
    Ze śmiechem wyleciałam na ulicę przed bank. Było późne popołudnie i powoli robiło się ciemno. Rozglądnęłam się. Jakieś dwieście metrów ode mnie stał nasz super szybki samochód. Potrafi w nie całe dwie minuty dowieźć nas na obrzeża miasta, do tajnie ukrytej Wieży Roju. Wystarczy, że dolecę do wozu.
    Rzuciłam się w jego stronę, pewna że mi się uda. Byłam już w połowie drogi kiedy coś lub ktoś złapało mnie za kostkę. Gwałtownie odwróciłam głowę. To Gwiazdka chwyciła mnie za nogę. Chciałam się jej wyrwać, ale nic z tego. Jej uścisk był zbyt silny.
    - Puszczaj! - warknęłam.
    - Poddaj się, Jinx! - wykrzyknęła - Wiesz, że nie macie szans.
Uśmiechnęłam się do niej złośliwie.
    - Jest chyba odrobinkę na odwrót, kochana - powiedziałam.
    Rozgniewałam ją. Wykrzywiła się, oczy zaświeciły jej się jaskrawą zielenią. Wiedziałam, że teraz będzie próbowała postrzelić mnie laserami. Głupią ma moc, ostrzega wrogów przed atakiem, pozwalając im jednocześnie na przeciwstawienie się mu.
"Niech mnie nie trafi, niech poleci w inną stronę", pomyślałam.
     Zgodnie z moim życzeniem laserowa kula zmieniła tor lotu i poleciała na prawo, dokładnie tam, gdzie machnęłam ręką. Uderzyła jakiegoś przechodnia w głowę, pozbawiając go przytomności. Mężczyzna bezwładnie osunął się na chodnik.
     - Nie! - Gwiazdka spojrzała za siebie. Najwyraźniej bardzo ją to zmartwiło.
     - Zadaj sobie teraz pytanie, Gwiazdko - zawołałam - Kto przegrywa, a kto wygrywa?
    Wykorzystując chwilą jej słabości, wyszarpnęłam nogę i gwałtownie przyspieszyłam. Spojrzałam na już tak bliski samochód. Przez to całe zamieszanie z tą Tmaranką, reszta mojej ekipy zdążyła mnie wyprzedzić. Cała czwórka siedziała już przygotowana i pospieszała mnie.
     - Szybko, Jinx, szybciej! - Gizmo wyglądał jakby oszalał.
     - Jinx, uważaj! - wykrzyknął Mamut* celując palcem w coś za mną.
     "Uważaj"? Na co mam uważać? Nie zdążyłam nawet odwrócić głowy, a czarna moc Raven chwyciła mnie za kołnierz i zaczęła naprawdę mocno ciągnąć do tyłu. Spojrzałam za siebie. Wszyscy Tytani biegli w moją stronę i zdumiewająco szybko się przybliżali.
     - Rzucaj forsę! - wydarł się Gizmo.
     Bez zastanowienia, nadal próbując się wyrwać, rzuciłam przed siebie, w stronę Gizmo, woreczek ze zdobyczą. Chłopak złapał go do rąk i przytulił jak starego, dobrego przyjaciela.
    - Ruszaj! - pisnął do kierowcy - Już!
Billy odpalił silnik.
    - Czekaj, nie! - wykrzyknęłam, ale nikt z nich nawet się nie odwrócił.
   Nie zajechali daleko. Zaledwie po paru metrach, zielony dinozaur rzucił się na maskę wozu, zatrzymując go i niszcząc.
    - Mój samochód! - Gizmo był bliski płaczu - Mój ukochany samochód... Coś ty narobił, idioto?!
    Raven puściła mnie i złapała teraz jego, wyrywając omu woreczek i podając go Robinowi, a Gizmo zakryła usta, żeby się w końcu zamknął.
     Już miałam się rzucić się do ucieczki. Chciałam wlecieć do małej, ciasnej uliczki na boku i tam ich zgubić, ale Cyborg pojawił się za mną znikąd i wygiął moje ręce do tyłu, a swoimi nacisnął pomiędzy moje łopatki.
    - Bierz ode mnie te zimne, wielkie łapska, ty kupo złomu! - wykrzyknęłam zwijając się z bólu. Brak jakiejkolwiek reakcji. "Chcę pokopać go prądem", pomyślałam i skupiłam w sobie jak najwięcej energii.
    - Aua! - jęknął Cyborg puszczając mnie - No wiesz...?
    - Nie dotykaj mnie - warknęłam.
Jakby głuchy, złapał mnie za kark, tak mocno, że aż zabolało.
    Wściekła, wypięłam mu język. Ku mojemu zdziwieniu zrobił to samo. Uniosłam zdumiona brwi. Niby co to miało znaczyć?
    Nagle Raven szarpnęła mnie za ramię z drugiej strony.
    - Nie jestem szmacianą lalką - powiedziałam oburzona i wyrwałam jej się. Odwróciłam się do ucieczki, ale za mną stał Cyborg. Rozłożył ręce, zagradzając mi drogę i uśmiechnął się do mnie usatysfakcjonowany.
    - I co się głupio cieszysz? - burknęłam patrząc na niego spode łba. Spuściłam wzrok i posłusznie poszłam za Raven do reszty.
   Robin uśmiechnął się do mnie od ucha do ucha. Uniósł woreczek na wysokość mojego nosa i zaczął mi przed nim wymachiwać saszetką.
    - I znowu nie masz - stwierdził zadowolony.
   Chcąc pokazać, że mimo iż mnie złapali, wcale się nie poddałam, jeszcze przez chwilę gniewnie na niego patrzyłam, po czym odwróciłam głowę i uniosłam ją wysoko do góry. A niech się ze mną droczy, proszę bardzo. Jeszcze mu pokażę do czego jestem zdolna.

* Nie pamiętam czy to był Mamut, czy Mutant, więc będę pisała Mamut, bo tego jestem bardziej pewna (chociaż dziwnie to jakoś pasuje...).

Błagam, niech ktoś skomentuje! Wtedy będę starać się częściej dodawać posty...

sobota, 20 września 2014

NOWY POCZĄTEK CZĘŚĆ 1

349, 521, 783, 372, 294...
   - Byłbym wdzięczny, gdybyś się trochę pospieszyła, Jinx - parsknął Gizmo.
571, 002, 172, 906...
   - Jinx, szybciej! - ponaglił mnie Gizmo.
671, 321, 511...
   - Cyfry, cyfry, cyfry... Jinx!
   - Jinx, Jinx! - przedrzeźniałam go odsuwając się od sejfu i wymachując rękoma - Mógłbyś się trochę uspokoić? To długi i skomplikowany szyfr. Nie chcę się pomylić...
   - To trwa wieki - przerwał mi - Prędzej nas złapią, niż ty to otworzysz.
   - Zjawią się tu za moment, ale to dlatego, że drzesz się wniebogłosy - warknęłam i z powrotem nachyliłam się nad pozłacanym sejfem - Na czym skończyłam?
    - 351, 511 - przypomniał Cyklop.
921, 922, 806, 273, 109.
    - Mam! - wyciągnęłam ciężki, dość duży wełniany woreczek ze skrytki i triumfalnie podniosłam go w górę.
    Nagle coś czarnego i podłużnego wspięło się po moim ciele i dosłownie wyrwało zdobycz z rąk.
    - I już nie masz - usłyszałam za plecami znajomy głos. Odwróciłam się gwałtownie.
    Młodzi Tytani stali kilka metrów od nas. Raven trzymała w dłoniach saszetkę z pieniędzmi. Nie zraziło mnie to. Wręcz przeciwnie. Uśmiechnęłam się do nich kpiąco, zadarłam brodę i wyciągnęłam rękę przed siebie.
"Chcę, żeby te pieniądze wróciły do mnie", usłyszałam w głowie własny głos. Na tym polega moja magia. Nic trudnego, wystarczy pomyśleć sobie życzenie i wystarczająco się skupić i gotowe. Nawet sobie nie wyobrażam, jak mogłabym żyć bez niej.
    Raven nie była przygotowana. Woreczek wypadł jej rąk, ale zamiast spaść na podłogę, poleciał prosto do mojej wyciągniętej dłoni.
    - I znowu mam - powiedziałam z nieskrywaną dumą.
Robinowi zrzedła mina.
    - Tytani, wio! - wykrzyknął.
    Cała piątka rzuciła się na nas, ale ja nawet nie drgnęłam. Mi dostał się Bestia.
    Zielony byk rozpędził się i biegł centralnie na mnie, mucząc przeraźliwie. W ostatniej chwili zrobiłam piruet, unikając zderzenia. Byk wylądował głową w pustym sejfie za mną. Wyjął ją, odwrócił się i prychnął parę razy ze wściekłością trzęsąc łbem.
    - Co się stało, byczku? - zapytałam udawanym słodkim i niewinnym głosikiem. Wyciągnęłam przed siebie woreczek i potrząsnęłam nim. Grube monety w środku obijały się o siebie - Tego potrzebujesz, byczku, to byś chciał? - Bestia tupnął kilka razy tylną nogą i przygotował się do ataku - Chcesz? To spróbuj mi to odebrać! - zakończyłam już swoim głosem. Ponownie w ostatnim momencie zrobiłam piruet, nucąc do tego pod nosem i podnosząc saszetkę wysoko do góry - Ojej, ojej - zaśpiewałam, gdy znowu rozwścieczony odwrócił się przodem. Celowo nie patrzyłam na niego. Bawiłam się paznokciami, pokazując mu ile mnie obchodzi - Na twoim miejscu, zamieniłabym się w co innego. Byk nie jest, zbyt, no wiesz... dostojny, elegancki, zgrabny? No i, jak widać, inteligentny... Zamień się w coś z większym mózgiem... Ups! Czekaj, to było nie miłe. Przecież wszystko będzie miało taki sam mózg, jak ty.
    Uśmiechnęłam się do niego szyderczo, pokazując wszystkie zęby. Bestia wypuścił powietrze przez nos, tak że para uniosła się nad jego głową.
     - Wiejemy! - wykrzyknął Gizmo.
     "Chcę latać", pomyślałam.
    Obdarzyłam Bestię triumfalnym uśmiechem, a gdy ten znów pędził prosto na mnie, tym razem nie zrobiłam piruetu. Uniosłam się natomiast w górę, kilka centymetrów ponad jego łeb i przeleciałam nad nim. Ryknął wściekły, po czym zmienił się w sokoła, ale nie był wstanie mnie dogonić.
 


Przepraszam, że znowu tak krótko, ale chciałam coś dodać, bo wczoraj nic nie było, a w tym tygodniu mam sprawdzian z chemii. Wiązania chemiczne; jonowe, spolaryzowane, niespolaryzowane... Ludzie, takie pierdoły, że aż się człowiekowi żyć nie chce. Nienawidzę chemii! Nudy na budy, nie to co biologia. No, trudno. Liczę na to, że spodoba Wam się nowe opowiadanie, bo żyłam nim właściwie przez cały tegoroczny pobyt w Chorwacji. Poważnie, ludzie na plaży na mnie krzywo patrzyli, bo nic tylko godzinami codziennie pisałam coś w zeszycie. Jakiś dziadek pytał mnie nawet, czy pamiętnik piszę i potem zaczął ze mną o tym rozmawiać . Nie wiem, po jakim języku mówił, ale go rozumiałam, a on mnie. Pewnie jakiś skarabeusz się do mnie przyczepił ;) (Fani Ligii Młodych, wiedzą o co chodzi) A skoro o YJ mowa, aktualnie piszę o tym opowiadanie. Może jak coś z tego wyjdzie, założę nowego bloga. Czytalibyście? Dobra, to ja idę się uczyć :( i jutro postaram się dodać drugą cześć. Pa, pa ;)

czwartek, 18 września 2014

ZAPOWIEDŹ: NOWY POCZĄTEK

OPIS OPOWIADANIA: Jinx po nie udanym napadzie na bank i zdradzeniu przez ekipę, trafia do więzienia. Szybko się jednak wydostaje i odłącza się od Roju na rzecz pozostania samotnym przestępcą. W trakcie niebezpiecznych zabaw, ponosi poważne obrażenia i trafia pod bezinteresowną opiekę Tytanów. Z początku zniechęcona dziewczyna, z upływem czasu zmienia się nie do poznania. Tymczasem Slade obmyśla zemstę, na byłej pomocniczce.
NARRACJA: Pierwszoosobowa (Jinx).