sobota, 20 września 2014

NOWY POCZĄTEK CZĘŚĆ 1

349, 521, 783, 372, 294...
   - Byłbym wdzięczny, gdybyś się trochę pospieszyła, Jinx - parsknął Gizmo.
571, 002, 172, 906...
   - Jinx, szybciej! - ponaglił mnie Gizmo.
671, 321, 511...
   - Cyfry, cyfry, cyfry... Jinx!
   - Jinx, Jinx! - przedrzeźniałam go odsuwając się od sejfu i wymachując rękoma - Mógłbyś się trochę uspokoić? To długi i skomplikowany szyfr. Nie chcę się pomylić...
   - To trwa wieki - przerwał mi - Prędzej nas złapią, niż ty to otworzysz.
   - Zjawią się tu za moment, ale to dlatego, że drzesz się wniebogłosy - warknęłam i z powrotem nachyliłam się nad pozłacanym sejfem - Na czym skończyłam?
    - 351, 511 - przypomniał Cyklop.
921, 922, 806, 273, 109.
    - Mam! - wyciągnęłam ciężki, dość duży wełniany woreczek ze skrytki i triumfalnie podniosłam go w górę.
    Nagle coś czarnego i podłużnego wspięło się po moim ciele i dosłownie wyrwało zdobycz z rąk.
    - I już nie masz - usłyszałam za plecami znajomy głos. Odwróciłam się gwałtownie.
    Młodzi Tytani stali kilka metrów od nas. Raven trzymała w dłoniach saszetkę z pieniędzmi. Nie zraziło mnie to. Wręcz przeciwnie. Uśmiechnęłam się do nich kpiąco, zadarłam brodę i wyciągnęłam rękę przed siebie.
"Chcę, żeby te pieniądze wróciły do mnie", usłyszałam w głowie własny głos. Na tym polega moja magia. Nic trudnego, wystarczy pomyśleć sobie życzenie i wystarczająco się skupić i gotowe. Nawet sobie nie wyobrażam, jak mogłabym żyć bez niej.
    Raven nie była przygotowana. Woreczek wypadł jej rąk, ale zamiast spaść na podłogę, poleciał prosto do mojej wyciągniętej dłoni.
    - I znowu mam - powiedziałam z nieskrywaną dumą.
Robinowi zrzedła mina.
    - Tytani, wio! - wykrzyknął.
    Cała piątka rzuciła się na nas, ale ja nawet nie drgnęłam. Mi dostał się Bestia.
    Zielony byk rozpędził się i biegł centralnie na mnie, mucząc przeraźliwie. W ostatniej chwili zrobiłam piruet, unikając zderzenia. Byk wylądował głową w pustym sejfie za mną. Wyjął ją, odwrócił się i prychnął parę razy ze wściekłością trzęsąc łbem.
    - Co się stało, byczku? - zapytałam udawanym słodkim i niewinnym głosikiem. Wyciągnęłam przed siebie woreczek i potrząsnęłam nim. Grube monety w środku obijały się o siebie - Tego potrzebujesz, byczku, to byś chciał? - Bestia tupnął kilka razy tylną nogą i przygotował się do ataku - Chcesz? To spróbuj mi to odebrać! - zakończyłam już swoim głosem. Ponownie w ostatnim momencie zrobiłam piruet, nucąc do tego pod nosem i podnosząc saszetkę wysoko do góry - Ojej, ojej - zaśpiewałam, gdy znowu rozwścieczony odwrócił się przodem. Celowo nie patrzyłam na niego. Bawiłam się paznokciami, pokazując mu ile mnie obchodzi - Na twoim miejscu, zamieniłabym się w co innego. Byk nie jest, zbyt, no wiesz... dostojny, elegancki, zgrabny? No i, jak widać, inteligentny... Zamień się w coś z większym mózgiem... Ups! Czekaj, to było nie miłe. Przecież wszystko będzie miało taki sam mózg, jak ty.
    Uśmiechnęłam się do niego szyderczo, pokazując wszystkie zęby. Bestia wypuścił powietrze przez nos, tak że para uniosła się nad jego głową.
     - Wiejemy! - wykrzyknął Gizmo.
     "Chcę latać", pomyślałam.
    Obdarzyłam Bestię triumfalnym uśmiechem, a gdy ten znów pędził prosto na mnie, tym razem nie zrobiłam piruetu. Uniosłam się natomiast w górę, kilka centymetrów ponad jego łeb i przeleciałam nad nim. Ryknął wściekły, po czym zmienił się w sokoła, ale nie był wstanie mnie dogonić.
 


Przepraszam, że znowu tak krótko, ale chciałam coś dodać, bo wczoraj nic nie było, a w tym tygodniu mam sprawdzian z chemii. Wiązania chemiczne; jonowe, spolaryzowane, niespolaryzowane... Ludzie, takie pierdoły, że aż się człowiekowi żyć nie chce. Nienawidzę chemii! Nudy na budy, nie to co biologia. No, trudno. Liczę na to, że spodoba Wam się nowe opowiadanie, bo żyłam nim właściwie przez cały tegoroczny pobyt w Chorwacji. Poważnie, ludzie na plaży na mnie krzywo patrzyli, bo nic tylko godzinami codziennie pisałam coś w zeszycie. Jakiś dziadek pytał mnie nawet, czy pamiętnik piszę i potem zaczął ze mną o tym rozmawiać . Nie wiem, po jakim języku mówił, ale go rozumiałam, a on mnie. Pewnie jakiś skarabeusz się do mnie przyczepił ;) (Fani Ligii Młodych, wiedzą o co chodzi) A skoro o YJ mowa, aktualnie piszę o tym opowiadanie. Może jak coś z tego wyjdzie, założę nowego bloga. Czytalibyście? Dobra, to ja idę się uczyć :( i jutro postaram się dodać drugą cześć. Pa, pa ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz