Z trudem uniosłam głowę. Nie chciałam tego widzieć, ale w głębi duszy, wciąż miałam nadzieję, że nic złego się nie stanie, że to się skończy, moi przyjaciele uwolnią się w jakiś sposób i przeżyją.
Przez łzy zobaczyłam, jak Bestia pada na ziemię. Raven podbiegła do niego i wzięła na kolana krzycząc coś do niego i szarpiąc. Bez skutku. Spojrzałam na ekran. Trzy. Tylko trzy. Bestia umarł.
Zaczęłam się rwać, gryźć i kopać Bruke'a. Nic z tego.
- Skończ! - ryknęłam w stronę Jędzy - Nie rób tego!
Robin rzucił się na szybę i zaczął gorączkowo tłuc w nią laską. Wiedziałam, że skoro nie udało mu się jej wcześniej rozsadzić, skoro wytrzymała lasery Cyborga, zaklęcia Raven, uderzenia Bestii zamienionego w najróżniejsze zwierzęta, to i teraz się nie uda.
Już prawie nie widziałam nic, co dzieje się za szyba. Całe pomieszczenie było zagazowane. Ostatnie, co zobaczyłam, to Cyborg usuwający się na podłogę.
Dwa. Trójka zamieniła się w dwójkę. Cyborg umarł.
- Błagam.. - łkałam - Błagam cię... Tylko nie to... ja... błagam...
Płacz całkowicie odebrał mi mowę. Wciąż jednak próbowałam uwolnić się z silnego i bolesnego uścisku Bruke'a. Ale straciłam już wszystkie siły.
Teraz już nic nie mogłam zobaczyć. Widziałam tylko Robina, który się nie poddawał i wciąż próbował stłuc szkło. Pokręciłam głową. Nie uda mu się...
Jesteśmy tacy bezbronni. Przegraliśmy.
Dwójka znikła, a w jej miejsce pojawiła się jedynka. To Raven. Właśnie straciłam Raven.
Jędza wybuchnęła śmiechem, a reszta za nią. Jak maszyny. Na prawdę to ich bawi? Śmierć i cierpienie? Jak można być, aż tak podłym?
- Skończ!!! - ryczałam wniebogłosy, rzucając się niczym opętana - SKOŃCZ!!!
Jedynka na ekranie zaczęła mrugać. Znikała i pojawiała się z powrotem. To koniec... Nie uda mu się... Nie ma szans.
Spojrzałam, z wielkim bólem serca, by zobaczyć jak tracę ostatniego mojego przyjaciele. Robin wypuścił laskę z dłoni i powoli zaczął się osuwać. Patrzyłam przez łzy jak opada. Widziałam to jak w spowolnionym tempie. Jedynka mrugnęła ostatni raz i zniknęła.
Na ekranie pojawiło się wielkie zero.
Wielkie zero, Nic. Pustka. To właśnie poczułam w swoim sercu.
Jędza chyba coś powiedziała, bo Bruke mnie puścił, ale tego nie usłyszałam. Nic nie słyszałam. Tylko ich śmiechy, radosne rozmowy. Nic nie widziałam. Tylko ich uśmiechnięte, rozpromienione twarze. Już nigdy tego nie usłyszę. Nie zobaczę...
Powoli opadłam na kolana. To nie może być prawda. To nie mogło się tak skończyć. Teraz zostałam sama. Naprawdę sama.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz