Coś uderzyło w kulę i odbiło ją. Poleciała na sam koniec sali, uderzyła o ścianę, po czym opadła. Powoli uniosłam wzrok. Szczęka znów zaczęła mi drgać, a łzy ponownie zalały oczy. Czy to możliwe? Czy ja już umarłam
Robin stał przede mną. Nie patrzył na mnie, stał tyłem. Przodem do dziewczyny z pistoletem. Otworzyła szeroko usta. Była zbita z tropu. Nie tylko ona.
Patrzyłam z podziwem, wciąż nie dowierzając, jak Robin z nią walczy. Była silna, ale nie na tyle, by zwyciężyć pojedynek. Robin rozłożył ją na łopatki. Po kilkudziesięciu sekundach opadła na ziemię tracąc przytomność.
Wstałam powoli nie odwracając wzroku od Robina, podeszłam i delikatnie wzięłam jego twarz w dłonie, chcąc się upewnić, że to prawdziwy on, a nie jakieś chore złudzenie. Był blady jak ściana, ale uśmiechał się do mnie promiennie.
Po chwili, kiedy już pozbyłam się wszelkich wątpliwości, na mojej twarzy też zakwitł szeroki uśmiech. Coraz większy, większy... Ze śmiechem rzuciłam mu się na ramiona, obejmując go w pasie aż za mocno.
- Robin - łkałam - Ty żyjesz... - poklepał mnie po plecach, a ja się odsunęłam - Jak się czujesz?
- Nieważne - odpowiedział - Musimy działać, Gwiazdko.Biegnij na dach i spróbuj ich powstrzymać. Ja spróbuję obudzić resztę - spojrzałam na nieprzytomnych Raven, Bestię i Cyborga. Czy oni też żyją? Błagam, niech to będzie prawda. Znów odrodziła się we mnie nadzieja.
Robin miał rację. Nie mogłam tu zostać. Uścisnęłam jego dłoń, na wszelki wypadek. Nie wiadomo, co będzie dalej. Wybiegłam z sali i ruszyłam w stronę pierwszego miejsca, gdzie mogła stać bomba, jakie mi przyszło do głowy. Na dach.
Dobry wybór. Dotarłam na niego w momencie, kiedy Czarna Jędza wyszła z olbrzymiej białej rakiety, będącej zapewne bombą. Na mój widok wbiło ją w podłogę.
- Zabiłaś ich? - wykrztusiła po chwili.
Pokręciłam głową patrząc na nią złowrogo.
- Ja nie zabijam ludzi - powiedziałam zimno, po czym wykrzyknęłam: - w przeciwieństwie do ciebie!
Wystrzeliłam w nią lasery. Znów udało się jej odskoczyć. Podniosła się z podłogi i zmierzyła mnie rozwścieczona, po czym rzuciła się w moją stronę.
Zaczęła się walka. Czarna Jędza była silna. Zbyt silna. W starciu z nią miałam mniejsze szanse, niż jej pomocniczka, która przed chwilą przegrała z Robinem. Teraz jeszcze się trzymam i odpieram jej ataki, ale długo nie dam jej rady. Błagam, Robin, przyjdźcie już...
Ale zamiast Robina i pozostałych Tytanów przyszedł kto inny. Wspólnicy Jędzy. Bracia, Bruke, dziewczyna i Heres. W ogóle ich nie skrzywdziłam. Nie wyglądali na zbyt osłabionych, by walczyć. Wręcz przeciwnie. Byli w o wiele lepszej kondycji niż ja. Wszyscy rzucili się na pomoc swojej szefowej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz