Ostatnią cześć S.O. S dedykuję specjalnie dla jednej z czytelniczek BlueNight, w ramach podziękowań za reklamę, dzięki czemu, mam Was dużo więcej. Oczywiście dziękuję każdemu, kto zapewnił mi rozgłos. Cieszę się, że jest Was tak dużo i mam nadzieję, że moje opowiadania się Wam podobają. Liczę, że skoro kończę dzisiaj już drugie, zobaczę jakieś komentarze, obojętne czy pozytywne, czy negatywne. Wieczorem postaram się dodać zapowiedź kolejnego opowiadania (Jestem chora i siedzę w domku, więc mam trochę więcej czasu. Dlatego ostatnie części były dłuższe ;)). Wiem, że Blue nie prosiła mnie o reklamę, ale ma na prawdę świetne opowiadanie (nie o Tytanach, ale może Wam się spodoba). Dopiero się zaczęło, ale mnie wciągnęło bez reszty, więc także w ramach podziękowań podaję Wam linka na bloga Blue, która, mam nadzieję, się na mnie za to nie obrazi :).
http://nordycka25.blogspot.com/
Powoli otwieram oczy. Opadam na dno. Powoli, powolutku tonę. Tonę. Nie duszę się, nie próbuję złapać powietrza. Tonę. I pozwalam na to. Skoro bomba już nie uderzy w ziemię i nie spowoduje potężnego wybuchu, to mogę umrzeć. Umrzeć. Jak to pięknie brzmi. Teraz mogę umrzeć.
Jestem już głęboko, a wciąż jest zdumiewająco jasno. Jak to możliwe? Słońce prześwituje przez wodę i rozszczepia się światło. Promienie. Jakie ładne... Niesamowite.
Czy to jest śmierć? Jeżeli tak, to dlaczego ludzie się jej boją? Boją się jej chyba tylko źli ludzie. Przecież ona jest taka wspaniała.
Moja krew jest dookoła. Jest jej coraz więcej i więcej. Tworzy wokół mnie magiczną czerwoną poświatę.
Udało się.
Teraz mogę umrzeć.
Zamykam oczy, ale nie ma ciemności.
Tamaran: mama, tata, Kometa, babcia, Heres. Ziemia: Raven, Bestia, Cyborg, Robin.
Uśmiecham się delikatnie.
Śmierć jest taka piękna...
Chyba już umarłam. Coś zielonego przepływa obok mnie i bierze mnie na grzbiet. Płynie ze mną do góry. Już nic mnie nie obchodzi. Już za późno. Nie zdąży.
Ja już umieram.
Śmierć jest taka piękna...
Gwałtownie otwieram oczy. W pierwszej chwili nie wiem, co się dzieje. Gdzie jestem? Co się stało? Powoli wszystko mi się przypomina. Szczegół po szczególe.
Przeżyłam? Jak to możliwe?
Rozglądnęłam się po pokoju. Leżałam w swojej sypialni, w Wieży Tytanów. Powoli ściągnęłam z siebie koc. Cały brzuch miałam owinięty czystym białym bandażem elastycznym. Ostrożnie się podniosłam, ale nie udało mi się uniknąć ostrego bólu. Jęknęłam i przyłożyłam dłoń do rany. Delikatnie położyłam jedną nogę na podłodze, potem drugą. Wzięłam głęboki wdech i wolniutko, centymetr po centymetrze podtrzymując się parapetu, wstałam. Nie byłam pewna, czy wolno mi chodzić, ale nie chciałam leżeć w łóżku.
Boso szłam przez korytarz, robiąc małe kroczki, bo dużych nie jestem w stanie. Tak samo nie jestem w stanie się wyprostować. Co się ze mną stało?
Spoglądnęłam w lustro i w pierwszej chwili się nie poznałam. Z twarzy odpłynęła mi krew, oczy mam chore, pod nimi cienie, nos w opatrunku, usta rozcięte i suche.
Spuściłam głowę z głębokim westchnieniem i ruszyłam dalej. Z trudem otworzyłam drzwi do salonu.
Mimowolnie się uśmiechnęłam. Cyborg i Bestia grali na konsoli, Raven siedziała obok nich na kanapie i czytała książkę, a Robin gotował. Wszystko było jak dawniej.
- Hej... - powiedziałam, ale chrypka odebrała mi mowę. Widocznie coś jednak z siebie wydałam, bo Raven gwałtownie podniosła głowę i spojrzała w moją stronę. Oczy jej zabłysły, a na twarzy pojawił się uśmiech.
- To Gwiazdka! - wykrzyknęła.
Dziwne, że mnie poznała. Reszta od razu porzuciła swoje zajęcia i natychmiast cała czwórka znalazła się przede mną. Zaczęli się śmiać i delikatnie mnie ściskać. I tak bolało, ale prawie tego nie czułam. Za bardzo się cieszyłam.
- Jak się czujesz? - zapytał Cyborg.
- Nie najgorzej - powiedziałam, to cud, że żyję.
- Wyzdrowiejesz - uśmiechnął się Robin - Tylko musisz dużo odpoczywać. Najgorsze już za tobą.
Spojrzałam na niego i posmutniałam. Na twarzy miał okropną bliznę. Objęłam go przy po policzkach i zaczęłam się jej przyglądać.
- Żałuj, że nie widziałaś jak Robin chodził przez tydzień z całą głową zabandażowaną - zaśmiał się Bestia - Wyglądał jak mumia. Co chwilę w coś uderzał i takie tam...
- Moment. Przez tydzień? - zdziwiłam się - Ile spałam?
- Dwa tygodnie - powiedziała Raven kładąc mi dłoń na ramieniu.
- O jejku.... - westchnęłam nie za bardzo wiedząc, jak to skomentować.
- Dlatego musisz być głodna - Robin delikatnie spuścił moje dłonie i ruszył do kuchni - Właśnie robię nam jedzenie.
- Robin - zatrzymałam go. Odwrócił się i spojrzał na mnie. Uśmiechnęłam się nieśmiało - Jeśli chcesz wiedzieć, w ogóle cię nie oszpeca.
Uśmiechnął się do mnie, a ja do niego.
- Przyniesiemy ci jedzenie. Połóż się - powiedział Cyborg łagodnie.
Kiwnęłam głową i powoli wyszłam. Ale zamiast udać się do swojej sypialni, weszłam do pokoju Bestii. Wyjęłam z szuflady jego biurka album ze zdjęciami i zamknęłam się u siebie na dwadzieścia minut. Potem zeszłam z powrotem do pokoju dziennego.
- Już do ciebie szliśmy - powiedział Bestia wstając z kanapy.
- Nie, Bestio - przerwałam mu uśmiechając się do niego łagodnie - To ja chciałam przyjść do ciebie.
Wyciągnęłam ku niemu ręce i wręczyłam dopiero co wykonany przeze mnie podarunek. Powoli wziął go do rąk.
To album ze zdjęciami jego rodziny. Znajdowały się tam zdjęcia z jego dzieciństwa. Ozdobiłam go dodatkowo rysunkami kwiatów, ptaków, gwiazdek i brokatem. Na ostatniej stronie napisałam ozdobnymi literami: "Wiem, że nie zastąpimy ci tych ludzi, ale zawsze będziemy twoją drugą rodziną". Pod tym wkleiłam zdjęcie całej naszej piątki: jego, moje, Raven, Robina i Cyborga.
Bestia w milczeniu przeglądał powoli album, strona po stronie, aż doszedł do samego końca.
- Mam nadzieję, że się nie gniewasz, że wzięłam te zdjęcia - powiedziałam cicho drapiąc się po karku i spuszczając nisko głowę - W sumie, to nie było to zbyt grzeczne...
Bestia podniósł głowę i wbił we mnie wzrok. W oczach miał łzy. Nie zdążyłam nic powiedzieć, a rzucił się na mnie z uściskiem.
- Dziękuję - wyszeptał mi do ucha - To jest naprawdę piękne... Ja... Dziękuję...
- Nie ma za co - zaśmiałam się, też z trudem skrywając łzy wzruszenia.
Gdy się odsunął odwróciłam się do Robina.
- Dla ciebie też coś mam - powiedziałam pogodnie uśmiechając się figlarnie.
- Dla mnie? - zdziwił się.
- Balsam na szybsze gojenie się blizn? -podsunął Cyborg.
Wykrzyknęłam z plecaka, który ze sobą przyniosłam, pozwijane odzienie i mu je wręczyłam.
- Moja peleryna! - wykrzyknął Robin.
- Uważaj - ostrzegłam go - Może być trochę zaśliniona przez Bestię.
Robin wybuchnął śmiechem, po czym dodał:
- My też mamy dla ciebie prezent.
- Naprawdę?
- Chcieliśmy ci podziękować i cię pochwalić - powiedziała Raven - Ocaliłaś nam życie. I nie tylko nam. Właściwie, całemu światu.
- Jesteś najdzielniejszą Tytanką, jaką znam - dopowiedział Cyborg.
- Dlatego zasłużyłaś na nagrodę - uśmiechnął się Bestia.
Miałam wrażenie, że zaraz mi wręczą jakiś order czy coś, a zza szafy wyjdzie sam prezydent. Tak się przynajmniej zachowywali, co mnie, chociaż napalało, szczerze powiedziawszy, dumą, to też okropnie krępowało.
- Powiecie w końcu o co chodzi? - nie wytrzymałam.
- Gdy tylko wyzdrowiejesz, lecisz na cały tydzień na Tamaran - powiedział Robin.
Osłupiałam z wrażenia. Zaczęłam piszczeć z radości. Próbowałam podskoczyć, ale za bardzo bolało, więc objęłam całą czwórkę.
- Dziękuję - tylko tyle byłam w stanie powiedzieć.
- Ale najpierw... - zaśmiał się Cyborg i podniósł do góry jakąś płytę.
- Co to jest? - zapytała Raven.
- Film.
- Jaki film? - zaniepokoił się Bestia.
- Mój ulubiony - dopowiedział Cyborg,
Bestia skrył twarz w dłoniach.
- O nie... - jęknął.
- O tak... - kiwnął głową Cyborg, a reszta wybuchnęła śmiechem - I teraz go wszyscy razem obejrzymy. Całe dwie godziny i szesnaście minut.
Robin przyniósł jedzenie i usadowiliśmy się na kanapie wygodnie. Objęliśmy się.
- Gotowi? - zapytał Cyborg podnosząc pilot.
- Gotowi - odpowiedzieliśmy chórem.
- Nie przeżyję tego - westchnął Bestia, ale uśmiechnął się i wbił między mnie, a Raven.
Włączyliśmy film.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz