piątek, 5 września 2014

S. O. S CZĘŚĆ 9

     Pod ścianą stał jakiś starszy mężczyzna i nie wyglądał jakby kwapiło mu się do ucieczki.
   - Niech się pan pospieszy! - ponagliłam go ręką.
   - To nie możliwe - pokręcił głową wciąż się nie ruszając - Udało wam się wydostać?
   - Co? - ściągnęłam brwi - O czym pan mówi?
   - Widziałem jak prowadzili jednego z was - tłumaczył - Myśleliśmy, że was złapali i już po nas.
Podbiegłam i ścisnęłam mu jego chude, kościste ramiona tak mocno, że na pewno go to zabolało. Ale nie zawracałam sobie tym głowy.
   - Wiesz gdzie są moi przyjaciele? - zapytałam z nie skrywaną radością.
Mężczyzna wydawał się lekko zaniepokojony moim zachowaniem. Co mogłam poradzić? Tak bardzo chciałam ich znów zobaczyć. Żywych.
   - Chyba na drugim piętrze ich przetrzymują - powiedział - sala 208? Chyba tak. Posłyszałem jak coś tu mówili między sobą.
   - Kto? - zapytałam krążąc oczami po jego pomarszczonej twarzy - Kto mówił?
   - Ci porywacze - odparł oschło - To banda łotrów.
   - Wielu ich jest?
   - Przynajmniej sześcioro. Na czele z Czarną Jędzą...
   - W wiadomości pisaliście, że mają złowrogi plan - mówiłam szybko. Każda sekunda się liczy - O co chodzi, wiecie?
   - Pewnie - parsknął - Z wielkim entuzjazmem zdradzili nam plan zrzucenia bomby na Nowy Jork.
   - Słucham? - zamurowało mnie.
Mężczyzna potaknął zrezygnowany.
   - Tak chcą zrobić. Ta bomba ma naprawdę potężny zasięg rażenia. Oni nie żartują. Widziałem ją na własne oczy, a kiedyś przez długie lata pracowałem w wojsku, więc znam się trochę na broni. Jest na prawdę groźna.
   Ręce mi opadły i poczułam na sobie coś ciężkiego. Tylko nie to... Taki est więc ich plan. Muszę działać. Natychmiast.
   - Po prostu czekali na was - dopowiedział staruszek - Żeby was zniszczyć najpierw.
Ponownie poczułam jak krew pulsuje mi w żyłach.
   - Niech pan dołączy do pozostałych - rzuciłam jeszcze wybiegając z aresztu - Dziękuję!
   Pędziłam korytarzem, schodami. Tutaj już mogłam swobodnie latać. Sala 208, 208. Gdzie ona jest? 205, 206, 207... Tak! 208! To tutaj.
   Z całej siły pchnęłam drzwi i stanęłam w progu dysząc ciężko. Nie widziałam tam moich przyjaciół, ale byli tam porywacze. Wszyscy. Tak też dobrze. Teraz stłukę ich na kwaśne jabłko.


Trochę krótko, ale musicie mi wybaczyć. W roku szkolnym będę dodawać posty trochę rzadziej nie będą za długie. Wy też pewno nie macie zbyt dużo czasu na czytanie. Ale raz w tygodniu, będzie się tu coś pojawiać. Jak się uda to częściej. Swoją drogą, może jakiś komentarz by mnie zmotywował? Jak znacie jakieś miejsce, gdzie można by zareklamować mojego bloga, to proszę zróbcie to. Ja już nie wiem, gdzie mam zdobyć chociaż odrobinę więcej czytelników... Nawet nie wiem, czy mam pisać do WAS, czy do CIEBIE... Jestem załamana, patrząc na dzienne wyświetlenia i po dziesięć komentarzy do jednego pasta na innych blogach z opowiadaniami o Młodych Tytanach. Moje są naprawdę, aż tak złe...?
    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz