środa, 10 września 2014

S.O.S CZĘŚĆ 11

     Czarna Jędza odwróciła się do mnie przodem.
   - Miałam zamiar zabić was wszystkich razem  - powiedziała przechadzając się powoli po pomieszczeniu - Ale skoro doszłaś tak daleko... - spojrzała mi w oczy, a ja zesztywniałam - Jeszcze troszkę pocierpisz. Chcę to widzieć. Chcę widzieć, jak widzisz jak twoi przyjaciele umierają.
   Przez dłuższą chwilę nie mogłam nic powiedzieć, więc patrzyłam tylko na nią, próbując przetrawić to, co właśnie usłyszałam. Szczęka niepohamowanie mi się trzęsła, a po policzkach spływały łzy.
   - Po co ci to? - udało mi się w końcu odezwać. Głos miałam zachrypnięty, niemal niesłyszalny. Spojrzałam błagalnie na Heresa, ale on tylko szerzej się uśmiechnął, najwyraźniej usatysfakcjonowany moją bezradnością.    
   - Bruke, bierz ją - rozkazała Czarna Jędza, a Bruke, czyli puma, podszedł do mnie i zanim zdążyłam się przeciwstawić, objął mnie swoimi wielkimi ramionami, wygiął moje ręce do tyłu, zmienił się w goryla i przytrzymał tak, że nie mogłam się w ogóle ruszyć.
   Jęknęłam cicho z bólu, ale wciąż mierzyłam wściekłym wzrokiem Czarną Jędzę. Ona nie może tego zrobić. Nie może...
   Uśmiech zszedł jej z twarzy. Teraz pojawiła się na niej nienawiść. Podeszła do maszyny stojącej pod ścianą i nie spuszczając ze mnie oczu, pociągnęła za ciężką dźwignię.
   Powoli odwróciłam głowę i spojrzałam za szybę. Z małych otworków w ścianach zaczął wylatywać zielony gaz. Gaz... To trucizna! Zabije moich przyjaciół!
   - Skończ! - wydarłam się i próbowałam się wyszarpać, ale Bruke tylko mocniej mnie do siebi przyciągnął - Przestań! Wyłącz to!
   Cyborg, Besia, Robin i Reven zaczęli zapychać otwory, czym tylko mogli, ale ich było za dużo. Nie mieli szans.
   - Głupcy - prychnęła Jędza, a pozostali zgodnie zawtórowali jej cichym śmiechem. Bruke trząsł się, gdy rechotał - To nic wam nie da! - wykrzyknęła tak, by usłyszeli ją za szybą i zaśmiała się podle, po czym odwróciła się do towarzyszy - Zakładamy się? - zapytała.
   - Ta dziewczyna padnie pierwsza - odpowiedział jeden z bliźniaków po chwili namysłu.
   - Nie - zaprzeczył jego brat - Pierwszy będzie ten zielony, a ostatni będzie robot.
   - Z skąd! - zaśmiał się Heres i popatrzył na mnie - Gwiazdka za chwilę się podda i się na tu przewróci, za nim tam cokolwiek się wydarzy.
W odpowiedzi cała szóstka wybuchnęła śmiechem. Spojrzałam na Jędzę.
   - Nie możesz tego zrobić - łkałam, wciąż nieskutecznie próbując się uwolnić - Nie możesz ich zabić...
   - Ależ owszem, mogę - zaszydziła. Wyszczerzyła wszystkie zęby w okrutnym uśmiechu - A teraz instrukcja obsługi. Spójrz na ekran - wskazała na mały monitor na ścianie nad dźwigną. Widniała na nim cyfra "cztery" - Za każdym razem, gdy któremuś z twoich przyjaciół przestanie pracować serce, cyfra się zmniejszy...
   - Uwolnij ich! - przerwałam jej, rzucając się w uścisku potężnego goryla stojącego za moimi plecami - Natychmiast!
Twarz jej sposępniała.
   - To ja tu jestem od zadawania rozkazów - warknęła. Podeszła i chwyciła mnie za brodę, naciągając mnie do niej. Nasze twarze prawie się stykały -Jak skończę z nimi, zabiorę się za ciebie - wycedziła tak cicho, że ledwo ją usłyszałam. Nie mogłam powstrzymać szlochania - Co powiesz, Gwiazdko, na przywiązanie cię do bomby?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz