- A oto i ona - odezwała się kobieta stojąca w kącie pokoju. Była wysoka i miała na sobie długą, czarną pelerynę. To musi być ich przywódczyni. Czarna jędza, o której mówił tamten mężczyzna. Twarz miała skrytą w cieniu, jaki rzucał kaptur na jej głowie - Doba robota, Gwiazdko - nie zdziwiłam się, że zna moje imię - Uwolniłaś tych ludzi. A teraz niespodzianka: byli tylko przykrywką. Mieli tylko was tutaj ściągnąć...
- Nieudana niespodzianka - przerwałam jej - Już się o tym dowiedziałam.
Przyglądnęłam się pozostałym. Dwójka niskich chłopaków, identycznych, dziewczyna z jedną amputowaną ręką, czarna puma, ta która nas zaatakowała, zmieniająca się w ciemnoskórego mężczyznę. Musiał mieć takie same zdolności jak Bestia. I jeszcze jeden chłopak. Chłopak, którego znałam.
Miał na sobie kostium obowiązujący podczas świąt na Tamaran. Blond włosy, rozczochrane na wszystkie strony i wielkie ciemno brązowe oczy. Chodziłam z nim przez kilka lat do szkoły. Byliśmy najlepszymi przyjaciółmi.
- Heres... - wyszeptałam - Co ty tu robisz? Z nimi...?
Heres zaśmiał się cicho. Spojrzał na mnie tak, że aż przeszył mnie dreszcz i obdarzył paskudnym uśmiechem. Wszyscy wykrzywili usta w tym grymasie.
- Już nikt mnie tak nie nazywa - powiedział. Jego głos nie brzmiał już tak ciepło i łagodnie, jak dawniej. Był zimny i pusty - Teraz jestem Krwawa Łapa. A to jest mój zespół - rozłożył ręce i z triumfem rozejrzał się po wspólnikach.
Pokręciłam głową z niedowierzaniem. Nie. To nie może być prawda. Nie on...
- Jak mogłeś? - głos mi się łamał.
- Ziemia zawsze mnie irytowała. Nie mówiłem ci nigdy? Dziwne... Tak często ze sobą rozmawialiśmy...
Czy on się ze mną droczy? Dlaczego to robi? Nie mogę w to u wierzyć. Heres, w którego ramionach zawsze znajdywałam wsparcie, zrozumienie, pocieszenie? Przy, którym zawsze czułam się bezpieczna, akceptowana? Przy, którym mogłam być zawsze sobą? Bo tylko on mógł wytrzymać moje szaleństwa i wygłupy, bo sam zachowywał się tak samo. Na Tamaran, był moim największym przyjacielem i sojusznikiem. A teraz okazuje się, że jest moim wrogiem.
- Cóż, pomyślałem, że z tymi oto ludźmi, zniszczę tę planetę, zanim zaatakuje nasz Tamaran i dojdzie do wojny, której nie mielibyśmy szans przetrwać - kontynuował, napalając się moją rozpaczą - Ty też powinnaś...
- Nie! - wykrzyknęłam. Łzy zalały mi oczy - Ty nie nie wiesz. Nie wiesz jaka jest ta planeta. Ci ludzi...
Heres pokręcił głową i uniósł dłoń, uciszając mnie.
- Naiwna jak zawsze - parsknął - Nie, Gwiazdko. To ty nic nie wiesz. Z resztą, bez znaczenia. Zniszczymy Młodych Tytanów, a potem całą tę głupią planetę.
Otarłam łzę z policzka.
- Po moim trupie - warknęłam patrząc na niego gniewnie - Gdzie oni są?
- Ojej - wtrąciła się Czarna Jędza. Zdjęła kaptur i zobaczyłam jej twarz, całą porytą bliznami. Uśmiechnęła się tak jak reszta, wychodząc z cienia - Dziewczynka, chce zobaczyć ostatni raz swoich przyjaciół? To na prawdę smutne... Ależ oczywiście, że się na to zgodzę.
Jej oczy zabłysnęły i uniosła wysoko głowę. Zacisnęłam pięści. Cała się trzęsłam. Czarna Jędza podeszła do ściany i zaczęła powoli, zdecydowanie specjalnie, podnosić żaluzję. Patrzyłam w napięciu, a gdy skończyła, zobaczyłam ich.
Cyborg, Raven, Robin i Bestia. Wszyscy stali za szklaną szybą. Tłukli w nią z całej siły próbując się uwolnić i coś krzyczeli, ale nic nie było słychać. Domyśliłam się, że każą mi uciekać. Ale ja nie mogłam się ruszyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz