Uwielbiam latać. Kocham latać. Gdy lecę czuję się naprawdę wolna i naprawdę szczęśliwa. To jedyny taki moment. Z szerokim uśmiechem na twarzy pokonywałam korytarz. Strażnicy strzelali do mnie próbując mnie powstrzymać, ale ja zgrabnie i zręcznie omijałam wszystkie przeszkody.
"Niech te drzwi się otworzą", zacisnęłam mocno powieki, skupiając się na życzeniu. Następnie gwałtownie otworzyłam oczy, a różowy promień wystrzelił z mojej dłoni trafiając w drzwi przed mną. Były zablokowane, ale je otworzyłam.
Ze śmiechem wyleciałam na ulicę przed bank. Było późne popołudnie i powoli robiło się ciemno. Rozglądnęłam się. Jakieś dwieście metrów ode mnie stał nasz super szybki samochód. Potrafi w nie całe dwie minuty dowieźć nas na obrzeża miasta, do tajnie ukrytej Wieży Roju. Wystarczy, że dolecę do wozu.
Rzuciłam się w jego stronę, pewna że mi się uda. Byłam już w połowie drogi kiedy coś lub ktoś złapało mnie za kostkę. Gwałtownie odwróciłam głowę. To Gwiazdka chwyciła mnie za nogę. Chciałam się jej wyrwać, ale nic z tego. Jej uścisk był zbyt silny.
- Puszczaj! - warknęłam.
- Poddaj się, Jinx! - wykrzyknęła - Wiesz, że nie macie szans.
Uśmiechnęłam się do niej złośliwie.
- Jest chyba odrobinkę na odwrót, kochana - powiedziałam.
Rozgniewałam ją. Wykrzywiła się, oczy zaświeciły jej się jaskrawą zielenią. Wiedziałam, że teraz będzie próbowała postrzelić mnie laserami. Głupią ma moc, ostrzega wrogów przed atakiem, pozwalając im jednocześnie na przeciwstawienie się mu.
"Niech mnie nie trafi, niech poleci w inną stronę", pomyślałam.
Zgodnie z moim życzeniem laserowa kula zmieniła tor lotu i poleciała na prawo, dokładnie tam, gdzie machnęłam ręką. Uderzyła jakiegoś przechodnia w głowę, pozbawiając go przytomności. Mężczyzna bezwładnie osunął się na chodnik.
- Nie! - Gwiazdka spojrzała za siebie. Najwyraźniej bardzo ją to zmartwiło.
- Zadaj sobie teraz pytanie, Gwiazdko - zawołałam - Kto przegrywa, a kto wygrywa?
Wykorzystując chwilą jej słabości, wyszarpnęłam nogę i gwałtownie przyspieszyłam. Spojrzałam na już tak bliski samochód. Przez to całe zamieszanie z tą Tmaranką, reszta mojej ekipy zdążyła mnie wyprzedzić. Cała czwórka siedziała już przygotowana i pospieszała mnie.
- Szybko, Jinx, szybciej! - Gizmo wyglądał jakby oszalał.
- Jinx, uważaj! - wykrzyknął Mamut* celując palcem w coś za mną.
"Uważaj"? Na co mam uważać? Nie zdążyłam nawet odwrócić głowy, a czarna moc Raven chwyciła mnie za kołnierz i zaczęła naprawdę mocno ciągnąć do tyłu. Spojrzałam za siebie. Wszyscy Tytani biegli w moją stronę i zdumiewająco szybko się przybliżali.
- Rzucaj forsę! - wydarł się Gizmo.
Bez zastanowienia, nadal próbując się wyrwać, rzuciłam przed siebie, w stronę Gizmo, woreczek ze zdobyczą. Chłopak złapał go do rąk i przytulił jak starego, dobrego przyjaciela.
- Ruszaj! - pisnął do kierowcy - Już!
Billy odpalił silnik.
- Czekaj, nie! - wykrzyknęłam, ale nikt z nich nawet się nie odwrócił.
Nie zajechali daleko. Zaledwie po paru metrach, zielony dinozaur rzucił się na maskę wozu, zatrzymując go i niszcząc.
- Mój samochód! - Gizmo był bliski płaczu - Mój ukochany samochód... Coś ty narobił, idioto?!
Raven puściła mnie i złapała teraz jego, wyrywając omu woreczek i podając go Robinowi, a Gizmo zakryła usta, żeby się w końcu zamknął.
Już miałam się rzucić się do ucieczki. Chciałam wlecieć do małej, ciasnej uliczki na boku i tam ich zgubić, ale Cyborg pojawił się za mną znikąd i wygiął moje ręce do tyłu, a swoimi nacisnął pomiędzy moje łopatki.
- Bierz ode mnie te zimne, wielkie łapska, ty kupo złomu! - wykrzyknęłam zwijając się z bólu. Brak jakiejkolwiek reakcji. "Chcę pokopać go prądem", pomyślałam i skupiłam w sobie jak najwięcej energii.
- Aua! - jęknął Cyborg puszczając mnie - No wiesz...?
- Nie dotykaj mnie - warknęłam.
Jakby głuchy, złapał mnie za kark, tak mocno, że aż zabolało.
Wściekła, wypięłam mu język. Ku mojemu zdziwieniu zrobił to samo. Uniosłam zdumiona brwi. Niby co to miało znaczyć?
Nagle Raven szarpnęła mnie za ramię z drugiej strony.
- Nie jestem szmacianą lalką - powiedziałam oburzona i wyrwałam jej się. Odwróciłam się do ucieczki, ale za mną stał Cyborg. Rozłożył ręce, zagradzając mi drogę i uśmiechnął się do mnie usatysfakcjonowany.
- I co się głupio cieszysz? - burknęłam patrząc na niego spode łba. Spuściłam wzrok i posłusznie poszłam za Raven do reszty.
Robin uśmiechnął się do mnie od ucha do ucha. Uniósł woreczek na wysokość mojego nosa i zaczął mi przed nim wymachiwać saszetką.
- I znowu nie masz - stwierdził zadowolony.
Chcąc pokazać, że mimo iż mnie złapali, wcale się nie poddałam, jeszcze przez chwilę gniewnie na niego patrzyłam, po czym odwróciłam głowę i uniosłam ją wysoko do góry. A niech się ze mną droczy, proszę bardzo. Jeszcze mu pokażę do czego jestem zdolna.
* Nie pamiętam czy to był Mamut, czy Mutant, więc będę pisała Mamut, bo tego jestem bardziej pewna (chociaż dziwnie to jakoś pasuje...).
Błagam, niech ktoś skomentuje! Wtedy będę starać się częściej dodawać posty...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz