niedziela, 31 sierpnia 2014

S.O.S CZĘŚĆ 7

 Obudziły mnie ptaki. Otworzyłam oczy. Było jasno, a słońce już paliło. Dlaczego spałam tak długo? Już od dawna powinnam być w drodze. Cała obolała usiadłam krzywiąc się i podpierając się sztywnymi rękoma. Rozmasowałam kark. Głowę miałam ciężką. Mrugnęłam kilka razy chcąc przyzwyczaić oczy do jasności, po czym przeciągnęłam się, a w kręgosłupie mi strzeliło.
   Bestia leżał na mojej ręce i ślinił ją. Gwałtownie wyrwałam ją spod jego głowy i z obrzydzeniem wytarłam o pelerynę, po czym ściągnęłam ją z nas obydwu. Moment, obydwu?
   Powinnam się wcześniej zorientować, że przespałam całą noc, nikt nie budził mnie i Bestii na zmianę warty. Wstałam i rozejrzałam się w około.
   - Robin? - zawołałam najpierw cicho, mając nadzieję, że to dowcip. Nic. Cisza - Robin! - zawołałam dużo głośniej - Robin!
Kucnęłam przy Bestii i zaczęłam szarpać go za ramię.
   - Bestio, wstawaj - powiedziałam budząc go - Robin gdzieś zniknął.
   Szukaliśmy go przez ponad piętnaście minut. Chociaż nie znaleźliśmy kartki z zapisanym adresem bazy porywaczy, stało się pewne, że Robin został porwany, tak jak Cyborg i Raven wcześniej. Zostałam tylko ja i Bestia.
   Szliśmy przez dżunglę tylko dwie godziny. Gdy wyszliśmy byliśmy już pod górami. Spojrzałam w górę. Zachwyt znów mnie obezwładnił. Skały w piaskowym kolorze. Wyglądały na potężne od dołu. Nad nimi świeciło wielkie słońce. Były strome. Bardzo strome. Jak pionowa ściana, tylko że z wystającymi skarpami. Były nagrzane od słońca, biło od nich gorąco. Potężne, niebezpieczne, nieprzewidywalne. A my mieliśmy się dostać prawie na ich szczyt.
   - Nie ma sensu się po nich wspinać. Wiem, że mieliśmy się nie rzucać w oczy. I tak wiedzą, że tu jesteśmy. Lecimy - stwierdził Bestia zamieniając się w jastrzębia.  
Kiwnęłam głową i odbiłam się od ziemi.
   Uleciałam kilkanaście metrów i z całej siły uderzyłam w coś głową. Z jękiem z powrotem powoli opadłam na ziemię. Bestia podobnie.
   - Co to było? - zapytał odmieniając się i pocierając tył głowy.
   Uniosłam wzrok. Nic nie widziałam. Wstałam i ostrożnie podleciałam w górę z uniesionymi rękoma. Dokładnie w tym samym miejscu natrafiłam na coś czego nie widziałam. To było jak wielka, szeroka, gruba i długa płyta. Tyle, że nie widzialna. 
   - To chyba pole siłowe - powiedziałam lądując.
   - I co teraz? - zmartwił się Bestia.
   Spojrzałam jeszcze raz w górę i wtedy zobaczyłam fioletowo- pomarańczowe połyskiwanie. Znałam je. Na Tamaran wszyscy latają, nikt nie chodzi, tak jak tu, na Ziemi, bo nie ma tam grawitacji. Dlatego do zabezpieczania ważniejszych miejsc, używa się specjalnego, trochę innego, o odmiennych właściwościach, pola siłowego o fioletowo- pomarańczowym połysku. Takie jak to.
   Ale z skąd wynalazek Tamaran na Ziemi?
   - Musimy iść, Bestio - powiedziałam - Wspinać się. Nie lecieć.
   - Co? - zdziwił się Bestia - Czemu? Ale jak to? Skoro nie możemy, lecieć, to nie możemy też...
   - Możemy - przerwałam mu - Wszystko ci wytłumaczę, ale po drodze. Chodźmy już.
   Wspinaliśmy się już trzecią godzinę. Było jeszcze gorącej, ciężej i bardziej męcząco niż w puszczy. Kamyki za każdym krokiem usuwały się, utrudniając wędrówkę. Tak samo jak unoszący się w około duszący pył. Pod stopami biegały skorpiony, na które trzeba było uważać, zwłaszcza że trudno je było zobaczyć. Małe, w kolorze skał.
   - Robin mówił coś, że ci ludzie pisali, że porywacze mają zniszczyć o wiele więcej, niż tylko ich - przerwał ciszę Bestia - Masz pojęcie, o co może chodzić?
   - Nie mam - odpowiedziałam krótko średnio mając ochotę na rozmowę - Nawet nie chcę się domyślać. Zastanawia mnie za to, dlaczego porwali naszych przyjaciół? Dlaczego robią to stopniowo? Przecież i tak tam idziemy. Co innego, gdybyśmy byli jak ci więźniowie i udało nam się uciec...
   Bestia nie odpowiedział, co oznaczało, że też się nad tym głowi. Dopiero po godzinie, odezwał się ponownie.
   - Tęsknisz za czymś? - zapytał.
   To pytanie całkowicie mnie zatkało. Bestia zadał tak głębokie pytanie na samym środku pustkowia, gdzieś gdzie nikt nie ma siły nawet jęknąć, w takiej sytuacji, kiedy nie wiemy, w co się pakujemy. Wiemy tylko, że nie możemy stać bezradnie i nic nie robić.
   - Dlaczego pytasz? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Czy naprawdę, aż tak wszystko po mnie widać? Wszystkie moje emocje od razu wypływają na wierzch? To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że jestem największym słabeuszem w tej ekipie. 
   - A nic tak... - westchnął - Chciałem tylko jakoś skrócić czas i takie tam... Nieistotne...
   Po jego głosie wywnioskowałam, że bardzo zależy mu na tej rozmowie. Zrobiło mi się aż przykro. Wczoraj mało co się nie popłakałam przy rozmowie z Robinem. Nie wiem, ja będzie dzisiaj, ale wiem jedno: Nie chcę, żeby Bestia był smutny. I tak mamy mnóstwo powodów do zmartwień.
  - Za Tamaran - powiedziałam - Za domem, za tymi wszystkimi radosnymi świętami i w ogóle dniami - rozmarzyłam się, a łagodny uśmiech sam zakwitł na uśmiech na mojej twarzy - Za porankami, wieczorami, nocami na dachu, podziwiając wioskę... A ty, Bestio? Za czym ty tęsknisz najbardziej?
Bestia milczał przez chwilę.
  - Za rodziną - powiedział dziwnym głosem.
  - Gdzie jest? - zaciekawiłam się. 
  - Nie ma ich - Bestia wzruszył ramionami - Wszyscy nie żyją.
  Zrobiło mi się jednocześnie ogromnie smutno i głupio. Myślałam, że Bestia może teraz tęsknić za wieczorami przed telewizorem z Cyborgiem i opychaniu się toffu. A tu coś takiego... Ja przynajmniej mam gdzie wracać. On nie. Ma tylko nas. Mnie, Cyborga, Raven i Robina. W tej chwili tylko mnie.
   - Przepraszam - powiedziałam cicho przystając.
   - Nie ma sprawy. Sam zacząłem temat - powiedział Bestia nie patrząc na mnie wzrok miał wbity w ziemię.
   Chciałam go jakoś pocieszyć, ale do głowy nie przychodziło mi nic, co mogłabym powiedzieć.
Bestia podniósł głowę i uśmiechnął się do mnie słabo, jakby to on chciał dodać mi otuchy.
   - Wiesz, tak trochę dziwnie to wyszło... - zaczął - ale musiałem komuś powiedzieć. Nikomu z was o tym nie mówiłem, bo widzisz...
   - Rozumiem, o co ci chodzi - przerwałam mu, co on przyjął z ulgą. "Rozumiem, o co ci chodzi"? I tylko tyle? Genialna po prostu jestem... - Nie przejmuj się. Wcale dziwnie nie wyszło. Bardzo mi przykro.
   Bestia znowu się uśmiechnął, kiwnął głową, co oznaczało wdzięczność i wznowił wspinaczkę, a ja ruszyłam tuż za nim. Po chwili go wyprzedziłam.
   Nagle usłyszałam za sobą trzask. Gwałtownie się odwróciłam. Ziemia pod stopami Bestii zaczęła się osuwać. Krzyknął i wyciągnął ku mnie ręce. Naciągnęłam się próbując złapać jedną z nich, ale to działo się za szybko. Wystarczył głupi milimetr i bym go złapała. A tak to spadł.

sobota, 30 sierpnia 2014

S. O. S CZĘŚĆ 6

    Spadając modliłam się żeby woda nie okazała się zbyt płytka. Całe życie przeleciało mi przed oczami. Spróbowałam latać, ale panika i czas, którego nie było, mi na to nie pozwoliły. Z pluskiem wpadłam do wody.
   Wymachiwałam rękoma i nogami próbując wyłonić głowę na powierzchnię. Byłam za głęboko. Z człowiekiem już tak jest, że gdyby topiąc się w wodzie uspokoił by się, jeżeli umie pływać, bez większego problemu uratowałby się. Tylko, że mało kto w takiej sytuacji, nie wpada w panikę i nie rzuca się w tej wodzie jak oszalały nieskutecznie próbując zaczerpnąć powietrza. I tak zachowujemy się w wielu życiowych sytuacjach. Czasem się udaje nam się wyłonić i przeżyć,a czasem nie. Topiąc się, czułam że mi się raczej nie uda.
   Błyskawicznie płynęłam z nurtem rzeki. Co jakiś czas uderzałam o małe skałki, ale byłam tak rozpędzona, że nie mogłam ich chwycić. Miałam coraz mniej powietrza.
   Nagle coś dużego opływowego przypłynęło pode mną. Bez zastanowienia objęłam to coś. Natychmiast wzbiło się w górę i po chwili wynurzyły swoją głowę. I moją tym samym.
   Łapczywie nabrałam powietrza, ale nie miałam nawet czasu, by porządnie odkaszleć. W niezwykle szybkim tempie, zbliżałam się do wodospadu. Musiałam wydostać się na brzeg. Rozejrzałam się, ale nie widziałam jeszcze przepaści. Jeszcze. Obok mnie popiskiwał zielony delfin, który wyciągnął mnie spod wody.
   - Bestio! - zawołałam próbując przekrzyczeć ryk wody - Wyciągnij nas na brzeg.
   Delfin kiwnął głową. Objęłam go z powrotem przy grzbiecie i pozwoliłam ciągnąć. Bestii płynęło się bardzo ciężko. Rzeka była zbyt szeroka. I zbyt szybka.
   Wodospad wyrósł jak z pod ziemi. W jednej sekundzie nie było go widać, a w drugiej był aż na zbyt blisko. Nie mieliśmy już szans.
    Z krzykiem spadliśmy z krawędzi. To koniec tam będą skały. A nawet jeżeli nie, to olbrzymie wiry wciągną nas głęboko pod wodę. Już po nas. Zginiemy.
    Tym razem czas płynął jak w zwolnionym tempie. Właściwie wszystko umilkło, a potężny szum wody, był ledwo słyszalny dla moich uszu. Ale nie mogłam lecieć. Nie byłam w stanie przypomnieć sobie coś na tyle szczęśliwego, by zmusić się do lotu.
   Z całej siły uderzyłam plecami w wodę. Po moim ciele przeszło nie przyjemne mrowienie. Paskudny ból, a z płuc, wyleciało mi powietrze. W momencie uderzenia, czas znów przyspieszył, a ja znów walczyłam pod wodą. Sprawę utrudniało ciśnienie spod wodospadu. Na szczęście tym razem, błyskawiczny nurt rzeki mnie uratował, oddalając mnie od opadającej wody. W końcu udało mi się wyłonić. Ponownie owinęłam się wokół zielonego delfina.
   Bestia ruszył w stronę brzegu. Po drodze wziął też Robina, który zaczepił się o niego po drugiej stronie naprzeciwko mnie. Teraz wszystko było w małych zielonych płetwach Bestii.
   Po dwóch minutach, dopłynęliśmy do brzegu. Puściłam delfina powracającego do pierwotnej postaci i rzuciłam się na ziemię.
   Klękałam na kolanach i podparłam się rękami. Zaczęłam odkaszliwać, pluć wodą i nabierać jak tylko mogłam najwięcej powietrza. Chłopcy obok mnie robili to samo.
   Po kilku minutach udało nam się uspokoić i nieco otrząsnąć. Odwróciłam się na plecy ciężko dysząc. Spojrzałam na czerwone od zachodzącego słońca piękne niebo i przymknęłam oczy powoli wyrównując oddech.
Robin wstał.
   - Powinniśmy rozbić tu obóz - powiedział rozglądając się.
   - A co z Cyborgiem? I Raven? - Bestia podniósł głowę - I tymi ludźmi?
   - Musimy rozbić tu obóz - nacisnął Robin tak, że Bestia już się nie odezwał.
   Był to kawałek terenu, gdzie bez obawy przed pożarem, można by było rozpalić ognisko, co wydawało się rewelacyjnym pomysłem, biorąc pod uwagę coraz to chłodniejszą temperaturę, w związku z zbliżającą się nocą.
  Chociaż byłam wykończona, to ja zgłosiłam się do zebrania drewna, na obrzeżach lasu tropikalnego. Mimo wszystko, i tak byłam w najlepszym stanie z całej naszej trójki. Bestia wciąż nie mógł dojść do siebie po walce z pumą, a Robin poprzedniego dnia naprawdę solidnie uderzył o ziemię, nabijając sobie guza, co skutkowało teraz silnymi bólami i zawrotami głowy.
   Weszłam do lasu. Piekielnie bałam się pająków, węży, pum oraz tego, że się zgubię. W sumie, był to idealny moment, żeby teraz porwano mnie tak jak Raven czy Cyborga. Udało mi się jednak bez przygód nazbierać wystarczająco opału i wrócić do obozu, zanim zrobiło się całkiem ciemno.
   Założyłam polar i pomogłam Robinowi rozpalić ogień. Usiedliśmy przy niedużym ognisku ciasno ściśnięci koło siebie i skuleni. Po zjedzeniu marnego, chociaż tym razem pieczonego posiłku, wyciągnęłam apteczkę i zajęłam się ranami Bestii, bo wcześniej nie było czasu, by zrobić to porządnie. Gdy skończyłam, usnął z głową na moich kolanach.
   Delikatnie przeczesując mu włosy wpatrywałam się w tańczące ogniste płomyki i z uśmiechem na twarzy wspominałam jedno z moich ulubionych świąt obchodzonych na Tamaran, podczas którego wszyscy tańczą całą noc do muzyki i świetnie się bawią. Rozpalamy wówczas ognisko, przy którym grzejemy kiełbaski, chleb i pianki, a potem śpiewamy.
   Podniosłam głowę i spojrzałam na niebo obsiane tysiącami gwiazd. Ciekawe, która z nich to Tamaran?
   - Tęsknisz za domem? - odezwał się nagle Robin, a ja wzdrygnęłam się, wyrwana z rozmyśleń.
   - Myślałam, że śpisz - powiedziałam patrząc na niego.
   - Jesteś bardzo smutna - Robin siadł obok mnie - Myślisz o Tamaran, prawda?
Westchnęłam głęboko i znów popatrzyłam na niebo.
   - Prawda - szepnęłam - Bardzo tęsknię... - spuściłam nisko głowę, wbijając w buty smutny wzrok. Zaraz potem uśmiechnęłam się szeroko do Robina - Ale teraz to Ziemia jest moim domem, racja?
   - Twój dom jest tam, gdzie twoja dusza, więc nie mogę ci odpowiedzieć. Nie wiem, gdzie twoja dusza, ale chyba... na Tamaran?
Ledwo widocznie powoli pokiwałam głową.
   - Ale chcę chronić Ziemię i ludzi - powiedziałam - Tamarańczykami ma się kto opiekować. A jednak... - urwałam zastanawiając się, co powiedzieć.
   - Rozumiem - odpuścił mi Robin - Nie martw się. Na pewno już za niedługo znów zobaczysz dom i rodzinę.
Uśmiechnęłam się do niego słabo, a w świetle ognia, zobaczyłam, że i on się uśmiecha.
   - Dziękuję - szepnęłam.
Pokiwał głową.
  - Odpocznij - powiedział - Ja wezmę pierwszą wartę. I tak nie mogę spać. Nie jest ci zimno?
Wzruszyłam ramionami.
   - Trochę jest. Ognisko już gaśnie.
Robin okrył mnie i Bestię swoją peleryną.
   - Wybacz, ale tylko tyle mogę wam zaproponować - zaśmiał się cicho, by nie obudzić Bestii, a ja zrobiłam to samo.
   Odwróciłam się plecami do ognia, ogrzewając sobie plecy i mocno przycisnęłam do Bestii, wtulając głowę w jego zdrowe ramię. Myślałam, że nie będę spać tej nocy, ale myliłam się. Po krótkiej chwili, urwał mi się film i usnęłam.

środa, 27 sierpnia 2014

S.O.S CZĘŚĆ 5

   Wędrówka w nocy była tak samo ciężka jak za dnia. Nie było już upału. Był za to przeraźliwy chłód. Szłam na końcu naszego coraz to mniejszego wężyka, za Bestią, w każdej chwili gotowa go złapać, gdyby zasłabł po starciu z pumą. Trzęsłam się z zimna, nawet gdy założyłam swój zapasowy polar. Dodatkowo było ciemno. Jedynymi źródłami światła były latające na około nas malutkie świetliki latarka, którą Robin oświetlał na przodzie drogę.
   Stopniowo robiło się coraz jaśniej. Słońce jeszcze nie wzeszło, ale Robin mógł już wyłączyć latarkę.
   Byłam niesamowicie zmęczona. W helikopterze właściwie nie spałam. Teraz całą noc maszerowałam. Upał poprzedniego dnia, też robił swoje. W dodatku odczuwałam nie mały głód.
   Temperatura rosła wraz z jasnością. Gdy zrobiło się wystarczająco widno, wzleciałam w górę, ponad drzewa.
   Widok zaparł mi dech w piersiach. Poprzedniego dnia, było jeszcze zbyt ciemno, gdy lądowaliśmy, żeby móc coś zobaczyć, a mało wyraziste zdjęcie na naszym monitorze, absolutnie nie jest w stanie oddać tego, co zobaczyłam. W życiu nie widziałam nic piękniejszego. Zastanawiałam się, co to za miejsce? Z daleka wygląda tak niesamowicie, a w środku to najprawdziwsze piekło.
   - Gwiazdko? - usłyszałam z dołu głos Robina - I co tam?
   Rozglądnęłam się. Spojrzałam na skały. Musiałam wytężyć wzrok i naprawdę dobrze się przyglądnąć, by zauważyć domek, a właściwie pałac. Świetnie zakamuflowany to on jest, muszę przyznać. Gdybym nie zobaczyła go na ekranie naszego komputera, nigdy bym go nie odnalazła.
   Aby znaleźć się pod skałami wystarczy przejść przez dżunglę z jakieś, czy ja wiem? Na oko, w naszym tempie, może... cztery godziny? Następnie przedostać się przez lniany i drewniany długi most nad wodospadem.
   Zleciałam na dół.
   - Dobrze idziemy - kiwnęłam głową do chłopaków - Musimy zmierzać w tę stronę - wskazałam kierunek palcem - Dostaniemy się w ten sposób, na most nad wodospadem.
   - Most nad wodospadem - mruknął Bestia ponuro - Z skąd ja to znam...?
   W rzeczywistości nie szliśmy cztery godziny, a dziesięć, wliczając w to przerwy na odpoczynek i jedzenie. Dzisiaj byliśmy zmuszeni już częściej przystawać. Jedliśmy surowe, nie zbyt smaczne, ale zawsze coś, mięso mały, nie niebezpiecznych zwierząt i ryby. Oczywiście Bestia jadł rośliny, do których Robin miał całkowitą pewność, że nie są trujące.
   - Szkoda, że to nie toffu... - westchnął Bestia tęsknie, ze skrzywieniem wypijając sok z jakiegoś kwiatu.
Uśmiechnęłam się do niego blado.
   Gdy w pewnym stopniu napełniłam żołądek, tym mocniej poczułam obezwładniające mnie zmęczenie. Najchętniej odnalazłabym teraz skrawek cienia i tam zasnęła, ale nie było na to czasu. Moje złe samopoczucie, potęgował dodatkowo upał, który wcale nie był mniejszy niż wczoraj.
   W końcu doszliśmy nad wodospad. Most z bliska wyglądał o wiele bardziej niebezpiecznie, niż z daleka. Wydawało się, ze wystarczy postawić na nim nogę i już spada się w dół, do niezwykle porywistej, rwącej silnej rzeki, prowadzącej do krawędzi- wysokiego wodospadu.
   Przełknęłam głośno ślinę ze strachem. Spojrzałam na chłopców. Tak samo jak ja, stali sztywno i z zaniepokojeniem przyglądali się lnianej konstrukcji. Robin pewnie kalkulował i analizował, jakie są nasze szanse na przejście na drugą stronę bez problemów, a Bestia prawdopodobnie zastanawiał się, czy liny przypadkiem nie są wykonane z toffu. Przynajmniej taką miał minę...
   Wpadł mi do głowy pewien pomysł. To była moja szansa. Moja szansa, aby pokazać, że nie jestem tchórzem. Poprawić reputację, którą zyskałam po akcji z pająkiem. Jeżeli teraz wejdę pierwsza na most i pójdę przodem, zrobię duży krok w tym kierunku.
   Wyprostowałam się i podniosłam dumnie głowę wysoko do góry. Weszłam przed Robina i ruszyłam pewnym krokiem. Pierwszy, drugi, trzeci, czwarty krok... Powoli, Gwiazdko, dobrze ci idzie. Bestia i Robin ruszyli za mną. Nie mogę patrzeć w dół, nie mogę. Wiedziałam, że jestem wysoko. Patrzyłam tylko przed siebie, chcąc znaleźć się już po drugiej stronie.
   Most delikatnie się chwiał, ale prawie w ogóle nie dało się tego poczuć. Po pierwszej połowie, gdy nie wydarzyło się nic złego, nieco się rozluźniła,
   Za szybko. Nigdy nie trać czujności, podstawowa zasada. Gwiazdko, ty idiotko! Zrobiłam kolejny krok. Nawet nie położyłam stopy na desce,a już tego pożałowałam. Deska okazała się nie stabilna i pod wpływem mojego ciężaru spadła. A ja straciłam równowagę i zaczęłam spadać z krzykiem.
   W ostatniej chwili Robin złapał mnie za nadgarstek. Przyklęknął i pomógł z powrotem wciągnąć się na most. Spojrzałam w dół. Na widok olbrzymiej przepaści tak mocno zakręciło mi się w głowie, że natychmiast odwróciłam wzrok.
   - Uważaj - powiedział Robin pomagając mi wstać i złapać równowagę - Nic sobie nie zrobiłaś? - zapytał troskliwie.
   - Nie - powiedziałam speszona wyszarpując mu się z rąk. Nie taki miałam plan. Jakby nigdy nic ruszyłam dalej, bo co innego mi zostało?
   Nagle zerwał się silny, porywisty wiatr. Dokładnie taki sam, jak wtedy, gdy zniknął Cyborg. Zacisnęłam oczy, kucnęłam i mocno chwyciłam się lin po obu stronach, walcząc o to, by nie spaść.
   Czułam trzęsienie. Bardzo wyraźne. Wiedziałam, że jest źle. Zastanawiałam się, czy Robin i Bestia już spadli.
   Gdy wiatr zaczął ustawać, otworzyłam oczy. Zgodnie z moimi przewidywaniami, most niebezpiecznie się bujał, w prawo i w lewo, w prawo i w lewo...
   Spojrzałam przed siebie i serce mi zamarło. Lina podtrzymująca most most w prawym rogu, była pęknięta. Wyglądała tak, jakby ktoś ją naciął. Trzymała się na samym koniuszku i wciąż się rwała. Nie zdążymy dobiec.
   - Szybko! - wykrzyknęłam i biegiem ruszyłam na drugą stronę.
   Nie mam pojęcia, ile metrów udało nam się przebiec, ale byłam zbyt daleko, żeby doskoczyć, gdy lina pękła.    

S.O.S CZĘŚĆ 4

   Chciałam krzyczeć, ale zabrakło mi powietrza w płucach. Nie byłam w stanie się cofnąć, nawet ruszyć palcem. Zdębiałam. Jaskrawo zielone oczy zwierzęcia świeciły groźnie w ciemności. Wydawał z siebie coraz mniej bezpieczne warknięcia i pomruki, kiwając się lekko na pochylonych nogach. Poruszał się bezszelestnie nie odrywając od nas wzroku.
   - Przy tym pająk spacerujący po mojej ręce to pikuś - powiedział Bestia. W jego głosie doskonale wyczuwałam strach.
   Mocniej ścisnęłam dłoń Robina, ale on ją puścił. Osłonił mnie swoją ręką i delikatnie popchnął kilka centymetrów w tył, po czym bardzo powoli wszedł przede mnie, osłaniając mnie swoim ciałem. Dziki kot bystrze mu się przyglądał w każdej chwili gotowy do ataku.
   - Nie wykonujcie żadnych gwałtownych ruchów - powiedział Robin cicho, chociaż spiętym głosem.
   Jak powiedział, tak zrobiliśmy. Strach było nawet mrugać. Z każdą sekundą rosła we mnie panika. Czas wydawał się płynąć wolniej, niż kiedykolwiek. Błagam kotku, idź już sobie...
   Nie mam pojęcia, ile tak staliśmy, nim zwierz zdecydował się zaatakować.
   Może i by sobie odpuścił i odszedł, ale zaniepokoił go i jednocześnie zadecydował o dalszym przebiegu wydarzeń, widok Robina, wyciągającego powoli, nie spuszczając oczu z pumy, swoją laskę.
   Źrenice kota rozszerzyły się jeszcze bardziej i skoczył na chłopaka, ale ten w porę z całej siły odepchnął go laską. Puma wydała z siebie dźwięk, który musiał być odpowiednikiem ludzkiego krzyku bólu i wściekłości zarazem. Podniosła się i ponownie rzuciła się na Robina.
   - Azarath Metrion Zinthos! - wykrzyknęła Raven i puma znów wylądowała kilka metrów dalej. Natychmiast się podniosła i w zadziwiająco szybkim tempie z powrotem podbiegła do nas.
   Z rykiem przewróciła Raven i przygniotła  ją do ziemi. Dziewczynie udało się ją  nieznacznie odepchnąć. Rozgniewany potwór zamachnął się i przejechał pazurami po jej ramieniu. Raven jęknęła z bólu. Na pierwszy rzut oka, nie wyglądało to na coś groźnego, ale już po kilku sekundach jej peleryna zaczęła przesiąkać krwią.
   Wiedziałam, że Raven jest silna, ale nie miałam pojęcia, że aż tak. Zaledwie jednym porządnym kopnięciem w brzuch, odrzuciła pumę od siebie. Ta jednak nie miała zamiaru się poddawać. Wstała wściekła i wznowiła atak. Nie zdążyła jednak dobiec do żadnego z nas, bo oto zielona puma wskoczyła na nią i wbiła się w jej szyję.
   Przyklękłam przy Raven i pomogłam jej wstać. Jej ramię mocno krwawiło. Cofnęłyśmy się kilka kroków z niedowierzaniem patrząc, jak Bestia walczy z olbrzymim kotem.
   Bestia gryzł pumę, drapał, ale i on wiele razy został zraniony, aż do krwi. Nie mogłam tak stać i patrzeć. Wyszłam przed Raven i stanęłam przed walczącymi kotami. Już się nie bałam. Wiedziałam tylko tyle, że muszę pomóc przyjacielowi. Wystrzeliłam laserem w czarną pumę.
   Ryknęła przeraźliwie. Strach powrócił. Byłam pewna, że teraz zaatakuje mnie, że teraz ja będę kolejną ofiarą tego potwora. Ale ona, ku mojemu zdziwieniu, kuśtykając i pojękując, biegiem wycofała się uciekając do lasu.
   Zielona puma opadła na moje ramiona i z powrotem zamieniła się w Bestię. Uklękłam kładąc go delikatnie na ziemi, pozostawiając jego głowę na swoich kolanach. Każdą cześć ciała miał poharataną i w dodatku był bardzo blady, ale wciąż przytomny.
   - Bestio! - zawołałam.
   - Najpierw ratujesz mnie przed jakimś pająkiem, teraz przed pumą. Dzięki za ratowania życia, ale daj mi się wykazać - powiedział uśmiechając się do mnie szeroko.
   - Jak tak dalej pójdzie, jeszcze będziesz miał okazję się odpłacić - powiedziałam przyglądając się poważniejszym raną i ściągając plecak, by wyciągnąć z niego apteczkę.
Podbiegł do nas Robin i zaczął odkażać rany Bestii, więc ja postanowiłam zająć się Raven i jej ramieniem. Ostrożnie ściągnęłam z kolan głowę Bestii i wstałam, by podejść do Raven, ale jej już nie było tam, gdzie ją zostawiłam. Nie było jej nigdzie w około.
   - Gdzie Raven? - zapytałam zaniepokojona.
Robin i Bestia rozglądnęli się. Oni też nie widzieli, kiedy zniknęła. Bestia wskazał kartkę leżącą na ziemi wśród trawy. Podeszłam i rozwinęłam ją. Widniał na niej znajomy adres.
   - Tak samo jak z Cyborgiem - powiedziałam cicho pokazując chłopcom kartkę.
   - Mogą być w niebezpieczeństwie - stwierdził Robin - Najpierw Cyborg, teraz Raven. Kto następny? Po co? Nie widzę w tym żadnego sensu... Co z tobą, Bestio?
   - Dam rady - Bestia nerwowo skinął głową - Nic mi nie jest, na prawdę.
Wymieniłam z Robinem spojrzenia. Z Bestią nie było tak dobrze, jak zapewniał, ale nie mogliśmy tracić czasu. Puma i tak dużo zabrało. Nie wiemy co się dzieje z Cyborgiem i Raven.
   Wzięłam Bestię pod jedno ramię, Robin wziął go pod drugie, podciągnęliśmy go i razem ruszyliśmy w kierunku, gdzie mieli znajdować się zakładnicy, Cyborg i Raven.

S.O.S CZĘŚĆ 3

   Chwyciłam kijek leżący obok mojej stopy, zacisnęłam oczy i z krzykiem z całej siły zaczęłam walić w pająka. Bestia zaczął krzyczeć sekundę po mnie, kiedy zorientował się, co się dzieje. Kiedy przywaliłam w niego jakiś dwudziesty raz, w końcu wstał, odbiegł parę metrów i dalej wrzeszcząc, zaczął się chaotycznie otrzepywać.
   Po dłuższej chwili trochę się uspokoiłam. Spojrzałam w dół. Owad leżał martwy na grzbiecie, z odnóżami zgiętymi do środka. Przeszedł mnie dreszcz. Na widok tego stworzenia zrobiło mi się jednocześnie smutno i niedobrze. Odbiegłam od niego z obrzydzeniem i stanęłam przed przestraszonym Bestią.
   - Ugryzł cię? - zapytałam zaniepokojona.
   - Chyba nie - powiedział Bestia skrzywiony rozmasowując rękę.
   - Przepraszam, że cię uderzyłam - uśmiechnęłam się niewinnie - Po prostu okropnie boję się pająków.
Bestia uśmiechnął się do mnie łagodnie i ze zrozumieniem, a ja spoglądnęłam w stronę rzeki na resztę. Raven, Robin i Cyborg stali przy brzegu z rozchylonymi ustami i gapili się na nas bez mrugania. Podziwu to to raczej nie oznaczało. Super, w ten sposób na bank nikomu nie zaimponuję. Speszyłam się, ale i też trochę poirytowałam. O co im chodzi? Ciekawe, jakby oni zareagowali...
   Chciałam uniknąć jakiegokolwiek komentarza na ten temat, dlatego odwróciłam się do nich tyłem.
   - Musimy iść - powiedziałam aż na zbyt szorstko, jak na mnie.
   Południe już dawno minęło, ale upał nie. Wędrówka była cięższa niż przedtem. Co chwilę, gdzieś obok nas przebiegał jakiś stworek. Mniejszy, czy większy, i tak się brzydziłam. Wszystko paskudnie wyglądało. Widziałam jeszcze dwa większe, obrzydliwsze pająki, niż ten, którego zabiłam. Pod naszymi stopami przepełzały węże. Na szczęście były bardziej tchórzliwe, niż agresywne. Trzeba było nieustannie uważać i resztką siły, skupiać się, gdzie stawia się stopy. Gigantyczne, kolorowe żuki spacerowały po liściach. Wielkie muchy przysiadywały sobie na nas i kąsały boleśnie. Pozostawała nadzieja, że w ich ślinie nie było nic toksycznego. Bałam się tego wszystkiego, ale nie dałam tego po sobie poznać. Gdy otwierałam usta do krzyku, przypominałam sobie reakcję Cyborga, Raven i Robina nad rzeką i starałam się opanować zakładając dłonią usta.
    Nagle usłyszałam trzask jakby łamanych gałązek i krzyki. Odwróciłam się gwałtownie. Cyborg szamotał się w lnianej siatce, jakieś siedem metrów nad ziemią.
   - Już cię ściągamy. Nie rzucaj się tak - uspokoił go Robin, po czym zaczął się wspinać na drzewo.
   - Uważaj na węże - ostrzegłam go.
Robin wyciągnął swój scyzoryk zza pasa i rozpoczął ciąć grube liny.
  - Nic z tego - wyprostował się - W jednej z toreb powinien być duży nóż - zwrócił się do nas - Znajdźcie i podajcie mi go, proszę.
   Wszyscy trzej rzuciliśmy się na torby. Niemal od razu zauważyłam lśniący w słońcu nóż i sięgnęłam po niego.
   W tej chwili zawiał wiatr. Bez żadnej zapowiedzi. Gwałtowny, porywisty, nieziemsko silny wiatr. To było jak potężna i niebezpieczna wichura, tyle że trwała zaledwie cztery sekundy. Ponownie usłyszałam krzyk. Otworzyłam oczy, ale przez pyłki i piach niesione przez przez wiatr, byłam zmuszona je znowu zamknąć. Dopiero po chwili udało mi się odzyskać wzrok.
   Spojrzałam na Cyborga, a właściwie tak, gdzie Cyborg powinien być. Ale go nie było. Siatka z nim gdzieś zniknęła. Tak jakby dosłownie rozpłynęła się w powietrzu.
   Robin leżał na ziemi pod drzewem i pocierał tył głowy, którym właśnie uderzył o gruby korzeń drzewa wystający ponad ziemię.
   - Co się stało? - zapytała Raven zaskoczona pomagając mu wstać - Gdzie jest Cyborg? Co się z nim stało.
  - Nie mam pojęcia - Robin delikatnie pokręcił głową przyglądając się miejscu, gdzie jeszcze przed chwilą wisiał nasz przyjaciel - Co to jest?
   Wstał, podszedł do drzewa i wyciągnął z jego kory małą zmiętą, kartkę której wcześniej tam nie widziałam. Podeszłam i zaglądnęłam mu przez ramię. Na kartce było zapisane, coś co przypominało mi adres. Adres, który już wcześniej widziałam. Wczoraj, na ekranie w naszej bazie. To pod ten adres zmierzamy.
   - Po co go tam zabrali? - zapytałam raczej siebie niż innych, bo wiedziałam, że oni tak samo jak ja, nie znają odpowiedzi.
Robin znowu lekko pokręcił głową, jakby bał się, że przy najmniejszym jej ruchu, wybuchnie.
   - Dowiemy się chyba tylko wtedy, gdy tam przybędziemy - powiedział odrywając wzrok od kartki.
Spojrzałam na Raven i Bestię. Byli całkiem zbici z tropu, zaniepokojeni, zestresowani i wyraźnie zmęczeni.
   - Nic ci się nie stało? - Bestia zwrócił się do Robina.
   - Uderzyłem się w głowę.
   - Chcesz odpocząć?
   - Nie mamy czasu - stwierdził Robin - Musimy jak najszybciej dostać się do tej bazy. To nie wygląda za ciekawie...
   Wznowiliśmy marsz. Z każdą godziną robiło się coraz chłodniej. Upał nareszcie zniknął. Słońce powoli zaczęło zachodzić. Jakiś ptak gdzieś niedaleko pięknie śpiewał.
   W miarę gdy robiło się ciemno, zaczęły dochodzić nas coraz to dziwniejsze odgłosy: pomruki, wycia, warknięcia, ryki. Było strasznie za dnia. Teraz było jeszcze straszniej.
   Trzymanie się za rękę w takich warunkach, nie jest za wygodne, ale bardzo się bałam. Miałam przykre wrażenie, że za chwilę coś wyskoczy na nas z ciemnych, mrocznych chaszczy i zaatakuje. Pod pretekstem chęci niesieni pomocy, objęłam więc w ramieniu Robina. Od razu poczułam się odrobinę lepiej, bezpieczniej. Gdy zapytał, o co chodzi, wybełkotałam coś o tym, że chcę go tylko podtrzymać.
   To wszystko wydarzyło się za szybko. Zdecydowanie za szybko.
   Duża czarna puma wyrosła jakiś metr przed nami.

wtorek, 26 sierpnia 2014

S.O.S CZĘŚĆ 2

   Robin najwyraźniej miał w nocy problemy ze znalezieniem odpowiedniej wyspy, bo dopiero o świcie wylądowaliśmy na jej plażach. Pognieciona wyszłam z naszego małego helikoptera, przeciągnęłam się i rozglądnęłam dookoła.
   - Muszę iść w krzaczki - pisnął Bestia i biegiem ruszył w kierunku dżungli.
   - Nigdzie nie pójdziesz - zatrzymał go Robin - Zaczekaj. Nie możemy się rozdzielać.
   - Sugerujesz, że chcesz iść ze mną w krzaczki? - zapytał Bestia.
Po chwili namysłu, Robin zgodził się puścić Bestię samego. Zaczekaliśmy na niego, po czym razem weszliśmy do puszczy.
   Nigdy wcześniej nie byłam w takim miejscu. Wszędzie zwisały pnącza, liany, potężne pajęczyny. Nogami ocierałam się o ogromne paprocie. Dookoła były bujne wysokie drzewa, wyższe od nas trawy i przepiękne barwne kwiaty, które tak bardzo mi się podobały, tak bardzo chciałam ich dotknąć, ale wiedziałam, że większość z nich, zapewne będzie trująca.
   - Bestio? - odezwał się Cyborg, który szedł na samym końcu.
   - Tak?
   - Powiedzieć ci, jaka jest moja ulubiona scena?  
Mimowolnie uśmiechnęłam się i cicho zachichotałam.
   - Nie - powiedział Bestia twardo.
Na chwilę zapadła cisza.
   - I tak ci opowiem - stwierdził Cyborg i po raz kolejny zaczął opowiadać jedną ze scen jego nowego ulubionego filmu.
   Czas szybko mijał. W mgnieniu oka z dość chłodnej temperatury, zrobił się upał, a wyspa zamieniła się w prawdziwe piekło. Powlekałam nogami za Robinem, który nas prowadził. Co prawda, trzymał w ręce nadajnik, ale i tak chodziliśmy w kółko. Chociaż wszystko wydaje się tu takie samo, to rozpoznaje się jednak jakiś odcinek drogi, gdy przechodzi się go po raz dziesiąty.
   W ustach mi zaschło. Czułam okrutne pragnienie. Gdybym teraz zechciała nagle coś powiedzieć, z pewnością nic by z tego nie wyszło. Nie przygotowaliśmy się jednak za dobrze. Mieliśmy zaledwie siedem butelek wody, a było nas pięciu. Przy takim upale butelki błyskawicznie szybko stały się puste. W takich sytuacjach, wszyscy chcą zrzucić na kogoś winę, więc obwiniliśmy o wszystko Robina. W końcu to on nie powiadomił nas, że będziemy musieli przedzierać się przez dżunglę.
   - Czy ja naprawdę zawsze muszę wszystko mówić?! - zapytał poirytowany, przerywając Raven i Bestii, którzy właśnie się przekrzykiwali - Przecież nie jesteście głupi. To z tym helikopterem było logiczne, prawda? Z tym, że trzeba zabrać trochę więcej wody też. Wziąłem cztery, a wy po jednej. Czy wy czasem myślicie?
  - Hej! Bez takich - oburzył się Cyborg - Przestańmy się kłócić.
  - Mam ci przypomnieć, że to ty zacząłeś?
  - To nie ważne. Ważne jest teraz to, że musimy znaleźć wodę. Kłótnia w niczym nam nie pomoże.
 Robin kiwnął głową i rozglądnął się w około, jakby miał tu nagle znikąd pojawić się strumyczek.
  - Wiesz w ogóle, gdzie jesteśmy? - zapytała go Raven takim głosem, jakby już znała odpowiedź.
  - Oczywiście - przytaknął.
  - Nie kłam - powiedziałam. Każdy głupi zauważyłby, że się zgubiliśmy.
  - Dobra, nie wiem - przyznał Robin spuszczając ramiona - Ale zaraz to naprawię, obiecuję... Znaczy, spróbuję... - I zaczął robić coś na nadajniku.
  Nagle poczułam, że przestałam czuć oddech Raven na karku. Spojrzałam za siebie, potem w górę. Raven unosiła się nad drzewami i uważnie rozglądała się dookoła. Głupia ja. Czemu na to nie wpadłam? Mam wrażenie, że muszę jakoś zaimponować przyjaciołom...
Raven wylądowała między mną, a Bestią.
  - Dziwne, ale nad nami jest chyba... pole siłowe? - powiedziała bardziej do siebie niż do nas. Ledwo ją usłyszałam.
  - Co widziałaś? - zapytał Bestia z nadzieją.
  - Chwilę pójdziemy teraz w lewo i będziemy teraz nad rzeką. Ale wtedy zboczymy z trasy. Pod kątem w prawo, jak chcemy do tego domu, czy co to tam jest... - powiedziała.
  Zdecydowaliśmy, że bez wody nie damy rady i poszliśmy w lewo. Z jednej strony szkoda czasu, ale z drugiej w puszczy jest przynajmniej z pięćdziesiąt stopni, a my padamy z nóg.
   W niecałą godzinę doszliśmy nad rzekę, gdzie mimo przewidywań wcale nie było chłodniej. Nie mieliśmy, żadnych awaryjnych środków odkażających (-"Myślałem, że ty je weźmiesz!" - "A ja, że ty!"), ale wszyscy byliśmy tak bardzo spragnieni, że szybko przestaliśmy się kłócić i rzuciliśmy się do picia.
   Woda zdążyła się nagrzać. Była gorąca. Mimo i tak piłam łapczywie, a potem przepłukałam oblaną potem twarz.
   Po napełnieniu swojej butelki siadłam na dużym, palącym od słońca kamieniu. Kiedy już się napoiłam, zaczęłam odnosić skutki tej wędrówki, Okropnie bolały mnie nogi, stopy kuły, a w głowie nieprzyjemnie łupało. Nie chciałam jednak narzekać. Przed nami było jeszcze wiele drogi, nie ja jedyna źle się czułam, a przede wszystkim, ktoś niecierpliwie czekał na naszą pomoc.
  Bestia z westchnieniem usiadł obok mnie. Kątem oka zauważyłam, że coś chodzi po jego przedramieniu. Spojrzałam i natychmiast zaczęłam przeraźliwie piszczeć.
  Włochaty, niebieski, wielkości mojej dłoni, z paskudnymi krzywymi odnóżami. Pająk. Chodził po jego ręce. Widziałam wszystkie cztery jego wstrętne oczy. Nienawidzę pająków, nie cierpię.



Dodaję dzisiaj już drugą cześć, bo mi się nudzi. Poza tym pierwsza była trochę krótka.

S.O.S CZĘŚĆ 1

      - To najbardziej wzruszający film, jaki kiedykolwiek widziałem - powiedział Cyborg wydmuchując nos, kiedy na ekranie pojawiły się napisy końcowe.
   - Był piękny - otarłam chusteczką łzę spływającą mi po policzku.
   - Taki sobie - stwierdziła Raven wstając z kanapy.
   - Najpiękniejszy jaki kiedykolwiek widziałem - powtórzył Cyborg jak zahipnotyzowany gapiąc się w telewizor.
Przeciągnęłam się, wzięłam talerz po płatkach i podeszłam do zlewu, uważając żeby nie dostać piłką futbolową, którą Bestia i Robin przerzucali sobie przez cały salon. Spojrzałam na zegar: dziewiąta rano. Za chwilę trening, a ja nie zdążyłam się nawet przebrać. Film był cudowny, aczkolwiek zabrał mnóstwo czasu. Nie powinnam się jednak martwić: Cyborg wciąż siedział na kanapie z szeroko otwartymi ustami i nic nie zapowiadało, że za chwilę wstanie. Tak samo Robin i Bestia za dobrze się bawili, żeby przerwać. Jedynie Raven stała gotowa i patrzyła na nich obojętnie.
   - Już dziewiąta. Idę się zebrać - powiedziałam na tyle głośno, by zwrócić na siebie uwagę chłopaków. Mogłam tylko o tym pomarzyć. Zachowywali się jakby mnie w ogóle nie słyszeli i za żadne skarby nie mieli zamiaru odwrócić ku mnie chociaż głowy. 
   Przewróciłam oczami zrezygnowana i odwróciłam się na pięcie. W momencie kiedy przekroczyłam próg na korytarz, zaczął wyć alarm.
   Nie był to jednak zwyczajny alarm. Taki, który wzywa nas zawsze, gdy w mieście grasuje przestępca. Ten był inny. Dziwniejszy. Nie wiem dlaczego, budził we mnie niepokój. Jeszcze nigdy takiego nie słyszałam. Cyborg natychmiast odwrócił wzrok, a Bestia wrócił do swojej ludzkiej postaci, po tym jak zamieniony w psa, złapał piłę do pyska.
   - To sygnał S.O.S - wyjaśnił Robin i pobiegł do bazy, a my ruszyliśmy za nim.
Robin wyłączył alarm i zaczął wklepywać coś w klawiaturę. Uważnie analizowałam to, co działo się na ekranie, ale za nic w świecie nie mogłam niczego zrozumieć.
   Nagle na ekranie pojawiła się jakaś wyspa. Była całkiem duża, cała porośnięta dżunglą. Na pierwszy rzut wyglądała na bezludną, ale gdy Robin zrobił zbliżenie, zauważyłam wybudowany w potężnej skale, doskonale zakamuflowany i skryty, budynek.
   - Musimy się tam dostać - powiedział Robin przerywając ciszę.
   - Co tam jest? - zaciekawił się Cyborg.
Robin odwrócił się do nas przodem.
   - Sygnał nadali ludzie, których tam uwięziono - zaczął tłumaczyć - To prawdopodobnie pasażerowie tego samolotu, który zaginął dwa dni temu. Tak przynajmniej pisze w wiadomości...
Rzeczywiście, przed wczoraj telewizja podawała wiadomość o zagadkowym zaginięciu bez śladu niedużego samolotu przylatującego nad Pacyfikiem.
   - Pisze coś tam więcej? - zapytał Bestia.
   - Porywacze mają broń, którą rzekomo mają zamiar użyć nie tylko przeciw więźniom - odpowiedział Robin przyglądając się jakimś skrótom na monitorze.
   - Co to znaczy?
   - Nie mam pojęcia - Robin wzruszył ramionami - Ale nie mamy co zwlekać. Musimy natychmiast ruszać.
   Szybko spakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy i już po piętnastu minutach byliśmy gotowi. Na plaże wyspy mieliśmy dostać się naszym śmigłowcem.
   - Dolecimy do samego tego budynku? - zapytałam pakując się na tylne siedzenia między Raven, a Bestię.
Robin pokręcił głową siadając na przodzie i zapinając pas.
  - Nie mielibyśmy gdzie wylądować przed nim - powiedział - Helikopter musiał, by unosić w górze, nie wiadomo jak długo. Nie starczyło, by na tyle paliwa, Gwiazdko. Miejmy nadzieję, że do tej wyspy uda nam się dolecieć. To dość spora odległość. Poza tym musimy zachowywać się w miarę dyskretnie. Dlatego unoszenie się nad budynkiem głośnym helikopterem odpada. Jak się uda, wylądujemy najwyżej na plaży.
Potaknęłam i już się więcej nie odzywałam. Byłam urażona jego tonem. Brzmiał, jakby miał mnie za idiotkę, że się nie domyśliłam.
  Przez większość drogi Cyborg zachwycony, opowiadał Bestii i Robinowi film , który widzieliśmy dziś rano. Tamci po dwudziestu minutach byli już praktycznie zanudzeni na śmierć.
     Nie słuchałam Cyborga. Przez całą drogę wyglądałam przez okno, podziwiając widoki. Jeszcze nigdy tak daleko nie lecieliśmy. Jeszcze nigdy nie widziałam tak wiele w zaledwie jeden dzień. Ziemia jest piękna. O wiele ładniejsza, cudowniejsza i ciekawsza niż Tamaran. Mimo to i tak za nim  tęsknię. Chciałabym chociaż na parę krótkich dni udać się do domu.
    Pogrążona we wspomnieniach o rodzinnej planecie oraz rozmyśleniach o pięknie tej, w końcu zasnęłam na ramieniu Raven, bo Bestia okazał się zbyt niski.

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

ZAPOWIEDŹ: S.O.S

OPIS OPOWIADANIA: Media podają wiadomość o zaginięciu niedużego samolotu pasażerskiego. Tymczasem Tytani otrzymują sygnał S.O.S nadany z jednej z bezludnych wysp na Pacyfiku. Ruszają w pełną niebezpieczeństw podróż po najprawdziwszej i przerażającej dziczy. Ktoś rozpaczliwie usiłuje przyspieszyć ich dojście do celu. Nie jest to jednak nikt po ich stronie, a Tytani stają przed o wiele większym wyzwaniem niż się spodziewali.
NARRACJA: Pierwszoosobowa (Gwiazdka).
Nie będę zwlekać, bo za tydzień kończą się wakacje :( i posty będą pojawiać się rzadziej. Dlatego już jutro dodam pierwszą cześć. Zachęcam do czytania!

NOWY OJCIEC CZĘŚĆ 8

    Robin uderzył całym ciałem o ścianę i opadł na betonową podłogę. Natychmiast wstał i zza skrzyń spojrzał na odwróconego do niego tyłem robota atakującego Bestię. Jak go pokonać? Przecież musi być jakiś sposób. To nie może być aż takie trudne... Wówczas to zauważył. Na tyle robota była niewielka klapa. Wówczas wpadł mu do głowy pewien pomysł.
   - Tytani! - zawołał wychodząc z ukrycia - Wystarczy oderwać klapę z tyłu i wyrwać przewody.
Gwiazdka, Bestia, Raven i Cyborg natychmiast przystąpili do działania. Robin ruszył biegiem im z pomocą, ale niemal natychmiast z jękiem opadł na kolana, chwytając się za serce.
   - Robin! - krzyknęła Gwiazdka odpychając od siebie długą mackę sięgającą po nią.
   - Ja do niego pójdę - zadeklarował Bestia. Uderzył w mackę i podbiegł do przyjaciela. Objął go i delikatnie położył na ziemi - Jeszcze trochę - szepnął klepiąc go po nasadzie dłoni - Wytrzymaj...
   Cyborg zaczął wspinać się po robocie. Ten zaczął potwornie ryczeć ze wściekłości nieskutecznie próbując go zrzucić. Później jednak jego uwagę odwróciła Gwiazdka, krążąc na około jego głowy z zawrotną szybkością.
   - Bestio - jęknął Robin - Ja...
   - Ci, Cicho - uspokoił go Bestia rozglądając się nerwowo, szukając jakieś pomocy, najmniejszego ratunku. Spojrzał tęsknie w zamknięte metalowe drzwi do sali z antidotum. Z ulgą i radością zauważył niedużą szparę między nimi, a podłogą. Drzwi były uszkodzone. Gdyby zamienił się w mysz, może udałoby mu się zmieścić? - Robin! - pochylił się nad nim i położył rękę na jego ramieniu - Mam pomysł. Wytrzymaj jeszcze chwilę.
   - Gdzie idziesz? - zapytał słabo Robin.
   - Zaraz wracam - powiedział Bestia próbując wstać, ale Robin złapał go za nadgarstek.
   - Nie zostawiaj mnie - chrypnął - Proszę...
Bestia spojrzał na niego z napięciem, zastanawiając się co powinien zrobić.
   - Zdobędę lekarstwo - szepnął.
   - Już za późno. Proszę, zostań przy mnie...
   - Zaraz wracam - powtórzył Bestia z napięciem i wyrwał się z jego uścisku. Zmienił się w jastrzębia i przeleciał przez salę, umykając uwadze Doktora, a pod drzwiami przeszedł jako mysz.
 
 - Azarath Metrion Zinthos! - krzyknęła Raven i klapa z pleców robota spadła i z hukiem uderzyła o podłogę.
   - Super - pochwalił ją Cyborg i w tej samej chwili wyrwał przewody.
Doktor Zło z przerażającym rykiem osunął się i uderzył o ziemię nieprzytomny.
 
Bestia wrócił do swojej ludzkiej postaci i natychmiast nacisnął duży czarny przycisk otwierające drzwi za nim, pod którym się przecisnął. Podniósł wzrok. Na końcu pokoju, na drewnianym biurku leżała strzykawka z fioletowym płynem. To lekarstwo.
    Uradowany Bestia ruszył w jego stronę, ale od razu znieruchomiał rozglądając się przestraszony w około.
 Trzy trzymetrowe roboty wyszły z cienia i okrążyły go.
 
Cyborg zeskoczył z grzbietu robota i spojrzał na drzwi, w których zniknął Bestia.
   - Czuję, że Bestii przyda się pomoc - mruknął zaniepokojony zwracając się do Raven i Gwiazdki - Idźcie do Robina - polecił.
Dziewczyny zgodnie razem kiwnęły głowami, i gdy Cyborg udał się w stronę pomieszczenia na końcu sali, one podbiegły do leżącego na posadzce chłopaka. Uklękły przy nim, po obu stronach i wzięły go za ręce.
   - Za chwilę dostaniesz lekarstwo, Robinie - powiedział Gwiazdka łamiącym się głosem i odsunęła mu wilgotne włosy z rozpalonego czoła. Pokręcił głową i spojrzał na nią z tak, jakby chciał jej powiedzieć, że pogodził się już z tym, że czas się skończył. Gwiazdka rozpoznała to spojrzenie i łza spłynęła jej po policzku. Objęła jego twarz i czule przyłożyła jego głowę do swojej - Nie umrzesz. Nic ci nie będzie. Jesteśmy tu...

   - Bestio! - krzyknął Cyborg zatrzymując się w wejściu i patrząc po sztucznych twarzach robotów - Co tu się dzieje?
   - Tak sobie... rozmawiamy - powiedział Bestia z lękiem - Co nie, chłopaki?
   - Gdzie lekarstwo?
Bestia wskazał strzykawkę.
   - Tylko, że oni chyba nie będą chcieli nas przepuścić - zaśmiał się nerwowo.
   - Zaraz zmienią zdanie - stwierdził Cyborg. Wyciągnął rękę przed siebie - Padnij! - zwrócił się do Bestii
Zaczął strzelać do robotów laserami obracając się w około. Po chwili wszystkie leżały bezwładnie. Bestia wstał powoli i z niedowierzaniem rozejrzał się po podłodze.
   - Jak ci się to udało? - zapytał cicho z podziwem patrząc na przyjaciela.
   - Pomyślałem, że spróbuję się jeszcze trochę udoskonalić - Cyborg uśmiechnął się do niego - I najwyraźniej się udało.
Bestia uśmiechnął się do niego promiennie. Wziął strzykawkę i razem pobiegli do Robina i dziewczyn.
   - Jesteście! W końcu... - westchnęła Gwiazdka zauważając ich - Może jeszcze nie jest za późno...
   - Wbijaj! - krzyknęła Raven do Bestii, a ten bez chwili wahania wbił igłę w szyję walczącymi z koszmarami Robina.
Gwiazdka przyłożyła dłoń do jego gorącego policzka, a ten po jeszcze niecałej minucie nieregularnych wstrząsów i jęków, uspokoił się i usunął głowę na jej dłoń. Uścisnął delikatnie jej dłoń i ostatni raz przyjrzał się twarzą przyjaciół, po czym zamknął oczy i przestał oddychać.
   W wielkiej, pustej sali zapadła grobowa cisza. Wszyscy wstrzymali oddech w oczekiwaniu na kolejny oddech Robina. Ale on nie nadszedł. Po upływie trzydziestu sekund, nikt wciąż nie wierzył w to co właśnie się stało.
   Gwiazdka w końcu wybuchnęła głośnym płaczem i położyła głowę na nieruchomej piersi Robina. Raven spuściła nisko głowę. To moja wina, pomyślała. Łzy same napłynęły jej do oczu i mgiełka zasłoniła całkowicie jej pole widzenia. Cyborg i Bestia również w milczeniu patrzyli na sztywną bladą twarz przyjaciela, aż łzy nie zalały im oczu. Bestia zrezygnowany usiadł, opierając się o ścianę, i skrył twarz w dłoniach. Cyborg położył drżącą rękę na zimnej dłoni Robina.
   Nagle poczuł, że zadrgała. Najpierw pomyślał, że to jego, ale gdy powoli podniósł głowę, zobaczył jak Robin z początku się krzywi, a następnie łapczywie nabiera powietrza i otwiera szeroko oczy, jakby gwałtownie obudzony.
   - Robin! - wykrzyknął Cyborg radośnie i pomógł mu usiąść. 
   Po torsji kaszlu w końcu udało się chłopakowi złapać oddech. Gwiazdka podniosła się powoli patrząc na niego z niedowierzaniem. Twarz miała mokrą od łez, a oczy jej błyszczały. Nie zdążyła zareagować. Raven rzuciła się Robinowi na szyję, na wpół się śmiejąc, na wpół płacząc. Robin poklepał ją lekko po plecach, ale ta go nie puściła dopóki dopóty się nie opanowała. Kiedy się odsunęła, do Gwiazdki dotarła prawda. Tak samo jak jej poprzedniczka, ze śmiechem i płaczem jednocześnie, objęła mocno chłopaka i przez długi czas nie puszczała.
   - Dobra, Gwiazdko, puść go już - zaśmiał się Cyborg z trudem ukrywając wzruszenie.
   - Nie - sprzeciwiła się Gwiazdka kręcąc głową chaotycznie. Odchyliła się lekko i delikatnie pocałowała Robina w policzek. Dopiero wtedy się wyprostowała, a jej miejsce natychmiast zajął Cyborg, a później Bestia.
   - Jak się czujesz? - zapytał Cyborg Robina, gdy Bestia się odsunęła. 
   - Chyba dobrze - powiedział słabo, ale uśmiechnął się do nich wszystkich.
   - To dobrze - rzekł Bestia po czym uderzył go w ramię.
   - Aua.. Za co to było? - zaśmiał się Robin pocierając ramię.
   - Za to co zrobiłeś, idioto! Jak jeszcze raz zrobisz taki numer, nie będę już tak pobłażliwy - odpowiedział Bestia również ze śmiechem.
   - Wracajmy do domu - uśmiechnęła się Raven wstając - Dasz radę iść?
   - Pewnie - powiedział Robin i podciągnął się na ręce, którą podał mu Cyborg. Gwiazdka chwyciła go mocno za rękę jakby bała się, że znów się przewróci - Już dobrze, Gwiazdeczko - powiedział Robin uśmiechając się do niej blado i głaszcząc po dłoni, aby rozluźniła uścisk, ale ta tylko położyła głowę na jego ramieniu i drugą dłonią zasłoniła sobie usta, próbując opanować łkanie.

   - Balonowa bitwa! - wydarł się Bestia zeskakując z kanapy i cisnął zielonym balonikiem w rozbawioną Raven. Ta zręcznie go ominęła.
   - Pożałujesz tego! - zaśmiała się i trafiła pomarańczowym balonem centralnie w jego twarz. Wybuchnęła głośnym, życzliwym śmiechem, przez co nie zdążyła uciec przed balonikiem lecącym w jej kierunku i rozbijający się o jej ramię.
   - Orientuj się! - krzyknął Robin i rzucił w nią kolejnym balonem, po czym schował się za fotelem.
   - Azarath Metrion Zinthos! - zawołała Raven i fotel uniósł się w górę. Już miała rzucić balonem, kiedy to na jej twarzy rozbił się kolejny. Spojrzała w bok. Gwiazdka pękała ze śmiechu.
   - Żałuj, że nie widziałaś swojej miny - zaśmiała się trzymając się za brzuch i zaczęła ją przedrzeźniać.
   - Hej! - krzyknął Cyborg za jej plecami - Mówiłem wam już, że się udoskonaliłem? - zapytał i wyciągnął rękę a z jego rękawa- wyrzutni na lasery zaczęły wystrzeliwać balony z wodą.
   - I to jest właśnie niesprawiedliwe! - zachichotała Gwiazdka, jedną ręką osłaniając twarz, a drugą sięgając po balonik.
   Bawili się tak jeszcze bardzo długo. Wszyscy razem. A gdy skończyli, niemal natychmiast usnęli obok siebie na kanapie.



Uff... Udało mi się :) Skończyłam pierwsze opowiadanie. Mam nadzieję, że wam się podobało. Komentujcie, proszę. Dzisiaj wieczór postaram się dodać zapowiedź kolejnego, więc zapraszam :)






 
 


niedziela, 24 sierpnia 2014

NOWY OJCIEC CZĘŚĆ 7

   - To jest ta rzecz, którą musiałeś wczoraj załatwić? - warknęła Raven wyrywając się z otępienia - Zamienić się w robota, tak? I niby ja jestem ta słaba?!
   - Raven, kochana... - uśmiechnął się do niej Doktor Zło - Przykro mi się wczoraj zrobiło, gdy wróciłem i chciałem ci się pokazać, ale ciebie nigdzie nie było.
   - Faktycznie - mruknęła - Bolesne. Przykro mi.
   - Wybaczam - kiwnął głową - A teraz, córeczko, wykończ ich - Jego oczy zaświeciły się czerwienią, ale oczy Raven, choć wbite w jego, tym razem pozostały takie samo fioletowe, jak zawsze.
   - Nie jestem twoją córką! - wykrzyknęła - Nie mam z tobą nic wspólnego. Zapamiętaj to sobie.
Doktorowi spełzł uśmiech z twarzy.
  - Taak... - zaczął Bestia niepewnie - My tylko wpadliśmy po lekarstwo dla kolegi, więc może nam go dasz, a my sobie pójdziemy i znikniemy ci z dziwnych, czerwonych oczu.
  - Myślicie, że i tym razem pozwolę wam uciec? - zapytał łagodnie, po czym podniósł wzrok i wyprostował się, by sprawiać wrażenie jeszcze bardziej potężnego - To jakaś kpina. Zniewaga... Najpierw, będziecie musieli mnie pokonać!
  I rzucił się się na nich wszystkimi swymi długimi, metalowymi rękoma. Kopanie, uderzanie, żadna z ich mocy, ani umiejętności nie potrafiła go złamać. Zmieniając się w robota, stał się niezniszczalny. Po niecałych dziesięciu minutach wszyscy Tytani leżeli przegrani na podłodze, próbując złapać oddech. Doktor Zło jednym ruchem, zgarnął ich do żelaznej ratki i zamknął.
  - Co to jest? Jakaś zwykła, badziewna klatka? - zaśmiał się Bestia wstając z trudem - Coś mi się zdaje, że nas nie doceniasz - zmienił się w mysz i spróbował wydostać się między kratkami, ale uderzył w pole siłowe. Natychmiast wrócił do swojej postaci i z jękiem usunął się na ziemię.
  - Bestio! - wykrzyknęła Gwiazdka i podbiegł do niego.
  - Wypuść nas! - rozkazał Cyborg.
Doktor Zło tylko pokręcił głową, z typowym dla siebie, stoickim spokojem.
  - Oczywiście, że mam lekarstwo, o które tak prosicie - wskazał na pokój na końcu dużej sali - Ale go nie dostaniecie. Wasz przywódca umrze i wy też. Miałem, co prawda, inny plan, ale po co tyle zachodu? Mogę przecież upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, prawda?
  - Czasem za dużo gadasz, wiesz? - przerwał mu Bestia kipiąc ze wściekłości i ponownie wstając podpierając się na Gwiazdce.
  - Finał i tak będzie taki sam - kontynuował Doktor - Ostatecznie zniszczę Młodych Tytanów, a następnie bez problemu zdobędę władzę nad Gotham i będę mógł z nim robić, co tylko zechcę...
  - Jesteś potworem - wyszeptała Raven.
Doktor pochylił się nad nią i spojrzał w jej oczy. I chociaż był złym człowiekiem, w tej chwili pół- człowiekiem, Raven rozpoznała w jego spojrzeniu szczery smutek i zawód. Pewno zrobiło by się jej żal, tego bezbronnego staruszka, gdyby nie znała jego i jego planów oraz, że wcale nie jest taki bezbronny.
   - Ty, Raven, zawiodłaś mnie najbardziej - westchnął - Zdradziłaś mnie po tym, co ci dałem i po tym, co ci obiecałem.
  - Dziękuję, za to wszystko - powiedziała chłodno nie spuszczając z niego wzroku - Nie chcę być taka jak ty. Wolę zginać.
  - Mówisz-masz - Doktor wzruszył ramionami. Wyprostował się i wyciągnął przed siebie jedną ze sztucznych rąk, a jego oczy zabłysły tym razem zielenią - Luras de mone!
   Płomień wystrzelił z jego dłoni i z błyskawiczną szybkością zbliżał się klatki. Cyborg, Gwiazdka, Raven i Bestia wstrzymali oddech, godząc się z myślą, że za chwilę klatka roztrzaska się na tysiące małych kawałeczków, a oni zginą. Promień jednak nie trafił w klatkę, a obok niej, skręcając nieznacznie, ale wystarczająco, by uratować Tytanom życie. Ktoś w ostatnim momencie skoczył na rękę Doktora i pchnął ją z całej siły kilka centymetrów w prawo, zmieniając kierunek zabójczego promienia.
   - Robin! - wykrzyknął Cyborg uradowany - Co ty tu robisz?
   - Pomyślałem, że przyda wam się pomoc. Poczułem się trochę lepiej, więc postanowiłem wpaść - uśmiechnął się Robin wskakując na klatkę i pociągając za klapę. Tytani uwolnili się z pułapki.
Cała piątka rozgniewana stanęła przed Doktorem, który z niedowierzaniem przyglądał się rozwojowi wydarzeń. Wyglądał, jakby nie do końca mógł się pogodzić z tą wersją.
   - Co się dzieje? Nie! Nie! - ryknął - To niemożliwe.
   - Twój plan chyba się nie powiódł, Doktorze - powiedział Robin uśmiechając się do niego kpiąco - Tytani, wio!
  Tytani biegiem rzucili się na robota i wznowili walkę. Tym razem Doktor, wyprowadzony z równowagi, nie przykładał się już tak bardzo i nie szło mu już tak świetnie jak wcześniej. Tytani więc wygrywali, ale gdy minął szok, zmobilizował się, a jego wściekłość powróciła w zdwojonej sile. Co chwilę miotał, którymś z nich w kąt pomieszczenia, między powalone skrzynie z powyłamywanymi deskami. Ci za każdym razem natychmiast wstawali i niestrudzeni, ponownie atakowali.
Cyborg podbiegł do Robina.
   - Robin! - krzyknął.
   - O, cześć Cyborg - przywitał się Robin, nie patrząc na niego i blokując przedramieniem uderzenie Doktora.
   - Robin, idź po lekarstwo! - rozkazał Cyborg i wskazał odpowiednią salę. Jedna z rąk Doktora uderzyła go w brzuch, ale ten nawet się nie zachwiał.
   - Najpierw wam pomogę - zadeklarował Robin krzywiąc się i uderzając z całej siły w wielką dłoń próbującą go złapać.
  - Nie wygłupiaj się - warknął Cyborg - Idź!
  - Ale...
  - Już! - Cyborg zablokował kolejny cios.
Robin kiwnął głową i biegiem ruszył do sali, którą mu wskazano. Jednak już przed samą jego twarzą metalowe drzwi zatrzasnęły się z hukiem i jedna z rąk chwyciła chłopak w pasie, unieruchamiając go i podciągając do góry, na wysokość głowy Doktora.
  - Proszę, proszę - powiedział cicho - Zawsze pojawi się jeden mały, głupi pryszcz, który pokrzyżuje plany, nie uważasz, Robinie?
  - Zostaw mnie! - wydarł się Robin.
Doktor zaśmiał się pod nosem, chociaż bardziej przypominało to pomruk zadowolenia i rozkoszy.
  - Ale mnie nie taki pryszcz, nie pokona - szepnął - To ty i twoi nędzni przyjaciele, powinniście już wiedzieć.
  - Puszczaj!
  - Muszę przyznać, że jesteś silniejszy niż myślałem - nie przestawał się z nim droczyć - Według moich obliczeń powinieneś już dawno nie żyć - kontynuował, a pozostałymi rękoma wciąż walczył z Gwiazdką, Bestią, Cyborgiem i Raven, tak że żaden z nich nie mógł pomóc przyjacielowi.
  - Manipulant. - warknął Robin.
Doktor przytanął/
  - Owszem. Można i tak to nazwać, choć ja osobiście wolę geniusz - odrzekł - Możesz podziękować za te cierpienia swojej przyjaciółce, chłopcze. To jej zasługa. Gdyby od razu wstrzyknęła ci całą truciznę, byłbyś już martwy, a wstrzykując tylko połowę, tylko wydłużyła proces umierania. Nawet najmniejsza dawka podziała. Ja to przygotowałem, jak pamiętasz... - podciągnął go kilka centymetrów przed swoje usta i szepnął usatysfakcjonowany: - Geniusz, mam rację...?
   - Wypuść mnie! - rzucał się Robin.
   - Mógłbym cię teraz zabić - mruknął - Ale po co, skoro mogę popatrzyć, jak cierpisz?
   - Puść! - jęknął Robin, tym razem słabiej.
   - Jak sobie życzysz - westchnął Doktor i z całej siły rzucił go pod ścianę między drewnianym skrzyniami.    

  

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

NOWY OJCIEC CZĘŚĆ 6

   - Co się stało? - zapytał Robin słabym głosem otwierając oczy. Światło raziło go tak bardzo, że musiał mrugnąć kilka razy, zanim przyzwyczaił do niego oczy. Leżał na łóżku w swoim pokoju, a na około siedzieli wszyscy jego przyjaciele.
   - Straciłeś przytomność - wyjaśnił krótko Cyborg.
   - Jak się czujesz? - Bestia pochylił się nad nim.
   - Źle - Robin rozmasował obolałą głowę po czym z powrotem opadł na poduszki.
Gwiazdka przyłożyła dłoń do jego czoła.
   - Nic dziwnego. Masz gorączkę - powiedziała i podała mu szklankę wody - Napij się. Lepiej się poczujesz.
   - Może dostałeś stare gofry w tej kawiarni? - zastanowił się głośno Bestia.
   - Obawiam się, że coś innego może być tego powodem - wtrąciła Raven. Wzrok miała wbity w podłogę.
   - O czym mówisz? - zaciekawił się Cyborg.
   - Kiedy byliśmy u Doktora Zło... - Raven podniosła wzrok - Pod wpływem jego hipnozy, wstrzyknęłam coś Robinowi.
   - Co to było?
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
   - Nie wiem - przyznała, po czym dodała szybko: - Ale nie wszystko. Nie całą połowę.
   - Myślisz, że to przez to się rozchorowałem? - zapytał Robin, a ona skinęła głową.
   - Cokolwiek to było, Doktor na pewno ma na to antidotum. Nie martw się...
   - Wobec tego, Doktor może się spodziewać dzisiaj gości - podsumował Cyborg wstając.
   - Że jak? - powstrzymał go Robin - Ale chyba nie zamierzamy teraz do niego iść, prawda?
  - My? Ty nigdzie nie idziesz - przykazał Cyborg surowo - Poza tym, nie ma czasu. Nie wiemy, co to było i jakie może mieć skutki.
  - Właśnie - wtórował mu Bestia - Musimy jak najszybciej zaaplikować ci lekarstwo.
  - W takim stanie na pewno nie wygracie - Robin pokręcił głową - Macie za sobą ciężką walkę, nie spaliście całą noc, a teraz znowu chcecie się bić. To nie przejdzie. Jesteście wykończeni. Musicie chociaż trochę się przespać.
  - A co, jeżeli... - zaczął Bestia.
  - Nic mi nie będzie - przerwał mu Robin i obdarzył słabym uśmiechem - A może uda się wam wymyślić jakiś plan przez te parę godzin? Ja też pomyślę. Idźcie już. Fatalnie wyglądacie.
  - Spójrz lepiej w lustro - bąknął Bestia pod nosem i razem z Gwiazdką i Cyborgiem wyszli z pokoju. Została tylko Raven.
  - Ja zostanę - powiedziała biorąc Robina za rękę - Wiesz, czuję się temu winna...
  - Nie, Raven - zaprzeczył łagodnie - Daj spokój. Rozmawialiśmy już o tym. To tylko coś takiego jak grypa. Dam sobie rady. Nie jestem już dzieckiem, a ty nie musisz przy mnie siedzieć. Ty tym bardziej powinnaś odpocząć.
Raven wstała.
  - Tylko kilka godzin - powiedziała - Gdyby coś się działo, obudź mnie.
Robin skinął głową.
  - Dam sobie rady - powtórzył, by ją upewnić i odprowadził ją wzrokiem do drzwi.
   Jednak kiedy późnym popołudniem, tytani się obudzili, gorączka Robina się powiększyła do tego stopnia, że chłopak był zbyt słaby, by chociaż mówić. Skarżył się tylko na bóle mięśni i kłucie w klatce piersiowej. Dodatkowo co chwilę wybuchał okropnym mokrym kaszlę, którego nie mógł pohamować.
   - Musimy iść - zadecydował Cyborg widząc przyjaciela - Natychmiast.

   Cyborg, Raven, Gwiazdka i Bestia po cichu weszli przez okno do magazynu, tak jak poprzedniego wieczoru. Rozejrzeli się. Nigdzie w pobliżu nie było widać Doktora Zło.
  - Może uda się zdobyć lekarstwo i uniknąć walki? - szepnęła Gwiazdka z nadzieją w głosie.
  - Oby - przytaknął Cyborg - Pamiętajcie, co jest naszym najważniejszym celem. Doktorka można załatwić później. Raven? Gzie może być to lekarstwo?
Raven zastanowiła się przez chwilę.
  - Tam. - wskazała na drzwi do pomieszczenia na końcu długiej, dużej, pustej i bardzo słabo oświetlonej sali. Chociaż drzwi, tak jak większość drzwi na terenie magazynu, były z metalu, by dobrze zabezpieczać to, co się za nimi kryje, były otwarte.
  - Świetnie - kiwnął głową Cyborg - Tytani, wio!
Ledwo zdążyli wbiec na wielką salę, a usłyszeli dochodzący z cienia głos Doktora Zło:
  - Tak myślałem, że nie długo znowu was zobaczę. Nie sądziłem jednak, że tak szybko.
Wówczas wyłonił się. Tytani stali w osłupieniu i patrzyli, ze zdumieniem i przerażeniem jednocześnie, jak wychodzi z ciemności potężny robot. Miał nie mniej jak dziesięć długich metalowych rąk i głowę Doktora Zło. Patrzył na nich z góry i uśmiechał się szyderczo.    

sobota, 16 sierpnia 2014

NOWY OJCIEC CZĘŚĆ 5

   Kiedy Raven skończyła opowiadać, wschodzące słońce pokazało się na horyzoncie. Jego promienie wpadały przez wielką szybę, rozjaśniając pokój wspólny, w którym siedzieli już kolejną godzinę wszyscy Tytani.
   -Musiał się nieźle wściec, gdy wrócił i zauważył, że zniknęłaś - podsumował Bestia.
Raven skinęła głową.
   - Wątpię, żeby zmienił kryjówkę. Na pewno na nas czeka i się przygotowuje - stwierdził Cyborg - Będziemy musieli tam wrócić i skopać mu gagatki.
   - Tak, ale jak to zrobimy? On może mieć więcej tych swoich robotów, a ich nie da się nawet zadrapać - wtrąciła Gwiazdka - Jeszcze nigdy nie mieliśmy do czynienia z tak potężnymi maszynami.
   - Mówcie, co chcecie, ale w jednym Doktor Zło miał rację - westchnęła Raven - To prawdziwy geniusz.
   - A czy on powiedział ci, jakie są jego słabe punkty, czy tylko się chwalił? - zapytał Cyborg, chociaż znał odpowiedź.
Raven tym razem zaprzeczyła.
   - Przez cały czas tylko ja mówiłam - powiedziała smutno.
   - Może spróbujemy udoskonalić jakoś swoje moce? - wtrącił Bestia.
Cyborg obrócił oczami.
   - Brawo bestio, genialny pomysł - powiedział z sarkazmem - Na pewno wcześniej już nie udoskonaliliśmy ich na maxa, żeby jak najłatwiej i jak najszybciej pokonać wcześniejszych przestępców.
   - Tak mi tylko do głowy przyszło... - Bestia speszony spuścił wzrok.
   - A ty, Robinie, co o tym myślisz? - zapytała Gwiazdka, a gdy ten nie zareagował, wydarła się: - Robin!
   - Ja? Co? Ktoś mnie woła? - podskoczył chłopak i popatrzył zaniepokojony po smutnych twarzach przyjaciół.
   - Stary, ja też już zasypiam, ale jeszcze się nie poddaję - ziewnął Bestia.
   - Wszystko gra? - zapytał Cyborg - Jesteś jakiś taki nieobecny?
   - Po prostu jestem zmęczony, z resztą jak każdy - odparł Robin - Raven, uważam, że nie powinnaś przejmować się tym, co Doktor Zło ci mówił. Wszystko było kłamstwem.
   - Właściwie, to my teraz nie tym - wtrącił Cyborg cicho - Zastanawiamy się jak w pierwszej kolejności pokonać roboty...
   - Tyko, że niekiedy chyba jednak mówił słusznie - przerwała mu Raven.
   - Niby kiedy?
   - Gdy mówił, że jestem słaba, za mało pewna siebie, że jestem sama, a wy się trzymacie razem. Mówił, że w ogóle tu nie pasuję...
   - Głupia jesteś, jak tak mówisz, wiesz? - Bestia wszedł jej w słowo, po czym szybko dodał przestraszony niosąc ręce do góry - Tylko błagam, nie zabijaj mnie, za to, że nazwałem cię głupią. Mam na myśli... Ty wierzysz w te brednie?
   - Ja to wiem.
   - Na prawdę tak myślisz? - Robin przyglądnął jej się uważnie, ściągając brwi - Nigdy nie powiedziałaś nam, nic w tym stylu, że czujesz się samotna i gorsza. A przecież jesteśmy przyjaciółmi. O co chodzi?
   - Gdy zapraszamy cię do zabaw, nigdy nie chcesz do nas dołączyć - dodała Gwiazdka.
Raven westchnęła.
   - To trudno wytłumaczyć - wzruszyła ramionami - Nie wiem, czy dobrze mnie zrozumiecie...
   - Czy my wyglądamy na bandę idiotów? - zmarszczył się Cyborg - Dobra, wiem, że Bestia trochę odchyla się od normy...
   - Ej! - wykrzyknął Bestia.
   - Spoko, spoko. Tylko żartowałem.
   - Nie bawi mnie to, co was - powiedziała Raven.
   - Łapię, ale porozmawiać z nami tak jak teraz, albo lepiej, całkiem na luzie, zawsze możesz - odpowiedział Cyborg.
   - Problem w tym... - zaczęła Raven, ale widać było, że ciężko jej o tym mówić - Wydaje mi się, że wam przeszkadzam, bo nie mam takich zainteresowań jak wy i takie tam...
W pokoju zapadła cisza.
   - Znalazłem kogoś bardziej nie normalnego, niż Bestia - odezwał się Cyborg.
   - Cyborg! - skarciła go Gwiazdka.
   - Tylko żartowałem! - powtórzył.
   - To nie czas na żarty...
   - To nie prawda - powiedział Robin.
   - Można żartować? - zdziwił się Bestia.
   - Mówię do Raven - spojrzał jej w oczy - Mylisz się. Po dzisiejszym dniu, nie masz już chyba wątpliwości, mam rację?
Raven pokręciła głową.
   - Już nie - szepnęła - Przepraszam.
Nie dokończyła, bo Robin z zaskoczenia delikatnie ją objął.
   - Teraz, będziesz nam już o wszystkim mówiła, dobrze? - powiedział - Przecież wiesz, że możesz nam zaufać.
   - Okay - uśmiechnęła się do niego, gdy się odsunął.
   - Super, ale co z Doktorem Zło? - przerwał im Bestia - Jak go pokonamy?
   - Myślę, że powinniśmy się z tym przespać - przeciągnął się Robin - W takim stanie, niczego nie wymyślimy.
   - Na pewno dobrze się czujesz? - zapytał Bestia podejrzliwie - Jesteś strasznie blady...
   - Dlatego pozwólcie, że ja już pójdę - wstał z kanapy - Padam z nóg. Wiem, że jest rano, ale dobranoc.
   Nie zdążył jednak nawet wyjść z pokoju. Zmierzając w stronę drzwi, tak mocno zakręciło mu się w głowie, że w jednej sekundzie stracił przytomność i przewrócił się w wyjściu.



 

piątek, 15 sierpnia 2014

NOWY OJCIEC CZĘŚĆ 4

   - Tytani, wio! - krzyknął Robin zanim dwa kolejne roboty rzuciły się na niego i Gwiazdkę.
  - Hej, Raven - zaśmiał się nerwowo przestraszony Bestia, gdy ta zaczęła się do niego zbliżać. - To ja, Bestia. Pamiętasz mnie, prawda? Walnąłem cię dzisiaj balonem z wodą...
   - Azarath Metrion Zinthos! - wrzasnęła dziewczyna celując w niego, ale Bestia w ostatniej chwili zmienił się w ptaka i uciekł przed strzałem.
   - Znaczy, że wciąż się gniewasz - powiedział patrząc z góry przerażony na dziurę, jaką Raven wypaliła właśnie w podłodze - Skąd u ciebie tyle siły?
   - Bestio! - krzyknął Robin podbiegając do nich - Weź robota. Ja zajmę się Raven.
   - Jak chcesz - odparł Bestia - Może z robotem pójdzie łatwiej...
Gdy wybiegł z pokoju, Robi stanął na przeciwko rozgniewanej Raven i podniósł ręce do góry.
   -Nie chcę ci robić krzywdy - powiedział łagodnym głosem - Chcę ci pomóc...
   - Nie wierzę ci! - ryknęła Raven i rzuciła się na niego.
   Zaczęła się walka. Cyborg, Gwiazdka i Bestia walczyli z potężnymi robotami, każdy w innej sali budynku, a Robin próbował w jakiś sposób unieszkodliwić Raven, nie raniąc jej przy tym. Jednak ta, będąc pod kontrolą Doktora Zło i wpływem hipnozy, była dwa razy silniejsza od przyjaciela, którego teraz nie poznawała. Był dla niej tylko wrogiem, którego jej ojciec rozkazał zniszczyć.
   W końcu przewróciła go na łopatki i pochyliła się nad nim.
   - Mogła bym cię teraz zabić - odezwała się - Ale tata ma inne plany wobec ciebie.
   - Raven, zrozum, to nie jest twój ojciec. To jest... Co robisz? Raven! - czarne macki owinęły mu się na około kostek i nadgarstków i Raven uniosła go kilka centymetrów w powietrze. - Gdzie ty mnie ciągniesz? Puszczaj, słyszysz?!
   Raven zaciągnęła szarpiącego się chłopaka do gabinetu Doktora Zło, położyła na długim średniowiecznym stole, wyglądającym jakby był przeznaczony właśnie do tortur, i unieruchomiła go przy rękach i nogach.
   - Raven, przestań! Masz mnie natychmiast uwolnić! - krzyczał Robin rzucając się po stole i nieskutecznie próbując się wyrwać, ale dziewczyna odwróciła się i podeszła do stołu, przy którym Doktor mieszał wcześniej jakieś substancje. Wzięła ze stolika jedną z kilku strzykawek i napełniła ją dziwnie pachnącym, oliwkowo- zielonym płynem z misy, po czym wróciła do Robina - Hej, Rav, ale chyba nie zamieszasz mi tego czegoś teraz wstrzyknąć, nie? - zaniepokoił się chłopak.
  - Tata kazał.
  - To nie jest twój tata. Spójrz na mnie. To ja, Robin. Twoje miejsce jest wśród nas. Jesteś Tytanem. Obudź się, proszę. To nie jest...
   - Próżne są twoje słowa - przerwała mu Raven i bez wahania wbiła igłę głęboko w jego szyję.
   - Raven, skończ... - jęknął Robin - Przestań. Nie poznajesz mnie? Raven? To boli...
   Wówczas Raven się ocknęła. Cofnęła się gwałtownie i opuściła strzykawkę, która roztrzaskała się o podłogę, wylewając resztę swej zawartości. Dziewczyna rozejrzała się zdezorientowana po pomieszczeniu, próbując złapać równowagę.
   - Co jest? Co się stało? - zapytała samą siebie.
   - Raven! Wróciłaś! - ucieszył się Robin.
   - Robin!? - wykrzyknęła dziewczyna dopiero teraz go zauważając. Natychmiast odblokowała zamki, uwalniając chłopaka.
   - Dobra, to teraz mi powiedz co mi właśnie wstrzyknęłaś? - powiedział siadając na stole i pocierając szyję.
  - To? - Raven spojrzała na zielonkawą plamę na podłodze - Nie mam pojęcia - pokręciła głową z zaniepokojeniem - Jak się czujesz?
  - W porządku. A ty?
  - Trochę nie wiem, co się dzieje, ale chyba dobrze...
  - A my nie za bardzo - Gwiazdka wbiegła do sali celując raz po raz w swojego robota - Pomóżcie nam. Tych robotów nie da się pokonać!
  - Wiesz, jak ich wyłączyć? - Robin zwrócił się do Raven.
   Dziewczyna podbiegła do stolika pod ścianą i wcisnęła jeden z przycisków na pilocie. Robot za Gwiazdka natychmiast znieruchomiał.
   - Raven! - wykrzyknęła Gwiazdka i podbiegła do niej, ściskając ją mocno. Raven, chociaż zdziwiona, tym razem delikatnie odwzajemniła uścisk.
 W tym momencie dołączyli do nich Cyborg i Bestia.
   - A właśnie miałem zadać, tej kupie złomu, decydujący cios - powiedział Cyborg.
   - Przepraszam, że ci przeszkodziłam - Raven uśmiechnęła się blado.
   - Dobrze, że jesteś - Cyborg poklepał ją lekko po plecach. Potem przyszła kolej na Bestię.
  - Wiesz, gdzie poszedł Doktor Zło? - zapytał odsuwając się od niej.
Pokręciła głową i spuściła wzrok.
   - Nie wiem - westchnęła - Bardzo was przepraszam. Nie wiem, co we mnie wstąpiło..                                  - Ej, w porządku - Robin położył rękę na jej ramieniu, uciszając ją - To nie twoja wina. Nie byłaś sobą. To on tobą manipulował.
   - Byłam za słaba, aby mu się oprzeć - odparła smutno.
   - Za słaba? Wcale nie jesteś słaba - zaprzeczyła Gwiazdka - Jesteś najdzielniejszą osobą, jaką znam.
   - Dzięki... - uśmiechnęła się Raven.
   - Gdybyś była taka słaba, jak mówisz, nie ocknęłabyś się - dodał Cyborg.
   - Właśnie. Nie raz udowodniłaś, jak potężna siła drzemie w tobie - dopowiedział Bestia.
   - Dziękuję - powtórzyła Raven obdarzając ich wdzięcznym spojrzeniem.
   - Wróćmy do Wieży Tytanów - postanowił Robin wstając ze stołu - Ochłoniesz po drodze, a w domu nam wszystko opowiesz i razem wymyślimy, jak pokonać Doktora Zło.


   Jak się wam na razie podoba? Komentujcie, proszę. Jak się wam coś nie podoba, też piszcie. Należę do osób, które przyjmują też negatywne opinie. Tylko uzasadniajcie. Wasze zdanie jest dla mnie naprawdę ważne. ;)

   -

czwartek, 14 sierpnia 2014

NOWY OJCIEC CZĘŚĆ 3

Kiedy Doktor Zło został sam, odwrócił się ku wielkiemu stołowi. Wlał zawartość kilku probówek do niedużej misy, wsypał dodatkowo jeszcze jakiś proszek, a następnie wszystko zmieszał wielką drewnianą łyżką.
   - Widzę, że wpadliśmy w sam raz na kolację. - usłyszał Doktor za sobą. Nie przestraszył się ani odrobinę. Spokojnie, powoli odwrócił się i stanął twarzą w twarz z czwórką Tytanów, którzy właśnie weszli do magazynu przez szerokie okno ze stłuczoną szybą. Stanęli na wysokiej półce i złowrogo patrzyli z góry na uśmiechniętego, w ogóle nie przejętego Doktora.
   - My się chyba nie znamy - zaczął kłaniając się - Jestem Doktor Zło. Witam w moich skromnych progach.
   - Gdzie jest Raven? - wycedził Robin.
   - Raven, kochanie, masz gości - zawołał mężczyzna i obdarzył Tytanów triumfalnym uśmiechem.
Raven powolnym, trochę mechanicznym krokiem weszła z pokoju obok i spojrzała na przyjaciół obojętnym wzrokiem.
   - Raven! - wykrzyknęła radośnie Gwiazdka i podleciała do dziewczyny - Jak dobrze, że nic ci się nie stało...
Rozłożyła ręce, by ją uściskać i ze śmiechem rzuciła się na nią, ale nie zdążyła jej nawet dotknąć. Twarz Raven nagle z obojętnej, bez wyrazu stała się czerwona i rozgniewana pchnęła z całej siły Gwiazdkę w tył. Tytanka z krzykiem odleciała kilka metrów i padła uderzając się głową o betonową podłogę.
   - Gwiazdeczko! - Robin zeskoczył z półki i uklęknął przy krzywiącej się z bólu Gwiazdce pomagając jej się podnieść. - Raven, dlaczego to zrobiłaś?
   - Teraz Raven jest pod moją kontrolą - wyjaśnił Doktor - Moja oferta bardziej się jej spodobała, niż wasza. Raven jest po mojej stronie i zrobi absolutnie wszystko, co jej rozkażę. Sami zobaczcie. Raven?
   - Azarath Metrion Zinthos! - wykrzyknęła dziewczyna wyciągając przed siebie ręce. Jej moc uderzyła w półkę. Rozwaliła ją, a deski odleciały na wszystkie strony. Cyborg i Bestia spadli i wylądowali obok Robina i Gwiazdki.
   - Zahipnotyzowałeś ją? - zmarszczył się Bestia.- Bzdura! Mówimy o Raven. Jej nie da się tak po prostu...
   - A jednak - przerwał mu Doktor wskazując na rozwścieczoną dziewczynę. - Magii, iluzji jest tu niewiele. To właściwie zasługa samej psychologii. Tyle lat ją studiowałem. Tyle lat praktyki. Jestem prawdziwym ekspertem w tej dziedzinie. Jestem wybitny. Prawdziwy geniusz. Nie wolno, dzieciaki lekceważyć Doktora Zło...
   - Nie słodzisz sobie za bardzo, Doktorze? - przerwał mu Robin.
Doktorowi spełzł uśmiech z twarzy.
   - Nie ważne - odparł. - Teraz możecie się pobawić. Żeby nie było zbyt nudno, pomoże ci kilka moich robotów, Raven - odwrócił się i nacisnął jeden z przycisków na pilocie, leżącym na stole. W tej samej chwili za jego plecami, otworzyły się duże metalowe drzwi. Trójka robotów wyszła i stanęła przed tytanami, które nie mogły mieć mniej niż trzy metry - Wiem, że to nie uprzejme tak opuszczać swoich gości, ale ja muszę załatwić jedną ważną sprawę. Ale nie martwcie się. Raven i moje roboty odpowiednio się wami zajmą. Raven? Wiesz, co robić. - powiedział, a jego oczy znów na dwie sekundy zaświeciły czerwienia, tak samo jak oczy Raven.
   - Tak, tato. - odparła głucho.
   - "Tato"? - powtórzył szeptem Cyborg.
Nie zdążył powiedzieć nic więcej, bo oto jeden z robotów zaczął go atakować.
Doktor Zło natomiast, śmiejąc się jak szaleniec, wyskoczył przez rozbite okno i zniknął w ciemności zbliżającej się nocy.
 
 

wtorek, 12 sierpnia 2014

NOWY OJCIEC CZĘŚĆ 2

    Cyborg wykorzystał właśnie swój ostatni balonik. Celował w Gwiazdkę, ale ta zdążyła w porę odlecieć i balonik rozbił się o ścianę.
     - To niesprawiedliwe. - powiedział ze śmiechem.
     - Dlaczego? - zachichotała Gwiazdka i wycelowała swój balonik prosto w ramię Cyborga.
     - Bo ty umiesz latać! - wykrzyknął Cyborg nieudolnie starając się uniknąć uderzenia - Dobra, koniec gry. Skończyły mi się balony.
     - Tak, koniec - westchnął Bestia zadowolony i rzucił się na kanapę - Ja odpadam. Nawet na treningach się tak nie męczę.
     - Dlatego śmiało można potraktować tą zabawę jako trening. - powiedział Robin siadając obok Bestii.
Cyborg się skrzywił.
     - Czy ty naprawdę wszystko musisz tak poważnie traktować? - jęknął.
     - Właśnie, bracie - ziewnął Bestia - To tylko zabawa. Wyluzuj. Jak masz się tak zachowywać, to lepiej od razu idź do Raven dołącz pomedytować, czy co ona tam robi...
     - Raven nie uczestniczyła w treningu! - wykrzyknął Robin wstając gwałtownie - Muszę z nią o tym porozmawiać.
     - Daj spokój, Robinie... - westchnęła Gwiazdka, ale Robin już wyszedł z salonu.
Wspiął się na wyższy poziom i zapukał  w zamknięte drzwi do pokoju przyjaciółki.
     Halo, Raven? Jesteś tam? - zawołał. - Mam ci coś do powiedzenia... Raven?
Nie słysząc odpowiedzi delikatnie otworzył drzwi i wychylił się. Zauważył przewróconą szafę, rozrzucone po podłodze książki, ubrania, kadzidełka. Dodatkowo nigdzie nie było Raven. Zaniepokojony powoli i ostrożnie wszedł więc do środka.
     - Nie wiedziałem, że medytowanie wymaga takiego bałaganu - odezwał się Bestia, który razem z Cyborgiem i Gwiazdką ruszyli za Robinem - To już ja mam większy porządek.
     - Co tu się stało? - szepnął Cyborg zdumiony rozglądając się dookoła - Raven i taki bałagan? Cyba musieliśmy ją nie źle wściec. Gdzie ona w ogóle jest?
    - Nie mam pojęcia - mruknął Robin. Wówczas zauważył kartkę papieru niestarannie wyrwaną z jednej z książek. Leżała samotnie na łóżku, a ktoś, mało estetycznie, coś na niej naskrobał. Zaciekawiony chłopak podszedł i wziął ją do rąk.
Gwiazdka zaintrygowana wychyliła się zerkając mu przez ramię.
     - "Jeżeli chcecie jeszcze kiedykolwiek zobaczyć waszą przyjaciółkę, znajdziecie ją w magazynie na Wolf's Street 11. Czekamy niecierpliwie." - przeczytała półgłosem po czym zakryła usta dłońmi - To straszne! Co my teraz zrobimy?
     - To pułapka. - stwierdził Cyborg zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć.
     - Stawimy się tam. - zignorował go Robin.
     - Czy ty mnie słyszysz? - Cyborg podniósł głos. - To niebezpieczne...
Robin odwrócił się do niego przodem i spojrzał na jego twarz ze śmiertelną powagą.
    - Wiem, że niebezpieczne - odparł - Ale kimkolwiek jest ten porywacz, ma Raven. Może jej zrobić krzywdę. Ona nas potrzebuje, Cyborgu. Musimy tam iść, by ją odzyskać - i nie czekając na odpowiedź, dodał: - Tytani, wio!

    Magazyn na Wolf's Street 11 powstał już w latach czterdziestych. Leżał na obrzeżach miasta, daleko od zatłoczonego centrum. Trzymano w nim przez pewien czas odpady toksyczne, ale potem zlikwidowano firmę, która tym dowodziła. Od tamtego czasu magazyn stoi pusty. Tam właśnie założył swoją bazę Doktor Zło.
    - To naprawdę ciekawe, co opowiadasz, droga Raven - powiedział łagodnie. Siedział naprzeciwko Raven już drugą godzinę i wyciągał od niej najtajniejsze informacje o jej przyjaciołach. Z każdą minutą był coraz bardziej usatysfakcjonowany.
Kiedy w Wieży Tytanów, Doktor Zło uderzył Raven w głowę swym zaklęciem, zahipnotyzował ją, dzięki czemu teraz bez strachu, ani jakichkolwiek innych odczuć, siedzi przed złoczyńcą i wpatrując się pustym wzrokiem w zniszczoną ścianę za jego plecami, opowiada głuchym, niebarwnym głosem wszystko, co tylko wie o Tytanach.
     - ... ale unieszkodliwi ich pan za jednym zamachem, likwidując ich przywódce - powiedziała. - Wtedy nie będą potrafili współpracować, stracą pewność siebie, siłę, a ich pokonanie będzie wówczas niczym trudnym...
Doktor Zło wyprostował się na swoim krześle. Zmrużył zadowolony oczy i wykrzywił usta w swoim obrzydliwym uśmiechu.
    - Doskonale, Raven, doskonale... - pochwalił ją cicho gładząc się po udach i powoli wstając. - No widzisz, jaka dzielna z ciebie dziewczyna? A to dopiero początek... Dobrze. Na dzisiaj starczy. Możesz odpocząć. Jutro czeka nas ciężki dzień.
Raven wstała mechanicznie z krzesła.
    - Dziękuję, panie - skinęła głową.
    - Oh, Raven - westchnął Doktor - Proszę, mów do mnie "tato"...
Odwrócił się do niej, a jego oczy zaświeciły się na czerwono, tak mocno, że nie dało rozpoznać się białek, źrenic czy tęczówek. Nie całą sekundę później, oczy Raven przybrały tą samą barwę.
    - Tak jest, ojcze. - rzekła i wyszła z pokoju.

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

NOWY OJCIEC CZĘŚĆ 1

            - Hej Raven, chcesz się z nami zabawić?- zapytała Gwiazdka.
- A w co się bawicie? - Raven nalała sobie herbaty. Tak naprawdę wcale nie obchodziło jej w co bawią się jej przyjaciele.
- W rzucanie w siebie balonami z wodą - odpowiedziała Gwiazdka wesoło.
- Brzmi zachęcająco, ale muszę... - zaczęła Raven i w tym momencie różowy balonik pękł uderzając ją prosto w twarz i oblewając ją całą wodą.
- Ups... Wybacz Raven - powiedział cicho Bestia śmiejąc się nerwowo.
Raven wytarła peleryną twarz po czym zmierzyła Bestię złowrogim spojrzeniem.
- To ty to zrobiłeś? -  warknęła nachylając się ku niemu.
- No tak jakby... tak... - skulił się Bestia.
- Daj spokój, Raven - odezwał się Robin. W ręce trzymał balonik, którym chciał uderzyć w Cyborga - - Wyluzuj trochę i pobaw się z nami.
- Nie, dzięki... - sapnęła i odwróciła się na pięcie.
- Ale...
- Miłej zabawy - rzuciła jeszcze i szybkim krokiem ruszyła do swojego pokoju - Banda idiotów - mruknęła otwierając szafę, by znaleźć suchą pelerynę.
Nagle znieruchomiała. Poczuła, że prócz niej ktoś jest jeszcze w pokoju. Odwróciła się gwałtownie. Ktoś siedział na łóżku.
- Kim jesteś? - zapytała pewnym głosem.
Postać wyszła z cienia. Raven aż odrzuciła na widok szkaradnej twarzy mężczyzny. Uśmiechnął się do niej paskudnie ukazując wszystkie krzywe, żółte zęby.
- Nazywam się Doktor Zło -  ukłonił się. Miał aż za bardzo spokojny głos. Poza tym sam pseudonim mówił wszystko.
Raven zmrużyła oczy.
- Czego chcesz? - zapytała podchodząc bliżej.
` - Mam dla ciebie... propozycję - mruknął.
- Czy my się znamy? - zdziwiła się dziewczyna.
- Ty może mnie nie znasz, ale ja śledziłem cię od jakiegoś czasu...
Te słowa wyprowadziły Raven z równowagi. Zaczęła się bać. Serce podeszło jej do gardła. O czym on mówi?
- Ale jak to...? - zaczęła już mniej pewnie.
- Już tłumaczę... - ten tajemniczy, spokojny głos przyprawiał ją o dreszcze. - Chcę zniszczyć raz na zawsze Młodych Tytanów. Aby to zrobić, muszę zdobyć o nich jak najwięcej informacji. Poznać ich słabości, co ich może złamać... Jednak moja moc nie jest wystarczająco silna, bym mógł włamać się do ich umysłów. A kogo innego miałbym pytać o Tytanów, jak nie samego Tytana? - znów obrzydliwie się uśmiechnął.
- Daruj sobie. - przerwała mu Raven. - Nic ci nie powiem.
- Daj mi skończyć, skarbie... - Raven zamurowało. Jak on śmie? Spojrzała na niego ze wściekłością, za którą starała się skryć strach, a on kontynuował. - Postanowiłem znaleźć najsłabszego z was i poznać wszystkie jego tajemnice. I znalazłem... ciebie.
Raven poczuła pustkę.
- Ja... najsłabsza...? - szepnęła wbijając wzrok w podłogę. Samotna łza spłynęła jej po policzku.
- Oczywiście! - Doktor Zło klasnął w ręce zadowolony. -  No bo spójrz na nich. Tacy pewni siebie doskonali, najlepsi, wiecznie szczęśliwi, wiecznie razem. Nierozłączni. A ty? Sama, cicha szara myszka, która w ogóle nigdy nie powinna znaleźć się w tym miejscu...
- Zamknij się! - ryknęła Raven. Wiedziała, że Doktor Zło celowo tak mówi. Robi to, by mógł przejąć nad nią jeszcze większą kontrolę.
Złoczyńca tylko szerzej się uśmiechnął.
- Dawno jeszcze nie widziałem takiej słabości - pokręcił głową nie spuszczając z niej wzroku - Podpowiem ci, skarbie: im bardziej ukrywasz swoje słabości, wmawiasz sobie, że ich nie masz, zamiast wyżalić się komuś albo, jeszcze lepiej, zwalczyć je, tym bardziej słabsza się stajesz.
- Czego ode mnie chcesz? - warknęła Raven coraz bardziej poirytowana.
- Dzięki mnie możesz być niezwyciężona - Doktor dumnie podniósł głowę - Silniejsza niż pozostali tytani razem wzięci.
- Będę silniejsz, ponieważ reszty nie będzie, tak? - wycedziła dziewczyna przez zaciśnięte zęby przygotowując się do ataku.
- Jesteś natomiast bardzo inteligentna. Tak, Raven. Resztę zniszczymy. - Doktor Zło uśmiechnął się jeszcze szerzej, o ile to możliwe - Wspólnie...
- Bardzo mi przekro, ale się nie zgadzam. - odparła.
Doktor zrobił krok do przodu. Ona natychmiast cofnęła się dwa kroki w tył.
- Zastanów się - powiedział cicho. - Daję ci wybór. Ni opieraj się. Wiesz, że ze mną nie masz szans. Wiem o tobie więcej niż myślisz. Mógłbym być twoim nowym ojcem...
- Nie! - wykrzyknęła - Moje miejsce jest tutaj! Wśród Tytanów. Nie z tobą.
Mężczyźnie zszedł uśmiech z twarzy. Teraz wyglądał na prawdę groźnie. Raven przełknęła ślinę, ale nie dala po sobie poznać, że się boi. Nie, nie da mu tej satysfakcji.
- Nie chciałem tego robić, do niczego zmuszać... - zaczął cicho - ale jak wolisz... - powiedział głucho i wyciągnął prezed siebie ręce - Luras de mone!
Niebieski promień wystrzelił z jego otwartych dłoni i poszybował w kierunku Raven. Ta jednak w porę odskoczyła. Promień uderzył w szafę przewracając i wysypując całą jej zawartość.
Raven natychmiast się podniosła.
- Azarath Metrion Zinthos! - wykrzyknęła. Czar uderzył Doktora, ale ten nawet się nie zachwiał. Dziewczyna osłupiała ze zdziwienia. - Ale jak to? Jak ci się to udało...?
Doktor Zło zaśmiał się krótko pod nosem.
- Głupia. - powiedział cicho. - Mówiłem przecież: za dobrze cię znam. Jestem odporny na twoją magię. Dzięki temu mogę cię pokonać. A wtedy ty pomożesz mi pokonać pozostałych Tytanów.
- Nigdy.
Doktor znów zaczął się śmiać. Najpierw cicho, potem coraz głośniej. W końcu śmiał się jak najprawdziwszy szaleniec. Raven nie zdążyła się nawet zorientować, a niebieski promień uderzył ją w głowę.
Nieprzytomna usunęła się na ziemię.

niedziela, 10 sierpnia 2014

ZAPOWIEDŹ: NOWY OJCIEC

OPIS OPOWIADANIA: Doktor Zło chce zniszczyć Młodych Tytanów. Realizując swój plan, wmawia Raven jej słabość. Zdruzgotana dziewczyna nie jest w stanie oprzeć się hipnotyzującemu zaklęciu Doktora. Nieświadoma daje mu się zaciągnąć do jego bazy i zdradza mu tajne informacje o Tytanach. Tymczasem zaniepokojeni przyjaciele ruszają Raven na pomoc.W trakcie walki, dziewczyna pod kontrolą złoczyńcy, wstrzykuje jednemu z nich tajemniczą substancję. Teraz liczy się każda sekunda.
NARRACJA: Trzecioosobowa.
Ciekawi Was? ;) To opowiadanie powstało na początku lipca i jest moim pierwszym opowiadaniem o Młodych Tytanach. Nie jest za długie. Następne będą dłuższe. Koło południa dodam pierwszą cześć. Dobranoc!

POWITANIE

Hej, hej :) Witam na moim blogu stworzonym dla fanów Młodych Tytanów. Chciałam się z wami podzielić opowiadaniami, które napisałam inspirowana tym właśnie serialem. Wszystkie dedykuję mojej młodszej siostrze, największej fance Tytanów na świecie, i oczywiście Wam ;). Mam nadzieję, że historyjki tutaj zamieszczone wam się spodobają i będziecie tu często zaglądać. Zachęcam do komentowania. Wpisy będę wstawiać w maksymalnie siedmiodniowych odstępach. Pierwsza notka pojawi się już jutro. Zapraszam i życzę miłego czytania :)