środa, 27 sierpnia 2014

S.O.S CZĘŚĆ 4

   Chciałam krzyczeć, ale zabrakło mi powietrza w płucach. Nie byłam w stanie się cofnąć, nawet ruszyć palcem. Zdębiałam. Jaskrawo zielone oczy zwierzęcia świeciły groźnie w ciemności. Wydawał z siebie coraz mniej bezpieczne warknięcia i pomruki, kiwając się lekko na pochylonych nogach. Poruszał się bezszelestnie nie odrywając od nas wzroku.
   - Przy tym pająk spacerujący po mojej ręce to pikuś - powiedział Bestia. W jego głosie doskonale wyczuwałam strach.
   Mocniej ścisnęłam dłoń Robina, ale on ją puścił. Osłonił mnie swoją ręką i delikatnie popchnął kilka centymetrów w tył, po czym bardzo powoli wszedł przede mnie, osłaniając mnie swoim ciałem. Dziki kot bystrze mu się przyglądał w każdej chwili gotowy do ataku.
   - Nie wykonujcie żadnych gwałtownych ruchów - powiedział Robin cicho, chociaż spiętym głosem.
   Jak powiedział, tak zrobiliśmy. Strach było nawet mrugać. Z każdą sekundą rosła we mnie panika. Czas wydawał się płynąć wolniej, niż kiedykolwiek. Błagam kotku, idź już sobie...
   Nie mam pojęcia, ile tak staliśmy, nim zwierz zdecydował się zaatakować.
   Może i by sobie odpuścił i odszedł, ale zaniepokoił go i jednocześnie zadecydował o dalszym przebiegu wydarzeń, widok Robina, wyciągającego powoli, nie spuszczając oczu z pumy, swoją laskę.
   Źrenice kota rozszerzyły się jeszcze bardziej i skoczył na chłopaka, ale ten w porę z całej siły odepchnął go laską. Puma wydała z siebie dźwięk, który musiał być odpowiednikiem ludzkiego krzyku bólu i wściekłości zarazem. Podniosła się i ponownie rzuciła się na Robina.
   - Azarath Metrion Zinthos! - wykrzyknęła Raven i puma znów wylądowała kilka metrów dalej. Natychmiast się podniosła i w zadziwiająco szybkim tempie z powrotem podbiegła do nas.
   Z rykiem przewróciła Raven i przygniotła  ją do ziemi. Dziewczynie udało się ją  nieznacznie odepchnąć. Rozgniewany potwór zamachnął się i przejechał pazurami po jej ramieniu. Raven jęknęła z bólu. Na pierwszy rzut oka, nie wyglądało to na coś groźnego, ale już po kilku sekundach jej peleryna zaczęła przesiąkać krwią.
   Wiedziałam, że Raven jest silna, ale nie miałam pojęcia, że aż tak. Zaledwie jednym porządnym kopnięciem w brzuch, odrzuciła pumę od siebie. Ta jednak nie miała zamiaru się poddawać. Wstała wściekła i wznowiła atak. Nie zdążyła jednak dobiec do żadnego z nas, bo oto zielona puma wskoczyła na nią i wbiła się w jej szyję.
   Przyklękłam przy Raven i pomogłam jej wstać. Jej ramię mocno krwawiło. Cofnęłyśmy się kilka kroków z niedowierzaniem patrząc, jak Bestia walczy z olbrzymim kotem.
   Bestia gryzł pumę, drapał, ale i on wiele razy został zraniony, aż do krwi. Nie mogłam tak stać i patrzeć. Wyszłam przed Raven i stanęłam przed walczącymi kotami. Już się nie bałam. Wiedziałam tylko tyle, że muszę pomóc przyjacielowi. Wystrzeliłam laserem w czarną pumę.
   Ryknęła przeraźliwie. Strach powrócił. Byłam pewna, że teraz zaatakuje mnie, że teraz ja będę kolejną ofiarą tego potwora. Ale ona, ku mojemu zdziwieniu, kuśtykając i pojękując, biegiem wycofała się uciekając do lasu.
   Zielona puma opadła na moje ramiona i z powrotem zamieniła się w Bestię. Uklękłam kładąc go delikatnie na ziemi, pozostawiając jego głowę na swoich kolanach. Każdą cześć ciała miał poharataną i w dodatku był bardzo blady, ale wciąż przytomny.
   - Bestio! - zawołałam.
   - Najpierw ratujesz mnie przed jakimś pająkiem, teraz przed pumą. Dzięki za ratowania życia, ale daj mi się wykazać - powiedział uśmiechając się do mnie szeroko.
   - Jak tak dalej pójdzie, jeszcze będziesz miał okazję się odpłacić - powiedziałam przyglądając się poważniejszym raną i ściągając plecak, by wyciągnąć z niego apteczkę.
Podbiegł do nas Robin i zaczął odkażać rany Bestii, więc ja postanowiłam zająć się Raven i jej ramieniem. Ostrożnie ściągnęłam z kolan głowę Bestii i wstałam, by podejść do Raven, ale jej już nie było tam, gdzie ją zostawiłam. Nie było jej nigdzie w około.
   - Gdzie Raven? - zapytałam zaniepokojona.
Robin i Bestia rozglądnęli się. Oni też nie widzieli, kiedy zniknęła. Bestia wskazał kartkę leżącą na ziemi wśród trawy. Podeszłam i rozwinęłam ją. Widniał na niej znajomy adres.
   - Tak samo jak z Cyborgiem - powiedziałam cicho pokazując chłopcom kartkę.
   - Mogą być w niebezpieczeństwie - stwierdził Robin - Najpierw Cyborg, teraz Raven. Kto następny? Po co? Nie widzę w tym żadnego sensu... Co z tobą, Bestio?
   - Dam rady - Bestia nerwowo skinął głową - Nic mi nie jest, na prawdę.
Wymieniłam z Robinem spojrzenia. Z Bestią nie było tak dobrze, jak zapewniał, ale nie mogliśmy tracić czasu. Puma i tak dużo zabrało. Nie wiemy co się dzieje z Cyborgiem i Raven.
   Wzięłam Bestię pod jedno ramię, Robin wziął go pod drugie, podciągnęliśmy go i razem ruszyliśmy w kierunku, gdzie mieli znajdować się zakładnicy, Cyborg i Raven.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz