wtorek, 12 sierpnia 2014

NOWY OJCIEC CZĘŚĆ 2

    Cyborg wykorzystał właśnie swój ostatni balonik. Celował w Gwiazdkę, ale ta zdążyła w porę odlecieć i balonik rozbił się o ścianę.
     - To niesprawiedliwe. - powiedział ze śmiechem.
     - Dlaczego? - zachichotała Gwiazdka i wycelowała swój balonik prosto w ramię Cyborga.
     - Bo ty umiesz latać! - wykrzyknął Cyborg nieudolnie starając się uniknąć uderzenia - Dobra, koniec gry. Skończyły mi się balony.
     - Tak, koniec - westchnął Bestia zadowolony i rzucił się na kanapę - Ja odpadam. Nawet na treningach się tak nie męczę.
     - Dlatego śmiało można potraktować tą zabawę jako trening. - powiedział Robin siadając obok Bestii.
Cyborg się skrzywił.
     - Czy ty naprawdę wszystko musisz tak poważnie traktować? - jęknął.
     - Właśnie, bracie - ziewnął Bestia - To tylko zabawa. Wyluzuj. Jak masz się tak zachowywać, to lepiej od razu idź do Raven dołącz pomedytować, czy co ona tam robi...
     - Raven nie uczestniczyła w treningu! - wykrzyknął Robin wstając gwałtownie - Muszę z nią o tym porozmawiać.
     - Daj spokój, Robinie... - westchnęła Gwiazdka, ale Robin już wyszedł z salonu.
Wspiął się na wyższy poziom i zapukał  w zamknięte drzwi do pokoju przyjaciółki.
     Halo, Raven? Jesteś tam? - zawołał. - Mam ci coś do powiedzenia... Raven?
Nie słysząc odpowiedzi delikatnie otworzył drzwi i wychylił się. Zauważył przewróconą szafę, rozrzucone po podłodze książki, ubrania, kadzidełka. Dodatkowo nigdzie nie było Raven. Zaniepokojony powoli i ostrożnie wszedł więc do środka.
     - Nie wiedziałem, że medytowanie wymaga takiego bałaganu - odezwał się Bestia, który razem z Cyborgiem i Gwiazdką ruszyli za Robinem - To już ja mam większy porządek.
     - Co tu się stało? - szepnął Cyborg zdumiony rozglądając się dookoła - Raven i taki bałagan? Cyba musieliśmy ją nie źle wściec. Gdzie ona w ogóle jest?
    - Nie mam pojęcia - mruknął Robin. Wówczas zauważył kartkę papieru niestarannie wyrwaną z jednej z książek. Leżała samotnie na łóżku, a ktoś, mało estetycznie, coś na niej naskrobał. Zaciekawiony chłopak podszedł i wziął ją do rąk.
Gwiazdka zaintrygowana wychyliła się zerkając mu przez ramię.
     - "Jeżeli chcecie jeszcze kiedykolwiek zobaczyć waszą przyjaciółkę, znajdziecie ją w magazynie na Wolf's Street 11. Czekamy niecierpliwie." - przeczytała półgłosem po czym zakryła usta dłońmi - To straszne! Co my teraz zrobimy?
     - To pułapka. - stwierdził Cyborg zanim ktokolwiek zdążył coś powiedzieć.
     - Stawimy się tam. - zignorował go Robin.
     - Czy ty mnie słyszysz? - Cyborg podniósł głos. - To niebezpieczne...
Robin odwrócił się do niego przodem i spojrzał na jego twarz ze śmiertelną powagą.
    - Wiem, że niebezpieczne - odparł - Ale kimkolwiek jest ten porywacz, ma Raven. Może jej zrobić krzywdę. Ona nas potrzebuje, Cyborgu. Musimy tam iść, by ją odzyskać - i nie czekając na odpowiedź, dodał: - Tytani, wio!

    Magazyn na Wolf's Street 11 powstał już w latach czterdziestych. Leżał na obrzeżach miasta, daleko od zatłoczonego centrum. Trzymano w nim przez pewien czas odpady toksyczne, ale potem zlikwidowano firmę, która tym dowodziła. Od tamtego czasu magazyn stoi pusty. Tam właśnie założył swoją bazę Doktor Zło.
    - To naprawdę ciekawe, co opowiadasz, droga Raven - powiedział łagodnie. Siedział naprzeciwko Raven już drugą godzinę i wyciągał od niej najtajniejsze informacje o jej przyjaciołach. Z każdą minutą był coraz bardziej usatysfakcjonowany.
Kiedy w Wieży Tytanów, Doktor Zło uderzył Raven w głowę swym zaklęciem, zahipnotyzował ją, dzięki czemu teraz bez strachu, ani jakichkolwiek innych odczuć, siedzi przed złoczyńcą i wpatrując się pustym wzrokiem w zniszczoną ścianę za jego plecami, opowiada głuchym, niebarwnym głosem wszystko, co tylko wie o Tytanach.
     - ... ale unieszkodliwi ich pan za jednym zamachem, likwidując ich przywódce - powiedziała. - Wtedy nie będą potrafili współpracować, stracą pewność siebie, siłę, a ich pokonanie będzie wówczas niczym trudnym...
Doktor Zło wyprostował się na swoim krześle. Zmrużył zadowolony oczy i wykrzywił usta w swoim obrzydliwym uśmiechu.
    - Doskonale, Raven, doskonale... - pochwalił ją cicho gładząc się po udach i powoli wstając. - No widzisz, jaka dzielna z ciebie dziewczyna? A to dopiero początek... Dobrze. Na dzisiaj starczy. Możesz odpocząć. Jutro czeka nas ciężki dzień.
Raven wstała mechanicznie z krzesła.
    - Dziękuję, panie - skinęła głową.
    - Oh, Raven - westchnął Doktor - Proszę, mów do mnie "tato"...
Odwrócił się do niej, a jego oczy zaświeciły się na czerwono, tak mocno, że nie dało rozpoznać się białek, źrenic czy tęczówek. Nie całą sekundę później, oczy Raven przybrały tą samą barwę.
    - Tak jest, ojcze. - rzekła i wyszła z pokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz