czwartek, 14 sierpnia 2014

NOWY OJCIEC CZĘŚĆ 3

Kiedy Doktor Zło został sam, odwrócił się ku wielkiemu stołowi. Wlał zawartość kilku probówek do niedużej misy, wsypał dodatkowo jeszcze jakiś proszek, a następnie wszystko zmieszał wielką drewnianą łyżką.
   - Widzę, że wpadliśmy w sam raz na kolację. - usłyszał Doktor za sobą. Nie przestraszył się ani odrobinę. Spokojnie, powoli odwrócił się i stanął twarzą w twarz z czwórką Tytanów, którzy właśnie weszli do magazynu przez szerokie okno ze stłuczoną szybą. Stanęli na wysokiej półce i złowrogo patrzyli z góry na uśmiechniętego, w ogóle nie przejętego Doktora.
   - My się chyba nie znamy - zaczął kłaniając się - Jestem Doktor Zło. Witam w moich skromnych progach.
   - Gdzie jest Raven? - wycedził Robin.
   - Raven, kochanie, masz gości - zawołał mężczyzna i obdarzył Tytanów triumfalnym uśmiechem.
Raven powolnym, trochę mechanicznym krokiem weszła z pokoju obok i spojrzała na przyjaciół obojętnym wzrokiem.
   - Raven! - wykrzyknęła radośnie Gwiazdka i podleciała do dziewczyny - Jak dobrze, że nic ci się nie stało...
Rozłożyła ręce, by ją uściskać i ze śmiechem rzuciła się na nią, ale nie zdążyła jej nawet dotknąć. Twarz Raven nagle z obojętnej, bez wyrazu stała się czerwona i rozgniewana pchnęła z całej siły Gwiazdkę w tył. Tytanka z krzykiem odleciała kilka metrów i padła uderzając się głową o betonową podłogę.
   - Gwiazdeczko! - Robin zeskoczył z półki i uklęknął przy krzywiącej się z bólu Gwiazdce pomagając jej się podnieść. - Raven, dlaczego to zrobiłaś?
   - Teraz Raven jest pod moją kontrolą - wyjaśnił Doktor - Moja oferta bardziej się jej spodobała, niż wasza. Raven jest po mojej stronie i zrobi absolutnie wszystko, co jej rozkażę. Sami zobaczcie. Raven?
   - Azarath Metrion Zinthos! - wykrzyknęła dziewczyna wyciągając przed siebie ręce. Jej moc uderzyła w półkę. Rozwaliła ją, a deski odleciały na wszystkie strony. Cyborg i Bestia spadli i wylądowali obok Robina i Gwiazdki.
   - Zahipnotyzowałeś ją? - zmarszczył się Bestia.- Bzdura! Mówimy o Raven. Jej nie da się tak po prostu...
   - A jednak - przerwał mu Doktor wskazując na rozwścieczoną dziewczynę. - Magii, iluzji jest tu niewiele. To właściwie zasługa samej psychologii. Tyle lat ją studiowałem. Tyle lat praktyki. Jestem prawdziwym ekspertem w tej dziedzinie. Jestem wybitny. Prawdziwy geniusz. Nie wolno, dzieciaki lekceważyć Doktora Zło...
   - Nie słodzisz sobie za bardzo, Doktorze? - przerwał mu Robin.
Doktorowi spełzł uśmiech z twarzy.
   - Nie ważne - odparł. - Teraz możecie się pobawić. Żeby nie było zbyt nudno, pomoże ci kilka moich robotów, Raven - odwrócił się i nacisnął jeden z przycisków na pilocie, leżącym na stole. W tej samej chwili za jego plecami, otworzyły się duże metalowe drzwi. Trójka robotów wyszła i stanęła przed tytanami, które nie mogły mieć mniej niż trzy metry - Wiem, że to nie uprzejme tak opuszczać swoich gości, ale ja muszę załatwić jedną ważną sprawę. Ale nie martwcie się. Raven i moje roboty odpowiednio się wami zajmą. Raven? Wiesz, co robić. - powiedział, a jego oczy znów na dwie sekundy zaświeciły czerwienia, tak samo jak oczy Raven.
   - Tak, tato. - odparła głucho.
   - "Tato"? - powtórzył szeptem Cyborg.
Nie zdążył powiedzieć nic więcej, bo oto jeden z robotów zaczął go atakować.
Doktor Zło natomiast, śmiejąc się jak szaleniec, wyskoczył przez rozbite okno i zniknął w ciemności zbliżającej się nocy.
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz