Bestia leżał na mojej ręce i ślinił ją. Gwałtownie wyrwałam ją spod jego głowy i z obrzydzeniem wytarłam o pelerynę, po czym ściągnęłam ją z nas obydwu. Moment, obydwu?
Powinnam się wcześniej zorientować, że przespałam całą noc, nikt nie budził mnie i Bestii na zmianę warty. Wstałam i rozejrzałam się w około.
- Robin? - zawołałam najpierw cicho, mając nadzieję, że to dowcip. Nic. Cisza - Robin! - zawołałam dużo głośniej - Robin!
Kucnęłam przy Bestii i zaczęłam szarpać go za ramię.
- Bestio, wstawaj - powiedziałam budząc go - Robin gdzieś zniknął.
Szukaliśmy go przez ponad piętnaście minut. Chociaż nie znaleźliśmy kartki z zapisanym adresem bazy porywaczy, stało się pewne, że Robin został porwany, tak jak Cyborg i Raven wcześniej. Zostałam tylko ja i Bestia.
Szliśmy przez dżunglę tylko dwie godziny. Gdy wyszliśmy byliśmy już pod górami. Spojrzałam w górę. Zachwyt znów mnie obezwładnił. Skały w piaskowym kolorze. Wyglądały na potężne od dołu. Nad nimi świeciło wielkie słońce. Były strome. Bardzo strome. Jak pionowa ściana, tylko że z wystającymi skarpami. Były nagrzane od słońca, biło od nich gorąco. Potężne, niebezpieczne, nieprzewidywalne. A my mieliśmy się dostać prawie na ich szczyt.
- Nie ma sensu się po nich wspinać. Wiem, że mieliśmy się nie rzucać w oczy. I tak wiedzą, że tu jesteśmy. Lecimy - stwierdził Bestia zamieniając się w jastrzębia.
Kiwnęłam głową i odbiłam się od ziemi.
Uleciałam kilkanaście metrów i z całej siły uderzyłam w coś głową. Z jękiem z powrotem powoli opadłam na ziemię. Bestia podobnie.
- Co to było? - zapytał odmieniając się i pocierając tył głowy.
Uniosłam wzrok. Nic nie widziałam. Wstałam i ostrożnie podleciałam w górę z uniesionymi rękoma. Dokładnie w tym samym miejscu natrafiłam na coś czego nie widziałam. To było jak wielka, szeroka, gruba i długa płyta. Tyle, że nie widzialna.
- To chyba pole siłowe - powiedziałam lądując.
- I co teraz? - zmartwił się Bestia.
Spojrzałam jeszcze raz w górę i wtedy zobaczyłam fioletowo- pomarańczowe połyskiwanie. Znałam je. Na Tamaran wszyscy latają, nikt nie chodzi, tak jak tu, na Ziemi, bo nie ma tam grawitacji. Dlatego do zabezpieczania ważniejszych miejsc, używa się specjalnego, trochę innego, o odmiennych właściwościach, pola siłowego o fioletowo- pomarańczowym połysku. Takie jak to.
Ale z skąd wynalazek Tamaran na Ziemi?
- Musimy iść, Bestio - powiedziałam - Wspinać się. Nie lecieć.
- Co? - zdziwił się Bestia - Czemu? Ale jak to? Skoro nie możemy, lecieć, to nie możemy też...
- Możemy - przerwałam mu - Wszystko ci wytłumaczę, ale po drodze. Chodźmy już.
Wspinaliśmy się już trzecią godzinę. Było jeszcze gorącej, ciężej i bardziej męcząco niż w puszczy. Kamyki za każdym krokiem usuwały się, utrudniając wędrówkę. Tak samo jak unoszący się w około duszący pył. Pod stopami biegały skorpiony, na które trzeba było uważać, zwłaszcza że trudno je było zobaczyć. Małe, w kolorze skał.
- Robin mówił coś, że ci ludzie pisali, że porywacze mają zniszczyć o wiele więcej, niż tylko ich - przerwał ciszę Bestia - Masz pojęcie, o co może chodzić?
- Nie mam - odpowiedziałam krótko średnio mając ochotę na rozmowę - Nawet nie chcę się domyślać. Zastanawia mnie za to, dlaczego porwali naszych przyjaciół? Dlaczego robią to stopniowo? Przecież i tak tam idziemy. Co innego, gdybyśmy byli jak ci więźniowie i udało nam się uciec...
Bestia nie odpowiedział, co oznaczało, że też się nad tym głowi. Dopiero po godzinie, odezwał się ponownie.
- Tęsknisz za czymś? - zapytał.
To pytanie całkowicie mnie zatkało. Bestia zadał tak głębokie pytanie na samym środku pustkowia, gdzieś gdzie nikt nie ma siły nawet jęknąć, w takiej sytuacji, kiedy nie wiemy, w co się pakujemy. Wiemy tylko, że nie możemy stać bezradnie i nic nie robić.
- Dlaczego pytasz? - odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Czy naprawdę, aż tak wszystko po mnie widać? Wszystkie moje emocje od razu wypływają na wierzch? To tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że jestem największym słabeuszem w tej ekipie.
- A nic tak... - westchnął - Chciałem tylko jakoś skrócić czas i takie tam... Nieistotne...
Po jego głosie wywnioskowałam, że bardzo zależy mu na tej rozmowie. Zrobiło mi się aż przykro. Wczoraj mało co się nie popłakałam przy rozmowie z Robinem. Nie wiem, ja będzie dzisiaj, ale wiem jedno: Nie chcę, żeby Bestia był smutny. I tak mamy mnóstwo powodów do zmartwień.
- Za Tamaran - powiedziałam - Za domem, za tymi wszystkimi radosnymi świętami i w ogóle dniami - rozmarzyłam się, a łagodny uśmiech sam zakwitł na uśmiech na mojej twarzy - Za porankami, wieczorami, nocami na dachu, podziwiając wioskę... A ty, Bestio? Za czym ty tęsknisz najbardziej?
Bestia milczał przez chwilę.
- Za rodziną - powiedział dziwnym głosem.
- Gdzie jest? - zaciekawiłam się.
- Nie ma ich - Bestia wzruszył ramionami - Wszyscy nie żyją.
Zrobiło mi się jednocześnie ogromnie smutno i głupio. Myślałam, że Bestia może teraz tęsknić za wieczorami przed telewizorem z Cyborgiem i opychaniu się toffu. A tu coś takiego... Ja przynajmniej mam gdzie wracać. On nie. Ma tylko nas. Mnie, Cyborga, Raven i Robina. W tej chwili tylko mnie.
- Przepraszam - powiedziałam cicho przystając.
- Nie ma sprawy. Sam zacząłem temat - powiedział Bestia nie patrząc na mnie wzrok miał wbity w ziemię.
Chciałam go jakoś pocieszyć, ale do głowy nie przychodziło mi nic, co mogłabym powiedzieć.
Bestia podniósł głowę i uśmiechnął się do mnie słabo, jakby to on chciał dodać mi otuchy.
- Wiesz, tak trochę dziwnie to wyszło... - zaczął - ale musiałem komuś powiedzieć. Nikomu z was o tym nie mówiłem, bo widzisz...
- Rozumiem, o co ci chodzi - przerwałam mu, co on przyjął z ulgą. "Rozumiem, o co ci chodzi"? I tylko tyle? Genialna po prostu jestem... - Nie przejmuj się. Wcale dziwnie nie wyszło. Bardzo mi przykro.
Bestia znowu się uśmiechnął, kiwnął głową, co oznaczało wdzięczność i wznowił wspinaczkę, a ja ruszyłam tuż za nim. Po chwili go wyprzedziłam.
Nagle usłyszałam za sobą trzask. Gwałtownie się odwróciłam. Ziemia pod stopami Bestii zaczęła się osuwać. Krzyknął i wyciągnął ku mnie ręce. Naciągnęłam się próbując złapać jedną z nich, ale to działo się za szybko. Wystarczył głupi milimetr i bym go złapała. A tak to spadł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz