- Hej Raven, chcesz się z nami zabawić?- zapytała Gwiazdka.
- A w co się bawicie? - Raven nalała sobie herbaty. Tak naprawdę wcale nie obchodziło jej w co bawią się jej przyjaciele.
- W rzucanie w siebie balonami z wodą - odpowiedziała Gwiazdka wesoło.
- Brzmi zachęcająco, ale muszę... - zaczęła Raven i w tym momencie różowy balonik pękł uderzając ją prosto w twarz i oblewając ją całą wodą.
- Ups... Wybacz Raven - powiedział cicho Bestia śmiejąc się nerwowo.
Raven wytarła peleryną twarz po czym zmierzyła Bestię złowrogim spojrzeniem.
- To ty to zrobiłeś? - warknęła nachylając się ku niemu.
- No tak jakby... tak... - skulił się Bestia.
- Daj spokój, Raven - odezwał się Robin. W ręce trzymał balonik, którym chciał uderzyć w Cyborga - - Wyluzuj trochę i pobaw się z nami.
- Nie, dzięki... - sapnęła i odwróciła się na pięcie.
- Ale...
- Miłej zabawy - rzuciła jeszcze i szybkim krokiem ruszyła do swojego pokoju - Banda idiotów - mruknęła otwierając szafę, by znaleźć suchą pelerynę.
Nagle znieruchomiała. Poczuła, że prócz niej ktoś jest jeszcze w pokoju. Odwróciła się gwałtownie. Ktoś siedział na łóżku.
- Kim jesteś? - zapytała pewnym głosem.
Postać wyszła z cienia. Raven aż odrzuciła na widok szkaradnej twarzy mężczyzny. Uśmiechnął się do niej paskudnie ukazując wszystkie krzywe, żółte zęby.
- Nazywam się Doktor Zło - ukłonił się. Miał aż za bardzo spokojny głos. Poza tym sam pseudonim mówił wszystko.
Raven zmrużyła oczy.
- Czego chcesz? - zapytała podchodząc bliżej.
` - Mam dla ciebie... propozycję - mruknął.
- Czy my się znamy? - zdziwiła się dziewczyna.
- Ty może mnie nie znasz, ale ja śledziłem cię od jakiegoś czasu...
Te słowa wyprowadziły Raven z równowagi. Zaczęła się bać. Serce podeszło jej do gardła. O czym on mówi?
- Ale jak to...? - zaczęła już mniej pewnie.
- Już tłumaczę... - ten tajemniczy, spokojny głos przyprawiał ją o dreszcze. - Chcę zniszczyć raz na zawsze Młodych Tytanów. Aby to zrobić, muszę zdobyć o nich jak najwięcej informacji. Poznać ich słabości, co ich może złamać... Jednak moja moc nie jest wystarczająco silna, bym mógł włamać się do ich umysłów. A kogo innego miałbym pytać o Tytanów, jak nie samego Tytana? - znów obrzydliwie się uśmiechnął.
- Daruj sobie. - przerwała mu Raven. - Nic ci nie powiem.
- Daj mi skończyć, skarbie... - Raven zamurowało. Jak on śmie? Spojrzała na niego ze wściekłością, za którą starała się skryć strach, a on kontynuował. - Postanowiłem znaleźć najsłabszego z was i poznać wszystkie jego tajemnice. I znalazłem... ciebie.
Raven poczuła pustkę.
- Ja... najsłabsza...? - szepnęła wbijając wzrok w podłogę. Samotna łza spłynęła jej po policzku.
- Oczywiście! - Doktor Zło klasnął w ręce zadowolony. - No bo spójrz na nich. Tacy pewni siebie doskonali, najlepsi, wiecznie szczęśliwi, wiecznie razem. Nierozłączni. A ty? Sama, cicha szara myszka, która w ogóle nigdy nie powinna znaleźć się w tym miejscu...
- Zamknij się! - ryknęła Raven. Wiedziała, że Doktor Zło celowo tak mówi. Robi to, by mógł przejąć nad nią jeszcze większą kontrolę.
Złoczyńca tylko szerzej się uśmiechnął.
- Dawno jeszcze nie widziałem takiej słabości - pokręcił głową nie spuszczając z niej wzroku - Podpowiem ci, skarbie: im bardziej ukrywasz swoje słabości, wmawiasz sobie, że ich nie masz, zamiast wyżalić się komuś albo, jeszcze lepiej, zwalczyć je, tym bardziej słabsza się stajesz.
- Czego ode mnie chcesz? - warknęła Raven coraz bardziej poirytowana.
- Dzięki mnie możesz być niezwyciężona - Doktor dumnie podniósł głowę - Silniejsza niż pozostali tytani razem wzięci.
- Będę silniejsz, ponieważ reszty nie będzie, tak? - wycedziła dziewczyna przez zaciśnięte zęby przygotowując się do ataku.
- Jesteś natomiast bardzo inteligentna. Tak, Raven. Resztę zniszczymy. - Doktor Zło uśmiechnął się jeszcze szerzej, o ile to możliwe - Wspólnie...
- Bardzo mi przekro, ale się nie zgadzam. - odparła.
Doktor zrobił krok do przodu. Ona natychmiast cofnęła się dwa kroki w tył.
- Zastanów się - powiedział cicho. - Daję ci wybór. Ni opieraj się. Wiesz, że ze mną nie masz szans. Wiem o tobie więcej niż myślisz. Mógłbym być twoim nowym ojcem...
- Nie! - wykrzyknęła - Moje miejsce jest tutaj! Wśród Tytanów. Nie z tobą.
Mężczyźnie zszedł uśmiech z twarzy. Teraz wyglądał na prawdę groźnie. Raven przełknęła ślinę, ale nie dala po sobie poznać, że się boi. Nie, nie da mu tej satysfakcji.
- Nie chciałem tego robić, do niczego zmuszać... - zaczął cicho - ale jak wolisz... - powiedział głucho i wyciągnął prezed siebie ręce - Luras de mone!
Niebieski promień wystrzelił z jego otwartych dłoni i poszybował w kierunku Raven. Ta jednak w porę odskoczyła. Promień uderzył w szafę przewracając i wysypując całą jej zawartość.
Raven natychmiast się podniosła.
- Azarath Metrion Zinthos! - wykrzyknęła. Czar uderzył Doktora, ale ten nawet się nie zachwiał. Dziewczyna osłupiała ze zdziwienia. - Ale jak to? Jak ci się to udało...?
Doktor Zło zaśmiał się krótko pod nosem.
- Głupia. - powiedział cicho. - Mówiłem przecież: za dobrze cię znam. Jestem odporny na twoją magię. Dzięki temu mogę cię pokonać. A wtedy ty pomożesz mi pokonać pozostałych Tytanów.
- Nigdy.
Doktor znów zaczął się śmiać. Najpierw cicho, potem coraz głośniej. W końcu śmiał się jak najprawdziwszy szaleniec. Raven nie zdążyła się nawet zorientować, a niebieski promień uderzył ją w głowę.
Nieprzytomna usunęła się na ziemię.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz