- Co się stało? - zapytał Robin słabym głosem otwierając oczy. Światło raziło go tak bardzo, że musiał mrugnąć kilka razy, zanim przyzwyczaił do niego oczy. Leżał na łóżku w swoim pokoju, a na około siedzieli wszyscy jego przyjaciele.
- Straciłeś przytomność - wyjaśnił krótko Cyborg.
- Jak się czujesz? - Bestia pochylił się nad nim.
- Źle - Robin rozmasował obolałą głowę po czym z powrotem opadł na poduszki.
Gwiazdka przyłożyła dłoń do jego czoła.
- Nic dziwnego. Masz gorączkę - powiedziała i podała mu szklankę wody - Napij się. Lepiej się poczujesz.
- Może dostałeś stare gofry w tej kawiarni? - zastanowił się głośno Bestia.
- Obawiam się, że coś innego może być tego powodem - wtrąciła Raven. Wzrok miała wbity w podłogę.
- O czym mówisz? - zaciekawił się Cyborg.
- Kiedy byliśmy u Doktora Zło... - Raven podniosła wzrok - Pod wpływem jego hipnozy, wstrzyknęłam coś Robinowi.
- Co to było?
Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Nie wiem - przyznała, po czym dodała szybko: - Ale nie wszystko. Nie całą połowę.
- Myślisz, że to przez to się rozchorowałem? - zapytał Robin, a ona skinęła głową.
- Cokolwiek to było, Doktor na pewno ma na to antidotum. Nie martw się...
- Wobec tego, Doktor może się spodziewać dzisiaj gości - podsumował Cyborg wstając.
- Że jak? - powstrzymał go Robin - Ale chyba nie zamierzamy teraz do niego iść, prawda?
- My? Ty nigdzie nie idziesz - przykazał Cyborg surowo - Poza tym, nie ma czasu. Nie wiemy, co to było i jakie może mieć skutki.
- Właśnie - wtórował mu Bestia - Musimy jak najszybciej zaaplikować ci lekarstwo.
- W takim stanie na pewno nie wygracie - Robin pokręcił głową - Macie za sobą ciężką walkę, nie spaliście całą noc, a teraz znowu chcecie się bić. To nie przejdzie. Jesteście wykończeni. Musicie chociaż trochę się przespać.
- A co, jeżeli... - zaczął Bestia.
- Nic mi nie będzie - przerwał mu Robin i obdarzył słabym uśmiechem - A może uda się wam wymyślić jakiś plan przez te parę godzin? Ja też pomyślę. Idźcie już. Fatalnie wyglądacie.
- Spójrz lepiej w lustro - bąknął Bestia pod nosem i razem z Gwiazdką i Cyborgiem wyszli z pokoju. Została tylko Raven.
- Ja zostanę - powiedziała biorąc Robina za rękę - Wiesz, czuję się temu winna...
- Nie, Raven - zaprzeczył łagodnie - Daj spokój. Rozmawialiśmy już o tym. To tylko coś takiego jak grypa. Dam sobie rady. Nie jestem już dzieckiem, a ty nie musisz przy mnie siedzieć. Ty tym bardziej powinnaś odpocząć.
Raven wstała.
- Tylko kilka godzin - powiedziała - Gdyby coś się działo, obudź mnie.
Robin skinął głową.
- Dam sobie rady - powtórzył, by ją upewnić i odprowadził ją wzrokiem do drzwi.
Jednak kiedy późnym popołudniem, tytani się obudzili, gorączka Robina się powiększyła do tego stopnia, że chłopak był zbyt słaby, by chociaż mówić. Skarżył się tylko na bóle mięśni i kłucie w klatce piersiowej. Dodatkowo co chwilę wybuchał okropnym mokrym kaszlę, którego nie mógł pohamować.
- Musimy iść - zadecydował Cyborg widząc przyjaciela - Natychmiast.
Cyborg, Raven, Gwiazdka i Bestia po cichu weszli przez okno do magazynu, tak jak poprzedniego wieczoru. Rozejrzeli się. Nigdzie w pobliżu nie było widać Doktora Zło.
- Może uda się zdobyć lekarstwo i uniknąć walki? - szepnęła Gwiazdka z nadzieją w głosie.
- Oby - przytaknął Cyborg - Pamiętajcie, co jest naszym najważniejszym celem. Doktorka można załatwić później. Raven? Gzie może być to lekarstwo?
Raven zastanowiła się przez chwilę.
- Tam. - wskazała na drzwi do pomieszczenia na końcu długiej, dużej, pustej i bardzo słabo oświetlonej sali. Chociaż drzwi, tak jak większość drzwi na terenie magazynu, były z metalu, by dobrze zabezpieczać to, co się za nimi kryje, były otwarte.
- Świetnie - kiwnął głową Cyborg - Tytani, wio!
Ledwo zdążyli wbiec na wielką salę, a usłyszeli dochodzący z cienia głos Doktora Zło:
- Tak myślałem, że nie długo znowu was zobaczę. Nie sądziłem jednak, że tak szybko.
Wówczas wyłonił się. Tytani stali w osłupieniu i patrzyli, ze zdumieniem i przerażeniem jednocześnie, jak wychodzi z ciemności potężny robot. Miał nie mniej jak dziesięć długich metalowych rąk i głowę Doktora Zło. Patrzył na nich z góry i uśmiechał się szyderczo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz