piątek, 3 października 2014

NOWY POCZĄTEK CZĘŚĆ 3

Czy w więzieniu zawsze musi być tak cholernie zimno? Siedziałam pod ścianą swojego aresztu skulona i trzęsłam się. Tak jak zawsze, w obawie przed moimi mocami,  założono mi olbrzymie metalowe kajdanki, jako jedynej z Roju. Zakrywały całe dłonie i sięgały prawie po łokcie. Westchnęłam i podparłam na nich głowę. Byłam zrozpaczona. Co ja tu znowu robię? Jak to możliwe, że znowu się nie udało? Znowu nic nie wyszło?
   Przysięgam sobie, że przy następnym spotkaniu z Młodymi Tytanami, zemszczę się na nich. Wykończę ich.
   Ale nie tylko na nich jestem zła. Jestem wściekła i obrażona też na Rój. Moja własna ekipa... Chcieli mnie tam zostawić, samą z Tytanami, na pastwę losu. Wziąśc pieniądze i uciec, nawet nie zastanawiając się, co będzie ze mną. Mogłam się tego spodziewać. Nie pierwszy raz mnie zdradzili. Tylko że teraz już przesadzili. Nie mam zamiaru o tym zapomnieć.
   Gizmo odchrząknął w sąsiedniej celi. Od niechcenia powoli podniosłam głowę.
   - Przechodzimy do operacji: ucieczka - szepnął prawie niesłyszalnie - Jesteś gotowa?
Przytaknęłam. Strażnik spacerujący po korytarzu odwrócił się i zmierzył nas.
   - Jakiś problem? - zapytał ostro.
Wymieniłam z Gizmo szybkie porozumiewawcze spojrzenia.
   - Tak, jest problem, proszę pana - powiedziałam głośno i pewnie wstając - Zimno tu jak w lodówce - zaczęłam się skarżyć - Chcę, żeby przyniósł mi pan jakiś koc.. Znaczy, proszę...
   - Nie ma... - zaczął.
   - Jeśli umrę tu na zapalenie płuc, będzie to pana winą - zagroziłam mu celując w niego palcem.
Zastanowił się przez chwilę przypatrując się mi uważnie.
  - Zaraz wracam - wymamrotał w końcu.
  Gdy odszedł stanęłam pośrodku swojej celi i rozłożyłam ręce, na tyle, na ile było to możliwe. Zgodnie z ustalonym wcześniej planem miałam pod nieobecność strażnika rozwalić kajdany używając niczego innego, jak nie mocy, a następnie dzięki telekinezie, przyciągnąć leżący kilka metrów dalej klucz. Otworzyć nim swój areszt, zaraz potem areszty pozostałych, po czym mieliśmy uciec. Gizmo chciał nawet, aby po zdobyciu klucza, od razu mu go oddać, aby to on wyszedł jako pierwszy. Pomyślałam wtedy jednak, że nie dam się drugi raz nabrać i stanowczo zaprzeczyłam takiej opcji.
   Dokładnie tak to miało wyglądać. Ja jednak miałam nieco inny plan.
   - Dawaj Jinx - dopingował mnie Cyklop.
Dam wam, oj dam wam ja popalić.
   Rozwalenie tych kajdanek, nie jest rzeczą łatwą, ponieważ są ona stworzone właśnie, przeciwko używaniu magii w takim celu. Ale da się zrobić. Muszę się tylko przyłożyć.
   Wzięłam głęboki wdech, długo wypuściłam powietrze. Muszę się najpierw całkowicie odprężyć. Wyłączyc myślenie. Wdech i wydech, wdech i wydech, wdech i...
    - Długo jeszcze? - narzekał Gizmo - Zaraz ten bałwan tu przylezie...
    Poczułam jak się we mnie gotuje. Jak on mnie irytuje! Szybko przypomniałam sobie, co mam robić, na czym mam się skupić...
   Wdech i wydech, wdech i wydech... Zacisnęłam powieki, przygryzłam wargi tak mocno, że aż krew spłynęła mi ciurkiem po brodzie. Ściągnęłam brwi, schowałam głowę między ramiona. Muszę zebrać potrzebną mi moc,
   Usłyszałam jakby gwizd wiatru. Lekko uchyliłam jedno oko. Różowe promienie krążyły wokół mnie niczym wstążki i błyszczały. Doskonale. Zamknęłam oko, Jeszcze trochę, jeszcze trochę, Jinx, dasz radę...
   Z krzykiem rozwarłam dłonie, wyprostowałam się i uniosłam w powietrzu. Metalowe kawałki eksplodowały naokoło mnie na setki małych kawałeczków i rozsypały się po celi.
    Otworzyłam oczy i rozejrzałam się. Udało się. Naprawdę się udało!
    Często mi mówiono, że jestem zdolną i potężną czarownicą, ale nie miałam pojęcia, że aż tak potężną.
   - Głośniej się nie dało, co? - warknął Gizmo - Ruchy!
   Obrzuciłam go piorunującym spojrzeniem. Odwzajemnił się mierząc mnie z nienawiścią. Wyciągnęłam dłoń w kierunku klucza. "Chodź do mnie". Klucz posłusznie przyleciał i wylądował na mojej otwartej dłoni. Normalnym krokiem podeszłam do drzwi i bez pośpiechu otworzyłam je.
    - Ruchy! - powtórzył Gizmo nerwowo przystępując z nogi na nogę. Usłyszałam czyjeś kroki na schodach.
   - Hej, co tam się dzieje?! - wykrzyknął strażnik zanim jeszcze się pojawił.
   - Jinx! - wydarł się Gizmo.
   - Otwórz te drzwi! - wtórował mu Mamut. Niebezpieczeństwo jego siły sprawiło, że zamknęli go w mosiężnej klatce.
   - Wypuść nas! - krzyknął Cyklop szarpiąc za kraty.
   - Pospiesz się! - jęknął Billy rozpaczliwie.
Wzbiłam się w powietrze i podleciałam do dużego otwartego okna pod sufitem.
   - Jinx! - ryknął Mamut - Co ty wyprawiasz?!
Wiedziałam, że muszę się spieszyć. Coraz głośniejsze kroki świadczyły o tym, że strażnik za chwilę się pojawi. Jeśli mam uciekać, to muszę uciekać teraz. Natychmiast.
    Uśmiechnęłam się złośliwie do chłopaków.
   - Nie jest to zbyt przyjemne, gdy zostawia się kogoś w potrzebie, myśląc tylko o sobie, prawda? - zapytałam łagodnie, patrząc głównie na Gizmo - A teraz wybaczcie panowie - ukłoniłam nisko - Jinx odchodzi - zmierzyłam ich triumfalnym spojrzeniem. Pomachałam radośnie, posłałam całusa i wyleciałam.
   - Będziesz jeszcze chciała do nas wrócić! - usłyszałam jeszcze rozwścieczonego Gizmo.
   Kiedy strażnik strzelił w moim kierunku, byłam już za daleko, by oberwać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz