niedziela, 14 września 2014

S.O.S CZĘŚĆ 15

   Już nie miałam w sobie tej zdumiewającej energii i siły, co wcześniej, dlatego banda Czarnej Jędzy pokonała mnie w krótkim czasie, właściwie bez większego wysiłku. Znokautowana i osłabiona leżałam na skraju dachu ich bazy, oddychając ciężko i czekając, aż mnie dobiją.
   W tej chwili przybiegli Tytani. Raven i Cyborg wcale nie wyglądali lepiej niż Robin, a Bestia... Bestia leżał nieprzytomny w rękach Cyborga. Czy on żyje? Wtedy padł jako pierwszy, jego serce najdłużej nie pracowało. Modliłam się, żeby żył.
   Raven i Robin rzucili się na przeciwników, a Cyborg podbiegł do mnie i położył przede mną Bestię.
   - Zajmij się nim - przykazał.
  Nie miałam nawet czasu, by wyznać, jak bardzo się cieszę, że go widzę, bo odbiegł i dołączył do Robina i Raven.
   Delikatnie położyłam głowę Bestii na kolanach. Widziałam jak jego klatka piersiowa unosi się i opada w prawidłowym tempie. Odetchnęłam z ulgą i nadgarstkiem otarłam samotną łzę spływającą mi po policzku. Czyli żyje. A jednak. Udało się. Wszyscy moi przyjaciele żyją, a jeszcze kilkanaście minut temu, wydawało mi się, że straciłam ich na zawsze.
   - Bestio - powiedziałam cicho głaszcząc go delikatnie po głowie - Bestio, obudź się, proszę. Potrzebujemy cię.
  Chłopak zmarszczył brwi. Skrzywił się, przekręcił głową i dopiero wtedy otworzył oczy. Spojrzał w moje, a ja w jego. Zaśmiałam się i uścisnęłam go.
   - Co się stało? - zapytał słabym głosem.
   - Później ci wszystko wyjaśnię - powiedziałam odsuwając się od niego - Musimy ich pokonać - wskazałam na bandę walczącą z pozostałymi Tytanami.
   Bestia zdecydowanie kiwnął głową i jakby nigdy nic, rzucił się do ataku. Ja ruszyłam tuż za nim.
   Walka trwała długo. Wydawać by się mogło, że naprawdę wygrywamy to starcie. Ale to było błędne stwierdzenie. Kątem oka, walcząc z jednym z bliźniaków, zauważyłam jak rakieta przygotowuje się do startu.
   - Uwaga! - krzyknęłam ostrzegawczo do pozostałych, wskazując na bombę.
Robin zrobił rozbieg, odbił się od podłoża dachu i wskoczył na nią.
   - Tytani, za mną! - wykrzyknął.
   Biegiem ruszyłam w jego kierunku. Nie mogłam latać. Tutaj też było to pole siłowe. Oczywiście... Rakieta odpaliła i zaczęła się unosić do góry. Rzuciłam się i zapewne nie udałoby mi się doskoczyć, gdyby Cyborg nie złapał mnie w ostatniej chwili za nadgarstek. Spojrzałam w górę. Uśmiechnął się do mnie, pomagając mi się wciągnąć na maszynę.
   - Już mnie nie powstrzymacie! - skrzeczała Czarna Jędza - Bomba uderzy w ziemię za pięć minut. Wszystko i wszyscy zginą w promieniu dwustu kilometrów! Razem z wami! Ekipa, zakładać kamizelki ratunkowe i spadochrony. Przygotować się do ewakuacji. A nawet jeśli nam się nie uda, ja i moi wspólnicy mamy wszczepione specjalne chipy, które pozwolą nam przeżyć. Czyli innymi słowy, nie macie szans, dzieciaczki!
   Zauważyłam, że prócz jej i nas całej drużynie udało się wskoczyć na rakietę. Mam nadzieję, że nie przyspieszy. I tak z trudem się na niej utrzymujemy. Poza tym, możemy potrzebować trochę czasu.
   - Nie mów hop, póki nie przeskoczysz - powiedział Robin, po czym dodał: - Tytani, wio!


    Może jakiś komentarz, by się przydał? Ten blog istnieje już miesiąc i ma zero komentarzy. Proszę o chociaż jeden. Chcę wiedzieć, jak się Wam podobają moje opowiadania ;)

1 komentarz:

  1. Mi się podobają, ale chyba już za późno na komentarz.

    OdpowiedzUsuń